Mamrot: „Nie ma magicznej recepty na słaby start pucharowiczów”

Lada dzień polskie zespoły rozpoczną walkę w pucharach. W I rundzie eliminacyjnej Ligi Europy wicemistrz Polski, Jagiellonia Białystok zmierzy się z gruzińskim Dinamo Batumi, a na ławce szkoleniowej  „Dumy Podlasia ” zadebiutuje Ireneusz Mamrot.

Ostatnie tygodnie można nazwać rewolucją w Pana życiu?

Nie powiedziałbym, że rewolucją. Przede mną nowe wyzwania i nowe cele życiowe. Każdy chce iść do przodu, każdy chce się rozwijać i tak samo jest ze mną. Byłem już bardzo długo w Głogowie, nawet podpisałem kolejny kontrakt z Chrobrym. Gdyby nie oferta z Jagiellonii, następny rok przepracowałbym na Dolnym Śląsku. Byłby to mój ostatni sezon w Chrobrym, chyba że mielibyśmy walczyć o wyższe cele niż dotychczas. Jednak zaoferowano mi posadę w Białystoku i bardzo się z tego cieszę.

Wielu obawiałoby się obejmowania Jagiellonii z powodu Michała Probierza i wyników, jakie wykręcił z „Jagą”. Czekają Pana nieustanne porównania do nowego trenera Cracovii, towarzyszył mu swoisty kult na Podlasiu.

Jest to w ostatnim czasie najczęściej zadawane pytanie przez dziennikarzy. Zdaję sobię sprawę, jaką popularnością się tutaj cieszył Michał Probierz, ja muszę jednak patrzeć na to, co jest teraz i co będzie w przyszłości. Na pewne rzeczy po prostu nie mam wpływu. Żurnaliści lub kibice będą często to robić i od tych porównań nie ucieknę, ale staram się skupić przede wszystkim na mojej pracy.

Kiedy białostocki klub się do Pana zgłosił?

Pierwszy kontakt był w sobotę 10 czerwca. Następnego dnia ustaliliśmy wszystkie szczegóły. Był pewien problem z ważnym kontraktem w Chrobrym, ale udało się to pozytywnie rozwiązać dwunastego czerwca. Wówczas ostatecznie zapadła decyzja, że przechodzę do „Jagi”. Byłem wtedy na urlopie, który jednak z oczywistych przyczyn skróciłem. Wróciłem do domu, spakowałem się i wyruszyłem do Białegostoku.

Jak grającej Jagiellonii możemy się teraz spodziewać?

Nie chcę teraz za dużo naobiecywać. Każdy ma swój pomysł na grę, wszyscy znamy dotychczasowy styl drużyny. Na pewno chcę, by zespół realizował mój zamysł, ale jeszcze go nie zdradzam. Mam nadzieję, że będzie widoczny na boisku.

Kiedyś odbywał Pan staże u wielu starszych polskich szkoleniowców jak Adam Nawałka, Bogusław Kaczmarek czy Orest Lenczyk. Do kogo z nich Panu najbliżej?

Nie można nikogo specjalnie naśladowywać. Staże są po to, żeby uczyć się nowych rzeczy, podpatrywać i wyciągać własne wnioski. Na tamtych stażach byłem jako młodszy trener II-ligowy. W ostatnim czasie byłem także na stażach zagranicznych i nie ukrywam, że można było zobaczyć tam wiele wartościowych rzeczy. Ale każdy musi znaleźć swoją drogę i warsztat, a przez to robić, to co on uważa za słuszne.

Jak podsumowałby Pan miniony sezon w wykonaniu byłych już podopiecznych, piłkarzy Chrobrego Głogów?

Odczuwam trochę niedosyt. Końcówka rozgrywek pokazała, że zespół ma duży potencjał. Potrafiliśmy walczyć jak równy z równym z najlepszymi drużynami w lidze, ale potraciliśmy punkty z ekipami, które były za nami w tabeli. Także był widoczny potencjał. Po nieudanym początku trochę musieliśmy gonić, alez drugiej strony przed sezonem wielu piłkarzy odeszło, a my ustabilizowaliśmy kadrę. Myślę, że to zaprocentuje w przyszłości.

Jest jakiś zawodnik z Głogowa, którego widziałby Pan w składzie Jagiellonii?

Nie chcę wymieniać nazwisk. Na pewno są to gracze, którzy mają umiejętności lub potencjał na Ekstraklasę. Ale ciągle obowiązują ich kontrakty w Chrobrym i nie chciałbym ich stamtąd zabierać, wystarczy, że ja niespodziewanie stamtąd odszedłem. Nie chciałbym bardziej osłabiać drużyny, ale w przyszłości zobaczymy. Być może któryś były podopieczny trafi do mnie.

Co jest kluczem do stabilizacji, jaką osiągnął Pan na Dolnym Śląsku i jaką zapewne będzie Pan chciał osiągnąć w Białymstoku?

To nie zależy tylko od trenera. Przede wszystkim głównym czynnikiem są wyniki. Jeśli one są, to szkoleniowiec ma większy komfort. Także trzeba mieć oczy otwarte nie tylko na pierwszy zespół, ale również interesować się pozostałymi drużynami . Niezbędna jest też oczywiście cierpliwość ludzi u sterów klubu. Każdy zespół dopadają czasami kryzysy i wtedy najczęściej szkoleniowiec bywa zwalniany. Mi jednak ciągle udawało się zachować pracę i spokojnie z tych „dołków” wychodziliśmy.

Ile godzin spędził Pan na myślenie o nowym kształcie „Jagi” ?

Przede wszystkim cały czas pracujemy. Myśleć sobie można długo, ale liczy się wykonana praca. Pierwsze dni w klubie były bardzo intensywne, miałem wiele spotkań z prezesami, specami od marketingu oraz rozmów z dziennikarzami. Już tydzień temu wznowiliśmy treningi i trzeba było wszystko dopiąć na ostatni guzik. Czasu nie ma wiele, a niedługo pierwszy mecz w pucharach.

Właśnie. Cieszy Pana to, że dopiero co został Pan ekstraklasowym trenerem, a już czekają Pana europejskie potyczki?

Ja podchodzę do tego w normalny sposób. Po prostu to jest zwykły mecz, w którym trzeba być lepszym od przeciwnika i przejść do następnej rundy. Oczywiście jest to dla mnie coś nowego, ale myślę o tym w dosyć zwyczajnych kategoriach.

Jaką ma Pan receptę na tę słynną dolegliwość, dopadającą ekstraklasowe zespoły grające w pucharach? Chodzi mi oczywiście o słabe wyniki na początku rozgrywek.

Nie jest łatwo sobie z tym poradzić. Wiele drużyn, które awansowały do Europy, a chwilę potem biły się o utrzymanie. Myślę, że gdyby była na to oczywista recepta, już dawno by ją zastosowano. Staramy się tak przygotować plan treningowy, by zespół był w jak najlepszej dyspozycji. To duże wyzwanie, bo okres przygowawczy jest krótki. Jeśli forma meczowa przychodzi szybciej, to później może się znacząco obniżyć i trzeba zrobić wszystko, by do tego nie doszło. Trzeba przede wszystkim utrzymać piłkarzy w odpowiedniej dyspozycji fizycznej. Spotkania pucharowe rozpoczynają się szybko, a koniec rundy jest około 20 grudnia, więc wszystko należy dokładnie rozplanować. Żadnej recepty nie ma.

Wiele słyszałem o tym, że bardzo przywiązuję Pan uwagę do mentalnych cech sprowadzanych zawodników. Jestem ciekawy, ile było graczy w trakcie pracy w Głogowie, których odrzucił Pan głównie z powodu charakteru.

Na początku pracy przeprowadziłem dużo zmian personalnych. Nie jest wtedy łatwo, bo zawodnicy mają ważne kontrakty i dopiero musiałem ich poznać oraz dokonać obserwacji. Jednak póżniej ściągając zawodników z zewnątrz, wcześniej zbierałem o nich informacje z wielu źródeł. Starałem się nie ograniczać do jednego, bo łatwo się wtedy pomylić. Dzięki temu nie sprowadzałem niepasujących zawodników do drużyny i jakby kogoś Pan zapytał, jaka była atmosfera w Chrobrym i jak chłopaki pracowały, to każdy odpowie, że była to świetna grupa piłkarzy.

(fot: glogow.naszemiasto.pl)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *