Babiarz: „Przed Grecją nie mam żadnych obaw”

Bartłomiej Babiarz przeniósł się z Ekstraklasy do greckiego Apollonu Smyrnis. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że kraj z Półwyspu Bałkańskiego od lat boryka się z problemami. Mimo to tamtejszy kierunek transferowy dalej jest atrakcyjny dla polskich ligowców, a perspektywa cieplejszego klimatu i wyjazdu zagranicznego skusiła też wspominanego 28-letniego pomocnika. W rozmowie z nami opowiada o uwarunkowaniach swojej decyzji, żmudnym sprawdzaniu renomy klubu, zwiedzaniu piekarni właściciela, a także perypetiach z odejściem z Termaliki. Zapraszamy.

Wiesz co wyróżnia twojego nowego pracodawcę spośród wszystkich greckich klubów?

Podobno Apollon Smyrnis jest najstarszym klubem w Grecji, ale zdaje się, że to mit, bo będąc na miejscu postanowiłem to zweryfikować i popytać osoby związane z klubem. Otrzymałem odpowiedzieć, że to nie do końca prawda, bo jest to tylko jeden z najstarszych zespołów.

Tak czy inaczej, spory bagaż historyczny, ale raczej nigdy wcześniej nie słyszałeś o tej drużynie.

Musiałbym być wielkim fanatykiem greckiego futbolu, żeby w ogóle o nim usłyszeć, a nie oszukujmy się, że takim byłem. Pierwsza raz o Apollonie usłyszałem, kiedy pojawiła się oferta. To był 25 czerwca, niedziela wieczór. Dostałem informację o propozycji z Grecji, od razu zacząłem szperać w Internecie w poszukiwaniu ciekawostek o klubie, pytać agenta o szczegóły o umowy. Przekonałem się. Szybko się dogadaliśmy i następnego dnia wylatywałem na testy medyczne.

Wcześniej byłeś blisko GKS-u Katowice, gdzie mógłbyś współpracować po raz kolejny z Piotrem Mandryszem.

Czy byłem blisko? Trudno powiedzieć, nie komentuję tego, ale faktycznie zainteresowanie z I ligi było spore. Z klubami z Ekstraklasami również prowadziliśmy rozmowy, ale brakowało konkretów, a nie chciałem tego ciągnąć w nieskończoność. Południowy kierunek okazał się najlepszą możliwością. Nie musiałem już czekać. Wystarczyło podjąć decyzję i tak też zrobiłem.

Wyjazd zagranicę od początku wchodził w grę?             

Jedna propozycja była konkretniejsza niż inne. Problem był jednak taki, że był to klub z siedzibą na terenach, które w dzisiejszej sytuacji politycznej można uznać za niebezpieczne. Ten czynnik też brałem pod uwagę, więc od razu, wraz z żoną, tą ofertę odrzuciliśmy.

A Grecja nie budziła żadnych obaw?

Starałem się wypytać o Apollon z każdej możliwej strony. Szukałem informacji na jego temat, rozmawiałem z ludźmi związanymi w jakikolwiek sposób z greckim futbolem, a potem już na miejscu odbyłem dłuższą rozmowę z dyrektorami klubu i uznałem, że to będzie najlepszy kierunek dla mojego rozwoju. Nie będzie mi niczego brakowało.

Czego konkretnie się dowiedziałeś o tym klubie, bo w Polsce nikt nie ma właściwie żadnej wiedzy na jego temat?

Marka z renomą w Grecji, ładny, kameralny stadion na 15-tysięcy, parę tysięcy osób regularnie przychodzi na mecze, a przecież w minionym sezonie Apollon grał na zapleczu elity. W tym sezonie frekwencja ma być jeszcze większa, bo poziom sportowy też wzrośnie, a dojdzie również niezliczona liczba meczów derbowych, które budzą największe emocje. W sezonie 2017/18 będzie pięć czy sześć drużyn z Aten, w tym my, więc natężenie spotkań derbowych, na których – z tego co słyszałem – stadion wypełnia się, co do jednego siedzenia, będzie spore.

Uznałeś, że liga grecka jest lepsza od polskiej?

Wiadomo z jakimi problemami spotyka się ten kraj. Pewne obawy były, ale rozmawiałem z osobami z klubu i zapewniały, że Grecja powoli podnosi się z kolan. Ma być coraz lepiej. I nie mówię tylko o lidze, ale też warunkach życia dla zwykłych obywateli. Wbrew obiegowej opinii rozgrywki piłkarskie też nie są raczej coraz słabsze, bo czołowi zawodnicy Ekstraklasy chcą lub po prostu przenoszą się do greckiej ligi. Taka jest rzeczywistość. Póki co tamtejsze rozgrywki stoją na wyższym poziomie od polskich, choć mądrzejszy będę za rok, bo wcześniej śledziłem wyniki, wiedziałem jak grają, ale meczów na bieżąco nie oglądałem.

Rozmawiałeś z dyrektorami sportowymi Apollonu, a z kimś ze sztabu szkoleniowego, kto mógłby ci przedstawić oczekiwania też pogadałeś?

Dyrektor sportowy powiedział mi, że zostałem wybrany przez trenera, więc nie było tak, że szkoleniowiec pierwszy raz o moim istnieniu dowiedział się, jak przyszedłem na pierwszy trening. To by było dopiero straszne. Apollon jest beniaminkiem, który przypomina trochę podobne kluby w Polsce. Każde euro ogląda się tam dwa razy, nikt nie szasta pieniędzmi, nie pozwalają sobie na transfery w ciemno. Moją grę analizowali przez kilkanaście godzin. Znają moje atuty i wady, wiedzą w jakich sytuacjach na boisku radzę sobie dobrze, a w jakich gorzej. Plan na wykorzystanie mojego potencjału jest.

W 2016 roku władze twojego nowego pracodawcy zmieniały trenerów jak rękawiczki. Przez dwanaście miesięcy klub prowadziło aż sześciu szkoleniowców…

Jak będę dobrze grał, to nie będę musiał obawiać się o to, kto siedzi na ławce w roli trenera. Taka jest prawda. Jadę tam dla siebie. Nie zamierzam martwić się na zapas. Tak będzie zdrowiej.

Nie boisz się ewentualnej niestabilności finansowej klubu? Wielu piłkarzy sparzyło się na problemach przy wypłacalności tamtejszych klubów.

Właścicielem klubu jest posiadacz największej sieci piekarskiej w całym kraju, Venetis. Byłem nawet w takiej cukierni, żeby zobaczyć, jak tam jest, ale to raczej tak grzecznościowo, bo wiadomo, że trudno coś z takiej wizyty wywnioskować na temat działania klubu (śmiech). Pod kątem finansowym jestem bardzo dobrze zabezpieczony. O wypłacalności klubu nie usłyszałem ani jednej negatywnej opinii.

Co możesz powiedzieć o tym zespole? Pod kątem przyszłej rywalizacji też przyglądałeś się Apollonowi?

Oglądałem kadrę drużyny za pomocą Transfermarkt. Patrzę kto odchodzi, kto zostaje i jaki poziom prezentuje, ale to z czystej ciekawości, bo statystyki często nie oddają prawdziwego poziomu gry danego piłkarza. Na ten moment na tyle mnie stać i myślę, że wiele ponadto nie trzeba robić. Jadę tam bez żadnych kompleksów. Jeśli nie byłbym pewny swoich umiejętności, to nie wybierałbym się zagranicę. W Termalice było bardzo dużo obcokrajowców i zaobserwowałem, że tylko bezkompromisowość i pewność pozwala przebić się w obcej sobie lidze.

W Polsce czułeś się spełniony? Uznałeś, że już nic więcej nie osiągniesz?

Spełniony mógłbym czuć się w momencie, w którym miałbym na koncie mistrzostwo, Puchar Polski i Superpuchar, a nie mam żadnego z powyższych trofeum. Teraz będę próbował w Grecji.

Byłeś kapitanem Termaliki. Nie mogłeś zostać na dłużej w Niecieczy?

Wracałem z urlopu i dostałem wiadomość, że decyzja w sprawie mojej przyszłości została podjęta. Klub nie chciał przedłużyć naszej umowy i zostałem wolnym agentem. Nic nie zależało tutaj ode mnie. Czy jest żal? Spędziłem w Niecieczy dobry czas, umawiałem się z działaczami na rozmowy po powrocie z wypoczynku, ale temat upadł, nikt nie podjął negocjacji, ale rozstaliśmy się w przyjaznej atmosferze. Podpisywałem 2-letni kontrakt. Nikt mi nie gwarantował, że będzie przedłużony. Gra się tam, gdzie cię chcą.

Jak oceniasz poprzedni sezon w swoim wykonaniu? Mówiłeś mi rok temu, że w Niecieczy więcej znaczysz, na więcej rzeczy masz wpływ niż w Ruchu…

Miałem już lepsze kampanie. Pierwszy sezon w Ekstraklasie zakończyliśmy z Ruchem Chorzów na trzeciej pozycji w tabeli. Inna sprawa, że faktycznie w Termalice pełnię ważniejszą rolę niż w Chorzowie. Przy Cichej było więcej doświadczonych zawodników – Łukasz Surma, Marek Zieńczuk, Marcin Malinowski. Byli kadrowicze – Grzegorz Kuświk i Filip Starzyński, który pojechał na Euro. Tam byłem dopełnieniem pierwszego składu. Podpatrywałem, co mogę wyciągnąć dla siebie od każdego z nich, uczyłem się i wyciągałem wnioski. Nie byłem najważniejszą postacią w drużynie. Ciężar odpowiedzialności brali na siebie inni. Jak przychodziłem do Bruk-Betu to od razu przedstawiono mi oczekiwania względem mnie, których głównym założeniem miało być zwiększenie mojej roli wobec zespołu względem Ruchu. Byłem stosunkowo doświadczony, ograny, a w klubie akurat brakowało zawodników z przeszłością w Ekstraklasie. Od drugiego roku zostałem kapitanem.

Właśnie, dostałeś ją od Czesława Michniewicza.

Wielkie wyróżnienie….

Spore kontrowersje pojawiły się przy odejściu Michniewicza. Nowym trenerem został jego asystent, Marcin Węglowski, który od początku był bardzo krytykowany.

Nie spodziewaliśmy się, ale my nie jesteśmy od przewidywania. Dostaliśmy informację i musieliśmy się z nią pogodzić. Nie mamy żadnego wpływu na zmiany. Od tego są prezesi. Trzeba się dostosować i grać dalej.

Udało się dostosować? Głosy są podzielone, ale mimo wszystko udało się wam wejść do „8”.

Jestem ostatnią osobą do oceniania trenerów. Z kim bym nie pracował, daję z siebie maksimum na treningach i meczach. Za to chciałbym być oceniany. Wypowiedzi na temat szkoleniowców nie leżą w moich kompetencjach. Zawsze wykonuję polecenia trenerów. Pracuję na siebie.

W kwestii pracy dla siebie, oferta z Apollonu Smyrnis była ostatnią szansą na wyjazd zagranicę?

Być może, wolałem nie sprawdzać. Trudno było z niej nie skorzystać. Mam nadzieję, że nie jadę tam tylko na jeden rok. Chcę zostać na dłużej.

Traktujesz Grecję jako przystanek do lepszej ligi czy miejsce docelowe, w którym zamierzasz spędzić więcej czasu?

Kiedy zaczynałem grać w juniorach, to marzyłem o grze w Realu Madryt albo w Juventusie. Nie udało się. Nie wszystkie marzenia się spełniają (śmiech). Wiadomo, że chciałbym na dłużej zadomowić się zagranicą, ale czas pokaże. Przewidywania nie są proste, ale wiem przynajmniej od czego trzeba zacząć: od wywalczenia miejsca w składzie Apollonu Smyrnis.

Foto: termalica.brukbet.com

Rozmawiał: Jan Mazurek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *