Oceny Polaków za Słowację: Najsłabszy Kapustka

Reprezentacja Polski w swoim pierwszym meczu na Euro 2017 w Polsce na Arenie Lublin zasłużenie przegrała ze Słowacją 1:2. Drużyna Dorny nie prezentowała się dobrze jako drużyna, a i przy pojedynczych zawodnikach trudno szukać większych pozytywów. Oto nasze oceny za to spotkanie.

Oceny reprezentantów Polski (skala: 1-10):

Jakub Wrąbel – 3 – bardzo słaby mecz bramkarza Śląska Wrocław. Nie wszedł dobrze w mecz. Był nerwowy i niepewny. Odbijał przed siebie, bronił strzały lecące metr obok bramki, a przy obu bramkach mógł zachować się lepiej, choć żadna nie idzie bezpośrednio na jego konto. W takiej formie nie ma szans utrzymania pozycji w bramce kadry.

Tomasz Kędziora – 5 – solidny mecz kapitana młodzieżówki. Zaczął fenomenalnie. W stylu Łukasza Piszczka podłączył się do akcji prawą stroną boiska i dorzucił idealnie na głowę Patryka Lipskiego, który zdobył jedynego gola dla Polski. W defensywie też początkowo radził sobie wzorowo, ale z każdą minutą było coraz gorzej. Uaktywnili się skrzydłowi reprezentacji Słowacji, z którymi Kędziora i jego koledzy z obrony zupełnie sobie nie poradzili.

Jan Bednarek – 4 – grał nawet przyzwoicie, ale popełnił spory błąd przy drugiej bramce dla gości. Poślizgnął się w sytuacji jeden na jeden z przeciwnikiem i w konsekwencji kadra Dorny przegrała mecz otwarcia. Poza tym nie popełnił wielu błędów, choć nie zagrał na poziomie pozwalającym mu marzyć o Premier League.

Jarosław Jach – 5 – powiedzenie, że długo to na nim ciążyła odpowiedzialność za kreowanie gry biało-czerwonych jest śmieszne w swojej absurdalności, a dokładnie tak było. Po bramce gra Polaków siadła, druga linia usunęła się w cień i na placu boju przy konstrukcji akcji pozostał sam Jarosław Jach. Próbował kilkudziesięciometrowych przerzutów. Raz mu wychodziło, raz nie, najczęściej w ogóle, ale przynajmniej próbował. W defensywie bez większych błędów, ale trochę nerwowo.

Paweł Jaroszyński – 5 – nie zawiódł, ale miał problemy z powstrzymaniem skrzydłowych ze Słowacji. Typowy średni występ.

Paweł Dawidowicz – 3 – w pierwszej połowie fatalny. Pierwszy do zmiany w przerwie. Chimeryczny, wolny, nieaktywny, stojący w miejscu. Słowacy go zgnietli. Nie istniał środek pola Polaków, o który Dawidowicz miał walczyć. Po przerwie było minimalnie lepiej. Zaczął pokazywać się po piłkę, inna sprawa, że nie był w stanie z nią cokolwiek zrobić. Duże rozczarowanie. W następnych meczach powinien zastąpić go Krystian Bielik.

Karol Linetty – 5 – więcej można się było po nim spodziewać. Etatowy reprezentant Polski po pełnym sezonie w Serie A, a na boisku w spotkaniu U-21 nie był wcale najlepszy. W pojedynczych fragmentach meczu widać było klasę, to, że ma umiejętności, ale w przekroju pełnych 90. minut był tak samo bezradny w środku pola jak reszta kolegów. Zmarnował najlepszą okazję, jaką stworzyli sobie Polacy, a za chwilę przeciwnicy zdobyli gola na 2:1.

Patryk Lipski – 3 – bardzo słaby mecz „Lipy”. Zaczął od gola, ale znikał z każdą minutą. Nie było w nim entuzjazmu, chęci rozgrywania, nie odnalazł się na boisku. Zagubiony. Chował się za plecami pomocników rywali. Tak nie może grać główny mózg drużyny.

Bartosz Kapustka – 2 – beznadziejny występ reprezentanta Polski. Nie było go na boisku. Nic dziwnego, że w Leicester nie otrzymywał szans na grę. Zupełnie nie przypominał siebie sprzed roku, kiedy błyszczał na Euro 2016 w meczu otwarcia przeciw Irlandii Północnej. Jego słabą formę tłumaczyć można urazem, który sygnalizował przed zejściem, choć pewne jest, że nie zaczynał meczu z kontuzją, więc brak jakiejkolwiek aktywności nie może być wyjaśniany tylko w ten sposób. „Kapi” popełnił również duży błąd przy pierwszej bramce dla rywali. Spóźniony, zagubiony i niepewny. Taki był przez cały swój marny występ.

Przemysław Frankowski – 5 – całe spotkanie na zbawcę kadry namaszczał go Tomasz Hajto, ale jego peany zupełnie nie oddawały rzeczywistości. Frankowski zagrał przeciętnie. Bez błysku. Starał się, walczył, podejmował próby dryblingu. Tego mu nie można odebrać, ale ile z tego wynikało? Właściwie nic, choć na tle kolegów z drugiej linii trzeba postawić przy nim mały plusik.

Mariusz Stępiński – 4 – pierwsza strzelba reprezentacji Polski przypominała w meczu ze Słowacją Roberta Lewandowskiego, ale tego z okresu kadry Smudy i Nawałki. Osamotniony, bezskutecznie cofający się po piłkę, nie stwarzający żadnego zagrożenia. To nie był jego mecz, choć w dużej mierze nie ze swojej winy. Napastnik żyje z podań, a on nie dostał zbyt wielu przez co był zupełnie niewidoczny.

Łukasz Moneta – 5 – wszedł za Bartosza Kapustkę i starał się rozkręcić grę biało-czerwonych. Inna sprawa, że nie ma do tego za bardzo umiejętności i predyspozycji. Miał ambicję, by coś na boisku zrobić, ale brakowało mu techniki. Dwa razy ładnie dograł w pole karne do dobrze ustawionych kolegów, ale ostatecznie z akcji nic nie wynikało. Przez 30 minut zrobił więcej niż Kapustka przez 60.

Krzysztof Piątek i Jarosław Niezgoda – grali za krótko, żeby ich ocenić, ale szkoda, że trener Dorna zdecydował się grać na dwóch napastników tak późno, bo napastnik Ruchu w kilka minut stworzył sobie dwie niezłe okazje do strzelenia gola.

foto: Marta Kicińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi