Projekt „Jaga bez Probierza” czas zacząć

Długo czekać nie musieliśmy. 25 dni po zakończeniu poprzedniego sezonu pora zacząć kolejny. Na pierwszy ogień to, co lubimy najbardziej, czyli wielkie bitwy o uniknięcie kompromitacji zwane przez niektórych I rundą eliminacji do Ligi Europy.

23 lipca 2015. Cypr. Okolica godziny 20. Boisko spowija się skrajnie kontrastującymi emocjami. Uśmiech i zadowolenie widać w szeregach gospodarzy. Ivan Runje mógł być z siebie zadowolony, podobnie jak Cillian Sheridan, którego gol przesądził o awansie gospodarzy. Zdobył go w ósmej minucie. Przyjął spokojnie piłkę w polu karnym, wykonał zwód do lewej nogi i pewnym strzałem pokonał golkipera. Może i wyglądem nie przypomniał tego Sheridana, którego znamy, bo nie miał jeszcze wtedy tak bujnej brody, ale z całą pewnością prezentował te same umiejętności. Nawet pomimo tego, że w 88. minucie spudłował w sytuacji, w której nie miał prawa tego zrobić. Zresztą jego koledzy również nie odstawali od niego, bo kibice zgromadzeni na stadionie łatwo mogli wychwycić dwa fakty. Duży skwar i jeszcze większą niemoc graczy występujących w żółto-czerwonych pasiakach. Jagiellonia tylko statystowała w tym spotkaniu i przez to już w II rundzie została wyeliminowana z Ligi Europy przez Omonię Nikozja.

Cypryjski klub miał w tamtym sezonie naprawdę świetną ekipę. W środku pola biegał znany nam z Zawiszy Goulon. Miał przed sobą może nieco podstarzałego, ale mającego w swojej karierze pięć występów w seniorskiej reprezentacji Portugalii Nuno Assisa. W wyjściowej jedenastce nie mieścił się Andraž Kirm, który swego czasu w Wiśle był naprawdę solidnym skrzydłowym. Omonia, podobnie jak wtedy Jagiellonia (z litewskim Kruoje), zaczynała walkę o Ligę Europy od I rundy eliminacyjnej. I mało brakowało, by również na niej ją skończyła. Wtedy Omonia musiała w rewanżu odrabiać straty po tym, jak w pierwszym spotkaniu uległa… Dinamu Batumi.

Niewątpliwym atutem gruzińskiego zespołu (jakkolwiek śmiesznie to brzmi) będzie to, że jest w rytmie meczowym, choć inna sprawa, że ten tempo tego rytmu trudno nazwać sprinterskim. Dinamo jest dalekie od dyspozycji, w której było, gdy pokonywało cypryjski klub. Ichniejsza Erovnuli Liga rozgrywana jest formatem wiosna-jesień. Występuje w niej dziesięć zespołów i każdy z każdym mierzy się czterokrotnie. Na ten moment Dinamo Batumi zajmuje w tabeli dopiero ósmą lokatę, mając na koncie uzbieranych 17 oczek w 18 kolejkach. Strach się bać.

Większej trwogi nie powinni również wywołać fani gruzińskiej drużyny. Nie ma ich zbyt wielu na świecie. Stadion tej drużyny może pomieścić około sześć tysięcy osób, jednak zwykle nie jest nawet w jednej trzeciej wypełniony. Dodatkowo nie spełnia on wymogów UEFA, z tego względu czwartkowa rywalizacja odbędzie się w oddalonym o 150km od Batumi Kutaisi. Tyle z ciekawostek.

Natomiast białostoczanie po zdobyciu wicemistrzostwa Polski bardzo szybko rozpoczęli przygotowania do sezonu, bo już 16 czerwca. Tym, który na pewno narzekał na nadmiar urlopu jest Jacek Góralski, który dopiero 11 czerwca wracał ze zgrupowania reprezentacji. W przeciwieństwie do pozostałych kadrowiczów, nie mógł liczyć na dodatkowe wolne. To spotkanie będzie debiutem dla nowego trenera Jagiellonii Ireneusza Mamrota, który jak widać w przypadku Góralskiego – nie zamierza używać półśrodków. Objęcie klubu z Podlasia stanowi dla niego spory przeskok. Jak dotąd jeszcze nigdy nie poprowadził żadnego zespołu z ekstraklasy, teraz przyjdzie mu bić się o Ligę Europy.

Jagiellonia ma za sobą dwa sparingi. Przegraną 0:1 z AÉK-iem Larnaka oraz wygraną ze Stilonem Gorzów. Trudno powiedzieć, że po tych spotkaniach widać, że trener Mamrot wykrystalizował sobie w głowie wyjściową jedenastkę. Wystąpiło w nich aż 23 zawodników, chociaż kibice Jagi z całą pewnością woleliby, by było ich 24. Tym dodatkowym ogniwem miałby być Konstantin Wasiljew. Estończyk jednak już raczej nie zobaczymy w ekstraklasie, jak na razie nie widać też w szeregach Jagielloni jakiegoś godnego zastępcy. Wicemistrzowie Polski będą musieli sobie również radzić bez Przemka Frankowskiego, który jeszcze nie wrócił do treningów po Mistrzostwach Europy U-21 oraz kontuzjowanych Marka Wasiluka, Rafała Grzyba i Karola Mackiewicza. Pod znakiem zapytania stoi również występ Černycha, który był oszczędzany w sparingach.

Mimo to trzeba przyznać, że i tak potencjał polskiego klubu wygląda bardzo znośnie. Zwłaszcza w defensywie, gdzie nikogo nie ubyło. Para stoperów Guti-Runje należy do absolutnego ligowego topu, na bokach obrony powinna być zażarta walka, bo z prawej strony jest zarówno Burliga, jak i Gordon, a z lewej Tomasika ze składu usilnie będzie starał się wygryźć Guilherme. Dużym znakiem zapytania jest środek pola, bo o ile co do Góralskiego i Romanczuka trudno mieć jakieś zastrzeżenia, to z rolą dziesiątki będzie musiał się zmierzyć prawdopodobnie dziewiętnastoletni Przemek Mystkowski, dla którego nadchodzący sezon może być wielką szansą.

Nie podlega dyskusji, że to Jagiellonia jest w tym spotkaniu zdecydowanym faworytem. Dinamo Batumi nie jest żadną potęgą futbolu. Ba, już nazwanie ich mianem przeciętnych można uznać za eufemizm, ale tę wiedzę trzeba przede wszystkim pokazać na murawie. Lada chwila białostoczanie zaczynają nowy etap w swojej historii. Etap, w którego trakcie trzeba będzie wykazać, że istnieje życie po Probierzu.

Przewidywany skład:

Kelemen – Burliga, Runje, Guti, Tomasik – Novikovas, Góralski, Mystkowski, Romanczuk, Černych – Sheridan.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *