Palanca – zamiast do lasu, trafił do Grecji

Jedna z najbardziej żenujących historii ostatnich tygodni w polskiej piłce szczęśliwie dobiegła końca. Miguel Palanca zastraszony przez nowe władze klubu zrzekł się bonusów za piąte miejsce w lidze i pensji za ostatni miesiąc, następnie rozwiązał kontrakt z Koroną Kielce i ostatecznie wylądował w greckim AS Anórthossis Ammochóstou.

Hiszpan to solidny ligowy piłkarz z ciekawym CV. Swojego czasu wystąpił nawet w El Clasico, gdzie stworzył sobie dobrą okazję do zdobycia bramki i gdyby wtedy trafił jego kariera potoczyłaby się pewnie inaczej. A tak nigdy nie został gwiazdą wielkiego formatu. Potem jeszcze zaliczył kilka występów w La Liga w barwach Realu, ale niczym szczególnie nie zaimponował i nigdy nie zagrał już na tym poziomie. Utrzymywał się na powierzchni w Segunda Division, gdzie może nie wykręcał rewelacyjnych statystyk, ale występował regularnie. Na boiskach drugiej klasy rozgrywkowej w Hiszpanii w 176 meczach, strzelił 14 goli i zaliczył 5 asyst. Bez szału.

Następny krok w jego karierze był zaskakujący. Przeniósł się do Australii, której nie podbił, ale zaliczył sobie jedną rundę na innym kontynencie, skąd znów wrócił do Hiszpanii. Kolejny przeciętny sezon. 19 meczów. I wtedy przyszła oferta z Polski. Zdecydował się i nie żałował. W 8. kolejce wywalczył sobie miejsce w składzie i nie oddał go do końca sezonu. Zaliczył kilka bardzo dobrych występów, kilkanaście solidnych i trochę gorszych, ale poniżej pewnego poziomu nie schodził.

Przed sezonem 2017/18 władze Korony uznały jednak, że Palanca nie będzie im potrzebny. Wystawiono go na listę transferową, ale chętnych brakowało, więc… postanowiono pozbyć się go za wszelką cenę.  Sztab szkoleniowy pod każdym, nawet najgłupszym, pretekstem manifestował swoją niechęć do jego osoby. Kulminacyjna okazała się sytuacja, w której Hiszpan zszedł na śniadanie w klapkach, co okazało się karygodne. Trener Gino Lettari urządził mu awanturę. Został zawieszony. Zabroniono mu trenować.

Miguel Palanca chciał spokojnie negocjować, ale w kieleckim klubie nie było nikogo racjonalnego. Postanowiono 29-latka zastraszyć. – Musiałem zrezygnować z ostatniej pensji i moich bonusów za wywalczenie piątego miejsca. Powiedzieli mojemu agentowi, że jeśli nie odpuszczę tych pieniędzy, to następny sezon spędzę w lesie, ćwicząc tam o 5 rano. Podpisałem, nie było wyboru – żalił się piłkarz w rozmowie z „Super Expressem”.

Jego angażem zainteresowana była Arka Gdynia, ale on wybrał zupełnie inny kierunek. Przeniesie się do szóstego klubu poprzedniego sezonu greckiej ligi, Anórthossisu Ammochóstou. Tam przynajmniej będzie mógł chodzić w klapkach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *