Lech pokazał jak „słabnie”

Tu nie było czego zbierać. Lech Poznań pokazał zdecydowaną wyższość praktycznie pod każdym względem i pokonał rywali z Macedonii 4:0. Rewanż w Strumicy jest już bez znaczenia, to „Kolejorz” zmierzy się w drugiej rundzie z norweskim Haugesund, który podobnie jak Lech w pierwszym meczu – wygrywając 7:0 – zapewnił sobie awans.

Nenad Bjelica na przedmeczowej konferencji podkreślał, że swój „Stjarnan” jego piłkarze mieli w finale Pucharu Polski przed miesiącem i do żadnej wpadki w europejskich pucharach już nie dojdzie. Ciężko, żeby kibice poznańskiej drużyny oczekiwali czegokolwiek innego, bo „Kolejorz” przed spotkaniem był zdecydowanym faworytem i to nawet, jak brakowało odchodzących Bednarka i Kownackiego, a także nieobecnych z różnych powodów: Rakelsa, Vernona de Marco, Gytkjaera czy Kędziora. Wątpliwy był także występ skłóconego z chorwackim trenerem Marcina Robaka, choć ten znalazł się ku zdziwieniu wielu osób na ławce rezerwowych.

Nicki Bille Nielsen. Jedna wielka niewiadoma z przodu „Gangu Bjelicy”. Nie było wiadome, czego można się po Duńczyku spodziewać, zwłaszcza po poprzednim sezonie, gdzie więcej przebywał w Rehasporcie i innych szpitalach, aniżeli na boisku. Formą w jedynym sparingu Lecha przed sezonem z Hapoelem nie błyszczał. Miał jedną czy dwie sytuacje, ale je koncertowo psuł.

O zespole trenera Naci Sensoya wiele przed samym spotkaniem nie wiedzieliśmy. Bo czego się spodziewać po drużynie, która w szczęśliwy sposób wygrała puchar swojego kraju, a na co dzień walczy o utrzymanie w macedońskiej lidze? W macedońskiej. Gdzie Macedonia, a gdzie Polska, bądźmy poważni. Wiedzieliśmy tyle, że z przodu postraszyć może Baze Iljoski. I to wszystko. A o tym, jaka chcą grać, można było przeczytać już przed meczem w internecie. Dokładnie, w internecie.

Profesjonalne to z ich strony nie było, no chyba przyznacie. A co działo się w samym meczu? Kilka minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego z Portugalii nad INEA Stadion przyszła potężna ulewa, co zapowiadało efektowne „ślizganie” się piłki, czyli idealne warunki do szybkiej, kombinacyjnej gry.

Tu nie było czego zbierać. Lech pokazał, jak z takimi rywalami powinni grać polskie drużyny na arenie międzynarodowej. Nie ma tłumaczeń, że był zły dzień, że akurat coś, czymś, ktoś, kogoś zaskoczył. Jedna, druga akcja i było wiadome, kto będzie górą w tym meczu, ale też można śmiało napisać, także w dwumeczu. „Kolejorz” pozbawił złudzeń ekipę z Macedonii. Co prawda, rozpocząć strzelanie pozwolił wywalczony rzut karny, ale w kolejnych golach nie było żadnego przypadku. Nikt drużynie z Bitoli nie rozkazywał w meczu na bramce ustawiać ręcznik, bo bramkarzem Ilce Petrovskiego nazywać nie możemy.

Każda drużyna w Polsce (no może z wyjątkiem Legii) chciałaby „słabnąć” w taki sam sposób jak Lech. Poznaniacy w pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Europy wygrali tylko 4:0.

Pomeczowe wypowiedzi trenerów:

Naci Sensoy (FK Pelister):

To co miałem powiedzieć na samym końcu, powiem na samym początku. Gratuluję zasłużonej wygranej Lechowi Poznań. Myślę, że kwestia rewanżu została dzisiaj rozstrzygnięta. Drużyna z Poznania dość łatwo dzisiaj wygrała. Widząc wynik 4:0 można myśleć: Lech wygrał łatwo, ja tak nie myślę. Mieliśmy jedną bardzo dobrą sytuację, ale Matus Putnocky znakomicie obronił strzał naszego napastnika. Jeśli my byśmy strzelili pierwszą bramkę, nie wiem, jak dalej potoczyłyby się losy tego meczu. Mam spore wątpliwości co do decyzji sędziego w sprawie rzutu karnego dla Lecha. Powtórzę jednak: Lech Poznań jest zdecydowanie silniejszym zespołem od naszego. Chcieliśmy jak najlepiej się zaprezentować. Chcę wierzyć, że to było maksimum. Mam nadzieję, że już ten Portugalczyk nam nie będzie sędziował.

Nenad Bjelica (Lech Poznań):

Jestem bardzo zadowolony z wyniku. Wygraliśmy 4:0, to nam daje pewność, że możemy awansować do kolejnej rundy. Myślę, że za dobrze nie zaczęliśmy, nie mieliśmy dobrego pressingu. Pelister mógł strzelić pierwszy bramkę. Po strzelonym golu było lepiej. Nie wszystko było tak, jak chcemy, ale ważne, że mieliśmy kontrolę nad meczem do samego końca. Uzyskaliśmy dobry wynik. Za tydzień musimy pracować na boisku jak dzisiaj. Musimy być gotowi do następnego meczu, ale również do całego sezonu.

Nowi zawodnicy grali jak drużyna. Mogło być lepiej. Mario Situm strzelił dwie bramki, ale może grać lepiej. Dilaver, jak zresztą cała obrona, byli solidni. Barkroth był na boisku tylko 20 minut, więc nie widzieliśmy za wiele. Pokazał swoją szybkość, dzięki czemu możemy sprawiać zagrożenie z przodu.

Marcin Robak tak długo, jak będzie naszym piłkarzem, będzie miał okazję do gry.

KKS Lech Poznań 4:0 FK Pelister

(28′ Nicki Bille (k), 31′ 58′ Mario Situm, 38′ Radosław Majewski)

Piłkarz meczu: Mario Situm

Lech: Putnocky – Gumny, Dilaver, Nielsen, Kostevych – Tetteh, Majewski – Situm, Jevtic (75′ Gajos), Makuszewski (72′ Barkroth) – Nicki Bille Nielsen (68′ Robak).

FK Pelister: Petrovski – Tosevski, Todorovski, Bojović (45′ Petrov), Kovachev, Ljamcevski – Lucas, Iliev (76′ Cvetanoski), Markoski (62′ Silva), Peev – Ilijoski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *