Chukwu – pierwsze letnie wzmocnienie Legii?

Od największego niewypału i pośmiewiska do jednego z najważniejszych piłkarzy w kontekście ponownej walki o awans do Ligi Mistrzów? Niewykluczone, że taką drogę przejdzie Daniel Chima Chukwu, który powoli staje się, tak długo wyczekiwanym, pierwszym letnim transferem mistrza Polski. Spóźnił się o pół roku, ale lepiej późno niż wcale.

Pierwsze tygodnie Nigeryjczyka w Warszawie przypominały najdziwniejszą farsę. Przyjechał w środku zimy i nie potrafił się zaaklimatyzować. Zgubił się w mieście w drodze na trening. Pomylił stadiony. Zawiodła nawigacja, której po tym incydencie przestał ufać. Kiedy już docierał na zajęcia, też nie brakowało kuriozalnych sytuacji z nim w centrum zainteresowania. Zakładał za małe buty, co doprowadziło do nieprzyjemnie wyglądającej kontuzji stóp.

–  Nie powiedziałbym, że dobrałem złe buty. Grałem w takich przez cały okres mojej kariery i nigdy nie miałem z nimi najmniejszych problemów. Wydaje mi się się musiała być jakaś różnica w numeracji korków – tak to jest, że jedne firmy posługują się nieco odmienną niż inne – tłumaczył Chukwu.

Inna sprawa, że jego stopy mogły być nieprzystosowane do wzmożonego wysiłku. Zanim Legia podpisała z nim kontrakt, nie ćwiczył przez prawie dwa miesiące. Wpłynęło to negatywnie na jego formę. Na zgrupowaniu w Hiszpanii nie dawał rady kondycyjnie. Był wolniejszy i bardziej zmęczony od kolegów z zespołu, a do tego towarzyszył mu nieszczęsny uraz. Nie był w rytmie meczowym, a nawet treningowym. Nie mógł prezentować się dobrze.

Za to nie doskwierała mu zima, bo grając z szwedzkim Molde doświadczył dużo chłodniejszych dni w tej porze roku. To jednak marne pocieszenie, bo sztab szkoleniowy nie dopatrzył się w jego grze żadnego pozytywu. Przegrywał rywalizację o miejsce w składzie z będącym w bardzo słabej dyspozycji Tomasem Necidem. Siadł na ławce i rzadko kiedy z niej w ogóle wstawał.

W pierwszej drużynie Legii rozegrał raptem dwadzieścia osiem minut. Dwadzieścia minut w dwóch meczach z Koroną Kielce w Ekstraklasie i osiem w Lidze Europy z Ajaxem. Nie zaimponował, ale przez tak krótki czas trudno cokolwiek zrobić. Lepiej spisywał się w rezerwach stołecznego klubu, w III lidze, gdzie w trzech spotkaniach skompletował trzy trafienia. Nic jednak nie przekonało sztabu Jacka Magiera do dania mu szansy w dłuższym wymiarze czasowym. Wielu zaczęło go skreślać. Za wcześnie.

Lato może odmienić sytuację Chukwu. Na zgrupowanie w Warce przyjechał zmotywowany i w formie. Chce udowodnić swoją wartość i na razie mu to wychodzi. Wyróżnia się. W pierwszym letnim sparingu Legii z Wisłą Płock (3:0) zaimponował. Wygrał większość pojedynków, schodził do rozegrania, nie tracił piłek, dryblował i strzelił bramkę na 2:0. Zaliczył dobry występ.

26-letni napastnik zagrał jak za czasów, gdy w barwach Molde… ogrywał stoperów Legii. To forma, do której powinien dążyć. Jacek Magiera jest jednak umiarkowanym entuzjastą jego gry. – Z Wisłą Płock Daniel Chima Chukwu zagrał w ataku, ale ma być gotowy do gry też na skrzydle. Zobaczymy co się wydarzy w najbliższych dniach. Mamy w planie pozyskanie napastnika, wtedy będziemy szukać innym możliwości. Daniel się zaaklimatyzował, jest mądrzejszy o pół roku, jest bardziej świadomy tego, gdzie się znalazł. Potrafił grać w Molde, skąd go doskonale pamiętam. Lepiej wciąż niż z Legii, bo u nas nie zagrał meczu w pełnym wymiarze czasowym, przegrywał jesienią rywalizacje z kolegami. Teraz ma czystą kartę i pracuje na nowo – stwierdził.

Czy jednak sztab szkoleniowy nie wyrządza mu krzywdy wystawiając go na skrzydle? Czy wtedy nie traci wszystkich swoich atutów, jakimi są siła, umiejętność przepychania się i dryblingu na małej przestrzeni? Jeśli w Legii znajdą pomysł na wykorzystanie jego potencjału, Daniel Chima Chukwu może zaskakująco zapracować sobie na miano najlepszego wzmocnienia mistrza Polski w kontekście gry o Ligę Mistrzów.

Zdjęcie: Legia.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi