Sąsiad Czech kupuje w najlepsze…

…A my sprzedajemy VOOlvo za frytki. Nazywa się Ekstraklasa, ale „ekstra” to ma chyba tylko kilogramy, a „klasa” trąci  oksymoronem. Źle gotuje. Bije wałkiem. Jest gruba, brzydka, pod nosem ma coś na wzór dziewiczego wąsa. Chryste, czemu ja ją kocham?

Od dwudziestu lat obiecywała mi, że zabierze mnie do Teatru Champions. Grają tam sztuki, które trafiają w najbardziej wysublimowane gusta. Majestatyczne sceny, na których deskach nie stąpają plebejscy aktorzy, co to to nie. Nie ludzie, tylko prawdziwi synowie Dionizosa, herosi, którzy, którzy gwarantują niezapomniane zwroty akcji i po których występach przeżywasz ostateczne katharsis.

Cóż, zamiast tego od czasu do czasu zabierała mnie do Teatru Europejskiego. Biedni ludzie próbują sobie wmówić, że tam również można przeżyć doniosłe chwile. Ja raczej skłaniałbym się ku temu, że przepaść pomiędzy wspomnianymi wcześniej scenami jest tak głęboka, jak pomiędzy mielonymi wybranki mojego serca a żurkiem z Sheratona.

Od czasu do czasu zrobi jednak nadzieję na coś więcej. Co prawda po taniości, psim swędem, ale udało nam się zdobyć wymarzone bilety do Champions. Z początku wstydu narobiła mi co niemiara. Kobieta była zupełnie nieprzyzwyczajona do towarzystwa z wyższych sfer, pod koniec jednak zdołała się dostosować. Ten wieczór, na tle szarej rzeczywistości gwałtu, wyglądał jak opis subtelnej miłości w wierszu „Zachód słońca” pióra Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Sąsiad Czech – to jest dopiero menda i kanalia. Podczas gdy my za frytki sprzedajemy nasz ukochany samochód marki VOOlvo i ulubiony zegarek Pazdex, ten gad kupuje w najlepsze! Ukraińskie czekoladki, tureckie dywany, a ostatnio chwalił się buteleczką wytwornego wina O Representativo de Portugal Danny. Szuja chce z nim wejść do Champions. A niech mu jakiś hodowca owiec zakosi ostatni bilet.

Ile bym dał, by jeszcze raz zasiąść na scenie teatru nad teatrami… Mówię starej, że jak nie teraz, to później może okazać się to już niemożliwe. Od przyszłego roku wprowadzają takie ceny, że za Chiny tam nie wejdziemy. A ona by tylko sprzedawała: samochód, zegarek, wszystko. Jak co roku. I  czym ja mam tam przyjechać? W czym mam się pokazać ludziom? Sąsiad Czech chociaż kupił dobre wino. Jak mu pasterze zabiorą bilety, będzie przynajmniej miał w czym zatopić smutki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi