Marcin Robak – naprawdę nie potrzebuje Lecha?

Od pewnego czasu coraz więcej mówi się o opuszczeniu Lecha przez niezadowolonego Marcina Robaka. Pytaniem pozostaje, czy taka ewentualność bardziej zaszkodzi klubowi, czy może samemu piłkarzowi?

Przygoda Marcina Robaka z Lechem Poznań od początku nie układała się wzorowo. W czasie swojego pierwszego sezonu przy Bułgarskiej, trapiony ciągłymi kontuzjami, nie był w stanie pokazać pełni możliwości. Rozegrał jedynie osiem spotkań, zdecydowanie więcej czasu spędzając w gabinetach fizjoterapeutów niż na murawie. Niewielka przydatność dla zespołu, jak i słaba postawa drużyny, sprowadziły na niego falę krytyki ze strony kibiców. Mimo chęci zmiany otoczenia, klub postawił veto i zatrzymał Robaka na kolejny sezon. Ten, wróciwszy do zdrowia, został ważnym zawodnikiem Kolejorza, dokładając do tego koronę króla strzelców za ubiegły sezon. Kiedy wydawało się, że wszystko wraca do normy i Marcin wypełni swój kontrakt, strzelając następne gole dla Lecha, światło dzienne ujrzało kolejne zdarzenie – konflikt piłkarza z trenerem. Wiele wskazuje na to, iż zawodnik wkrótce odejdzie do innego klubu. Ale czy sportowo na tym skorzysta?

W sezonie 16/17 Marcin Robak został królem strzelców Ekstraklasy (ex aequo z Marco Paixão). Było to jego trzecie wyróżnienie w tej kategorii (drugie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym). Dokładając do tego niezłe liczby w innych latach, mogłoby się wydawać, że w każdym polskim zespole będzie w stanie zagwarantować przyzwoitą liczbę bramek. Pozostaje jednak kilka czynników, które mogą mu to zakłócić…

  • Ilość karnych – nie ma co ukrywać – Marcin Robak nie byłby nawet w czołówce strzelców ubiegłego sezonu, gdyby regularnie nie wykonywał rzutów karnych. Bramki zdobyte z 11 metrów stanowiły aż 44,4% jego ekstraklasowych zdobyczy. Sęk w tym, iż w innym klubie może mieć problem z uzyskaniem takiej ilości szans. W ubiegłym sezonie Lech Poznań był bezapelacyjnym mistrzem w wywalczaniu jedenastek. Druga w zestawieniu Cracovia miała ich aż o połowę mniej.
  • Wsparcie zespołu – trudno nazwać Robaka zawodnikiem, który jest w stanie wygrać mecz samemu. Nie jest to typ piłkarza potrafiącego przejąć piłkę w środku pola, przedryblować pomocników i obrońców drużyny przeciwnej, a na koniec umieścić futbolówkę w siatce obok załamanego bramkarza. On żyje z owocnej współpracy całego zespołu. Ponieważ wymieniane w kontekście jego angażu kluby (Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Piast Gliwice, Bruk-Bet Termalica Nieciecza) są zdecydowanie słabsze sportowo od Lecha, może dostawać znacznie mniej piłek do wykończenia.
  • Średnia skuteczność – punkt nieco powiązany z poprzednim. Pamiętajmy, iż ten napastnik nie zamienia każdej doskonałej okazji na bramkę. Niejednokrotnie potrafi spudłować w sytuacji gdy kibice na stadionie i przed telewizorami zaczynają już podskakiwać z radości na myśl o nieuchronnym golu. Nie grając w zespole z czołówki będzie skazany na mniejszą liczbę okazji, a tym samym częściej zejdzie z płyty z pustym kontem.
  • Trener – mimo pretensji piłkarza do Bjelicy, nie można zignorować jego wkładu w ubiegło sezonowe sukcesy snajpera. Doskonale wiedział jak i kiedy wykorzystać napastnika, aby jego gra była jak najbardziej efektywna. Nie odejmując nic jego przyszłemu przełożonemu, nie wiadomo jednak czy uda mu się wycisnąć z Robaka tyle samo co Chorwatowi. A być może zawodnik spadnie z deszczu pod rynnę i będzie grał jeszcze mniej?
  • Wiek – trudno oszukać prawa biologii. Gracz Lecha, który będzie miał w tym roku 35 lat, wchodzi w okres, gdy większość jego rówieśników w tym zawodzie kończy swoje kariery. Mimo wciąż dobrej formy fizycznej, nawet drobny uraz może wykluczyć go z gry i pozbawić szans na prezentowanie formy, jaką udało mu się uzyskać w ubiegłym sezonie.

Jeśli Robak faktycznie odejdzie do któregoś z wymienianych w mediach klubów, zapewne sprawi to wiele radości tamtejszym kibicom. Transfer króla strzelców będzie marketingowym strzałem w dziesiątkę. Jednakże pozostaje pytanie, czy równie opłacalne okaże się to dla samego zainteresowanego? Czy znów będzie w stanie wznieść się na wyżyny? Śmiem wątpić. Niewykluczone jednak, iż tkwię w błędzie. Być może w następnych rozgrywkach Marcin Robak znów sięgnie po statuetkę za zdobycie największej liczby goli w sezonie, a w międzyczasie strzeli parę bramek Lechowi. Cóż, wszyscy będziemy mądrzejsi już za niecały rok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi