Skarb Kibica: Jagiellonia Białystok

Kolejny odcinek naszego Skarbu Kibica. Tym razem poważny kandydat do europejskich pucharów lub nawet mistrzostwa, Jagiellonia Białystok. Czy zespół z Podlasia da radę połączyć spore oczekiwania związane z grą w Ekstraklasie z występami w europejskich pucharach? Na co stać ich w tym sezonie? Staramy się to przewidywać. Zapraszamy!

Drużynę opuściły dwie największe gwiazdy. Obie straty są bardzo bolesne. Najpierw odszedł twórca wicemistrzowskiego składu, Michał Probierz, a potem główny rozgrywający Konstantin Vassiljev (13 goli, 14 asyst w poprzednim sezonie). Naprawdę trudno wyobrazić sobie Jagiellonię bez charyzmatycznego trenera i błyskotliwego pomocnika. Wielu kibiców do teraz nie może pogodzić się z ich stratą, ale jakoś trzeba grać dalej. Władze klubu zakontraktowały Ireneusza Mamrota, który w Chrobrym Głogów dorobił się miana „polskiego Fergusona” ze względu na swój długi staż pracy i niepodważalny talent trenerski. Teraz liczy, że dobre wyniki i doświadczenie z niższych lig przeniesie na zespół wicemistrza Polski. Dla niego to wielkie wyzwanie i pewnie sam nie wie, jak sobie z nim poradzi, choć włodarzom „Jagi” trzeba oddać, że od lat prowadzą zespół w przemyślanym kierunku, a zatrudnienie 46-letniego szkoleniowca tylko to potwierdza.

Jakim kapitałem dysponować będzie trener o swojsko brzmiącym nazwisku? Co najmniej ponadprzeciętnym. Jagiellonia dokonała niewielu wzmocnień, ale wszystkie wyglądają solidnie. Guilherme został sprowadzony z Termaliki po bardzo udanym sezonie i zwiększa rywalizacje na bokach obrony. Zaaklimatyzował się w Polsce, zna ligę i lokalny klimat, więc powinien sobie poradzić. Do zastąpienia Vassiljeva przewidziany jest Martin Pospisil, który na wschód kraju miał trafić już zimą, ale wtedy transfer nie wypalił. To utalentowany zawodnik, ale jego statystyki nie powalają. W lidze czeskiej, w kilka pełnych sezonów, zanotował bilans bramek i asyst niewiele lepszy od nowego gwiazdora Piasta Gliwice, tyle że licząc jego dokonania tylko z ostatniej kampanii. To nie napawa optymizmem, ale choć Cezary Kulesza nie ukrywa, że Jagiellonię nie stać na transfery bez konieczności sprzedania, któregoś z kluczowych zawodników zespołu, to ekipa wicemistrza Polski na sezon 2017/18 wygląda całkiem dobrze. Defensywa jest zgrana i doświadczona, środek pomocy z duetem Romanczuk-Góralski imponuje, a ofensywa – mimo straty największego gwiazdora – dalej wydaje się groźna.

Zespół Ireneusza Mamrota czeka walka na dwóch frontach. Przynajmniej przez jakiś czas. Recepty na słynny „pocałunek śmierci” nie istnieje. Trzeba liczyć na szczęście i umiejętności. Czy ten zespół stać jednak na powtórzenie wyczynu sprzed roku? Będzie o to bardzo trudno, ale jest to możliwe. Skład wydaje się mocny. Jest kilku wiodących zawodników, którzy będą mogli w kluczowych momentach wziąć na siebie odpowiedzialność za grę. Do tego dochodzi utalentowany szkoleniowiec, któremu – mówiąc pół żartem, pół serio – na każdym kroku towarzyszyć będą kamery, więc nie raczej nie będzie nam dane oglądanie jego wizerunku trenera-choleryka. To może się udać…

***

Kluczowy piłkarz: Jacek Góralski

Bulterier. Nigdy nie odpuszcza. Miał trudną przeszłość, ale udało mu się wyjść na prostą. Na boisku walczy o każdy centymetr pola. Żaden ofensywny zawodnik drużyny przeciwnej nie ma z nim łatwo. Przekonały się o tym największe gwiazdy ligi. Vadis Odidija-Ofoe nie potrafił poradzić sobie z bezkompromisowym rywalem, który zatrzymywał Belga za wszelką cenę. Gra twardo. Bezpardonowo. Rozpycha się. Nie pozostawia rywalom miejsca. Konstantin Vassiljev wspominał pierwszy wspólny trening z Góralskim. Polak już na samym początku gierki przejechał się po kostkach kolegi z zespołu. Nie przepraszał. Dla niego na boisku nie istnieje takie słowo. I to opisuje jego grę. Inna sprawa, że jeszcze w tym oknie transferowym może zmienić pracodawcę…

Odkrycie (?) sezonu: Martin Pospisil

Czescy dziennikarze zarzekają się, że jest niesamowicie utalentowany, ale nie sposób odnieść wrażenia, że nie do końca wykorzystał swój potencjał. W końcu ma już 26 lat i najwyższa pora, żeby zaczął spełniać oczekiwania. Kilka lat temu był przymierzany do gry w pierwszym składzie Viktorii Pilzno, która grała w Lidze Mistrzów. Pospisil zaliczył nawet epizodyczne występy przeciw CSKA i Bayernowi, ale to było za mało, żeby pozostać we wspomnianym klubie. Europy nie zawojował. Najlepiej grał w sezonie 2014/15. W barwach FK Jablonec strzelił 7 goli i zaliczył 4 asysty w 30 występach. Potem było już gorzej. W minionej kampanii zawodził. W 24 spotkaniach, trafił do siatki tylko raz i dołożył 4 asysty. Słabo. Pod koniec roku trener posadził go na ławce. Swój potencjał uzewnętrznić ma w Jagiellonii. Zadanie trudne, bo oczekiwania wobec niego też spore, a forma ostatnio niejaka, choć warto zaznaczyć, że za bycie przeciętnym nie dostawał powołań do reprezentacji Czech…

Trener: Ireneusz Mamrot

Zasłużył na angaż w Ekstraklasie. W Chrobrym Głogów wykonywał kapitalną robotę. Z bardzo średnim i mało medialnym klubem przeszedł długą drogę do I ligi i zapewnił mu pewny byt na zapleczu Ekstraklasy. Teraz wyzwanie jest większe. Przejmuje schedę po charyzmatycznym Michale Probierzu, który rozkochał w sobie kibiców i wysoko postawił poprzeczkę, ale wydaje się, że misja Mamrota, choć bardzo trudna, ma szanse powodzenia. To facet, który żyje futbolem. Spędza nad nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Podporządkowuje mu całe swoje życie. Tylko pytanie, czy władze „Jagi” dadzą mu stabilizację i cierpliwość, jaką miał w Głogowie?

Przewidywania: Okolice środka pierwszej „8”

Lechia i Lech wyglądają na silniejsze. Legia pewnie jeszcze się wzmocni. Jeśli te trzy kluby zagrają na miarę swojego potencjału, to żaden inny zespół nie może się z nimi równać. Jagiellonia, po stracie Vassiljeva, tym bardziej. Do tego ekipę Mamrota czekają starcia w europejskich pucharach, do których potrzeba szerokiego składu, a tu brakuje wartościowych zmienników na każdej pozycji. Mimo to „Jaga” nie powinna mieć problemów z awansem do pierwszej „8”. Może nawet do końca będzie walczyć o europejskie puchary, ale na obecnym kapitale ludzkich trudno twierdzić, że jest szansa powodzenia rywalizacji z bogatszymi kadrowo rywalami.

OCENY FORMACJI: 

Bramkarz: 7,5/10

Marian Kelemen ma za sobą rewelacyjny sezon. W 36 meczach puścił raptem 39 goli. Dołożył do tego 13 czystych kont. Słowak jest bardzo doświadczony i choć blisko mu do końca kariery (37 lat na karku), to przeżywa rozkwit formy. Gwarantuje pewność, spokój, do tego zna język polski. Dał Jagiellonii bardzo dużo. Przy starszym koledze rozwija się Damian Węglarz, który w momencie, kiedy Kelemen nie mógł wystąpić w poprzednim sezonie w meczu ze Śląskiem (4:0), zastąpił go i spisał się bez zarzutu.

Obrona: 6/10

Obrona jest zgrana i solidna. Na bokach defensywy Piotr Tomasik i Łukasz Burliga mają mocnych zmienników w osobach Guilherme i Gordona, ale deficyt na ławce rezerwowych pojawia się przy stoperach. Duet Runje-Guti funkcjonuje dobrze, ale w przypadku kontuzji nie ma ich kto wymienić. Marek Wasiluk ma notoryczne problemu z urazami, a Adam Radecki i Dawid Szymonowicz nie mają żadnego doświadczenia w Ekstraklasie. Krótka ławka jest sporym problemem dla sztabu szkoleniowego Jagiellonii.

Pomoc: 8/10

Obecność Konstantina Vassiljeva znacznie dodałaby też formacji siły, ale i tak jest nieźle. Mamrot dysponuje dwoma świetnymi – jak na polskie realia – defensywnymi pomocnikami (Taras Romanczuk i Jacek Góralski) i bardzo solidnym zmiennikiem (Rafał Grzyb). Wyżej też jest w czym wybierać. Bardzo utalentowany Przemysław Frankowski zaliczył przeciętne Euro U-21, ale w minionym sezonie był wiodącą postacią „Jagi”, Fedor Cernych na skrzydle sprawdza się niewiele gorzej niż w ataku, Karol Świderski potrafi błysnąć, Przemysław Mystkowski najlepsze lata ma dopiero przed sobą, Dmytro Chomczenowski jeszcze nie pokazał pełni swojego potencjału, transfer Martina Pospisila może okazać się strzałem w „10”, bo skauci z Podlasia obserwują go od dawna, a jeśli Czech nie odpali, to jest jeszcze Arvydas Novikovas, który w rundzie wiosennej kilka razy pokazał, że potrafi grać w piłkę. Jest czym grać.

Atak: 8/10

Cillian Sheridan to napastnik, którego z pocałowaniem ręki przygarnąłby każdy klub w Polsce. Bramkostrzelny, silny, umie grać tyłem do bramki, całkiem przyzwoity technicznie. Do tego idealnie wpasował się w styl gry Jagiellonii. Wynik 14 meczów i 8 trafień w rundzie wiosennej może imponować. Jeśli nie stanie się kataklizm i nie przestanie nagle strzelać goli, to „Jaga” będzie miała z niego sporo pożytku. W rezerwie czeka Łukasz Sekulski, który swojego czasu błyszczał w niższych ligach, a i w Ekstraklasie potrafił strzelać, co pokazała runda jesienna minionego sezonu. Do tego przecież nominalnie napastnikiem jest kapitan reprezentacji Litwy i niezły strzelec, Fedor Cernych, który jednak z uwagi na transfer Sheridana został przeniesiony na skrzydło.

Przewidywany jedenastka:

3 pytania do… Ireneusza Mamrota, nowego trenera Jagiellonii

Zdaje pan sobie sprawę z tego, że będzie pan nieustannie porównywany do Michała Probierza, który było kochany przez tutejszych kibiców?

Nie da się od tego uciec. Zdaję sobie sprawę, jaką popularnością cieszył się tutaj mój poprzednik, a mimo to wiem, że muszę patrzeć na to, co jest teraz i co będzie w przyszłości. Na pewne rzeczy po prostu nie mam wpływu. Tak już jest. Od porównań nie ucieknę, ale staram się skupić przede wszystkim na mojej pracy.

Co jest kluczem do osiągnięcia stabilizacji, jaką osiągnął pan w Chrobrym Głogów, gdzie pracował pan dobre kilka lat i jaką zapewne będzie pan chciał osiągnąć też w Białymstoku?

To nie zależy tylko od trenera. Przede wszystkim głównym czynnikiem są wyniki. Jeśli one są dobre, to szkoleniowiec ma większy komfort. Także trzeba mieć oczy otwarte nie tylko na pierwszy zespół, ale również interesować się pozostałymi drużynami, żeby mieć pogląd i móc reagować na bieżąco. Niezbędna jest też oczywiście cierpliwość ludzi u sterów klubu. Każdy zespół dopadają czasami kryzysy i wtedy najczęściej szkoleniowiec bywa zwalniany. Mnie jednak ciągle udawało się zachować pracę i spokojnie z tych „dołków” wychodziliśmy. Mam nadzieję, że w Białymstoku też będę mógł spokojnie walczyć z klubem o najwyższe cele.

Posiada pan receptę na tę słynną dolegliwość, dopadającą ekstraklasowe zespoły grające w pucharach? Chodzi mi oczywiście o słabe wyniki na początku rozgrywek…

Nie jest łatwo sobie z tym poradzić. Wiele drużyn, które awansowały do Europy, chwilę potem biło się o utrzymanie. Myślę, że gdyby była na to oczywista recepta, już dawno by ją zastosowano. Staramy się tak przygotować plan treningowy, by zespół był w jak najlepszej dyspozycji. To duże wyzwanie, bo okres przygotowawczy jest krótki. Jeśli forma meczowa przychodzi szybciej, to później może się znacząco obniżyć i trzeba zrobić wszystko, by do tego nie doszło. Trzeba przede wszystkim utrzymać piłkarzy w odpowiedniej dyspozycji fizycznej. Spotkania pucharowe rozpoczynają się szybko, a koniec rundy jest około 20 grudnia, więc wszystko należy dokładnie rozplanować. Żadnej recepty nie ma.

Rozmawiał: Krzysztof Pulak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *