Skarb Kibica: Legia Warszawa

W kolejnym odcinku Skarbu Kibica przenosimy się do stolicy, gdzie tamtejsza Legia będzie broniła tytułu mistrza Polski i starała się nawiązać do wyników w europejskich pucharach sprzed roku. Jakie są szanse najbogatszego klubu w Polsce na pierwsze miejsce w tabeli? Czy straty kadrowe mogę realnie wpłynąć na wyniki i czy Jacek Magiera nie będzie musiał żegnać się z posadą już na samym początku sezonu? Zapraszamy!

Vadis Odjidja-Ofoe. Vadis Odjidja-Ofoe. Vadis Odjidja-Ofoe. Nieprzypadkowo to wyrażenie pada aż trzy razy. To dla podkreślenia, że w ostatnich miesiącach każdy temat dotyczący Legii sygnowany był jego imieniem i nazwiskiem. Wszystko kręciło się wokół niego. Zostanie czy odejdzie? Zakochał czy odkochał się w Warszawie? Urodził mu się już syn czy jeszcze nie? Grecja czy Rosja? Pytań mnóstwo, a odpowiedzi długo były wymijające. Wreszcie jednak wszystko się wyjaśniło. Belg odszedł do Aten. Trudno będzie o nim kibicom Legii zapomnieć, bo to jeden z najlepszych obcokrajowców, jacy grali kiedykolwiek w Ekstraklasie, ale trzeba będzie pogodzić się z jego stratą. Tylko jak?

Legia Warszawa długo wykazywała przedziwną indolencją na rynku transferowym. Dariusz Mioduski szybko wyjaśnił, że klub nie stać na drogie – oczywiście jak na warunki polskie – transfery gotówkowe, więc trzeba było szukać tańszych rozwiązań. Kilku zawodników wróciło z wypożyczeń. Wszyscy wydają się całkiem sensownym i solidnym uzupełnieniem kadry, choć żaden z nich nie jest gwiazdą na skalę Ekstraklasy. Mateusz Szwoch potrafił błysnąć w Arce i powinien stanowić wzmocnienie ławki rezerwowych, Konrad Jałocha zwiększa rywalizację na pozycji bramkarza do niebotycznych rozmiarów (trzech bramkarzy z umiejętnościami na pierwszą „11” właściwie każdego klubu Ekstraklasy), a Jarosław Niezgoda zaliczył udany sezon w Ruchu i jest przewidywany do częstej gry w pierwszym składzie ze względu na deficyt klasycznych „9” w optymalnej formie.

Następnie przyszedł czas na normalne transfery. Legia wykorzystała możliwość wykupienia Łukasza Monety, który pokazał, że potrafi grać ambitnie i skutecznie. Był jednym z nielicznych piłkarzy Ruchu, któremu nikt nie zarzucał braku zaangażowania pod koniec sezonu. Wielkie kontrowersje wzbudziło kupno Krzysztofa Mączyńskiego, który deklarował, że nigdy nie zagra w Warszawie. Musiał to odkręcać. To już jednak zawodnik prezentujący wyższy ligowy poziom z dużym doświadczeniem międzynarodowym. Straty po VOO nie zasypie, ale po jego przyjściu jakość w środku pola znacznie wzrosła. I tu koniec z polskimi transferami. W następnych ruchach władze mistrza Polski zatrudniły Hildeberto (więcej piszemy nim tutaj) i reprezentanta Albanii, Armando Sadiku, który jeśli potwierdzi wysoką dyspozycje z ostatnich lat, to z czasem będzie przebijał się do pierwszego składu.

Legię stać na mistrzostwo, Puchar Polski i awans do Ligi Mistrzów. Nawet mimo utraty belgijskiego gwiazdora. I nic więcej się dla niej nie liczy.

Kluczowy zawodnik: Miroslav Radović

Po odejściu z Legii do Chin jego forma systematycznie spadała. Wrócił do Europy, trochę pobiegał, pograł, ale nie przypominał siebie z najlepszych czasów gry z „L” na piersi. Przede wszystkim miał widoczną nadwagę. Kiedy ogłoszono jego powrót do Warszawy, mało kto wierzył, że może jeszcze stanowić ważny punkt drużyny. A stało się zupełnie inaczej. Zaliczył kapitalną jesień. Był liderem drużyny. W Lidze Mistrzów nie odstawał od gwiazd światowego futbolu, a w Ekstraklasie dawał bardzo dużo jakości. Znacznie gorzej było wiosną, kiedy przestał strzelać i asystować z taką częstotliwością, jak miało to miejsce wcześniej. Skończyło się na bilansie 29 występów, 11 goli i 9 asyst w lidze. Bardzo dobrze. Kiedy jest zdrowy, to pełni rolę kapitana zespołu. Lider. To na nim spocznie odpowiedzialność za zastąpienie VOO.

Odkrycie (?) sezonu: Dominik Nagy

W tym miejscu można było postawić na Sebastiana Szymańskiego i pewnie jeszcze kilku innych młodych legionistów, ale z pełnym przekonaniem umieściliśmy tutaj Węgra, który zaliczył świetną końcówkę sezonu 2016/17. Z ławki awansował do pierwszego składu. Najpierw dawał efektywne zmiany, a potem nie zawodził, grając od pierwszego gwizdku arbitra. Sezon zakończył z bilansem 12 występów i 4 trafień. Solidnie, ale stać go na więcej. Ma sporo do udowodnienia. Drzemie w nim olbrzymie potencjał. Potrafi dryblować, jest szybki, zwinny, dobrze radzi sobie w starciach jeden na jeden. Jeśli będzie grał w pierwszym składzie, przyda się Legii, a a jego wartość będzie systematycznie rosnąć.

Trener: Jacek Magiera

Idealnie skrojony pod „Wojskowych”. I właściwie tyle wystarczyłoby napisać. Obejmował klub w trudnym momencie i wyciągnął go z głębokiego kryzysu. Jego zespół kilka razy błysnął w Lidze Mistrzów, podejmując walkę z dużo lepszymi rywalami, a następnie odrobił dużą stratę w tabeli i sięgnął po mistrzostwo Polski. Szybko złapał dobry kontakt z podopiecznymi, zjednał sobie szatnię i powoli wprowadza do niej młodych zawodników, z którymi pracował, kiedy kilka lat temu kierował rezerwami Legii. Teraz stoi przed nim kolejne wyzwanie. Awansować z klubem do Ligi Mistrzów i zgarnąć wszystkie trofea w kraju.

Przewidywania: 1-2 miejsce

Liczy się tylko mistrzostwo. Nic poza tym, ale wcale nie będzie o to tak łatwo, jak może się wydawać. Legia straciła największą gwiazdą, pewnie zaliczy słabszy początek sezonu związany z grą w europejskich pucharach, co może skończyć się utratą paru punktów, co nie zawsze da się odrobić w dalszych fazach sezonu. Mimo to stołeczny klub z Łazienkowskiej dysponuje bardzo silnym składem i trudno wyobrazić sobie, że mógłby wypaść poza strefę, z której można walczyć o pierwsze miejsce. Do tego co roku mistrz Polski korzysta z podziału punktów i już w grupie mistrzowskiej dogania prowadzących rywali. W tym sezonie hegemonii „białych koszulek” zagrażać będzie pewnie głównie Lech, choć nie sposób nie odnieść wrażenia, że taki układ powtarza się od lat i zazwyczaj zwycięsko wychodzą z niego ci pierwsi…

OCENY FORMACJI: 

Bramka: 9/10

Jak na polskie realia, pozycja bramkarza w ekipie mistrza Polski obsadzona jest niesamowicie potężnie i nie chodzi tu bynajmniej o samą osobę Arkadiusza Malarza, który w minionym sezonie bronił kapitalnie, będąc jednym z najjaśniejszych punktów swojej drużyny, a bogactwo ławki rezerwowych. Zasiada na niej przynajmniej dwóch golkiperów, którzy znaleźliby miejsce w pierwszej „11” właściwie każdego klubu ze środka tabeli Ekstraklasy. Radosław Cierzniak przed transferem do Legii prezentował świetną formą w Wiśle Kraków, a Konrad Jałocha długo był pierwszym wyborem w Arce, gdzie wielokrotnie pokazywał się z dobrej strony. Mało tego, w kadrze jest jeszcze Jakub Szumski, którego kiedyś namaszczano na spory talent, ale jego gwiazda nigdy nie rozbłysła, choć ostatni sezon w I lidze miał przyzwoity. Żaden z nich nie może równać się jednak z Malarzem, który w sezonie 2016/17 w 36 meczach puścił raptem 31 goli, a czyste konto zachowywał aż 17 razy. Klasa.

Obrona: 8,5/10

Pierwszy skład jest bezdyskusyjnie najsilniejszy w Polsce. Artur Jędrzejczyk to etatowy reprezentant Polski, choć w Ekstraklasie zazwyczaj prezentuje się nieco gorzej niż w biało-czerwonej koszulce, para Pazdan-Dąbrowski stanowi klasę samą w sobie, a Adam Hlousek, jeśli jest zdrowy gra wszystko od deski do deski i w żaden sposób nie obniża poziomu. U Czecha widać doświadczenie z Bundesligi. Ławka rezerwowych wygląda niewiele gorzej. Teoretycznie na lewej obronie nie ma ani jednego zmiennika dla Hlouska, ale to przecież pozycja, na której w kadrze spełnia się popularny „Jędza”, więc zawsze jakaś alternatywa jest. Artur Jędrzejczyk może też grać na pozycji stopera, co bilansuje odejście Jakuba Rzeźniczaka i nie do końca trafiony transfer Jakuba Czerwińskiego, który zdaje się nieco przygnieciony presją gry w największym polskim klubie. Do tego doszedł jeszcze Hildeberto, występujący na prawej obronie, który może zwolnić z części obowiązków często wspominanego Jędrzejczyka, a w odwodzie czeka nieco marginalizowany Łukasz Broź.

Pomoc: 8/10

Wystarczyło, że uwielbiany przez kibiców Vadis Odjidja-Ofoe opuścił Warszawę i zaczęto mówić o znacznym pogorszeniu się stanu personalnego w pomocy mistrza Polski. A to przecież tylko jeden zawodnik, choć wiadomo, że kluczowy i dający ekipie Jacka Magiery olbrzymią przewagę nad rywalami. Mimo to aktualnie druga linia dalej wygląda co najmniej przyzwoicie. Do Kopczyńskiego (solidny sezon 2016/17, choć można oczekiwać więcej) i Moulina (na początku kampanii błyszczał, potem przygasł, by od połowy sezonu prezentować bardzo równą i niezłą formę) doszedł Krzysztof Mączyński, który błyskotliwym kreatorem nie jest i nigdy nie będzie, ale ma szereg innych atutów. Nie traci piłek, gra odpowiedzialnie, umiejętnie łączy ofensywę z defensywą i jest ograny na arenie międzynarodowej, choć tylko reprezentacyjnej, bo przed transferem do Legii nigdy nie miał okazji wystąpić w eliminacjach do europejskich pucharów. Pozycja defensywnego pomocnika wygląda dobrze. Skrzydła równie ciekawie. Dominik Nagy zaliczył bardzo udaną rundę wiosenną i wywalczył miejsce w składzie, Guilherme dalej prezentuje swój błyskotliwy, efektowny, ale też efektywny styl gry, do Legii wraca napompowany po dość szczęśliwym dla siebie Euro U-21, Łukasz Moneta (nikt nie spodziewał się, że w ogóle będzie grał, a on w meczu ze Słowacją był najlepszy na boisku po polskiej stronie, by potem ze Szwecją zdobył gola i choć im dalej w las, tym bardziej wychodziły jego braki techniczne, to może być z siebie zadowolony), a do po kontuzji tego dojdzie jeszcze Michał Kucharczyk, czyli trochę niedoceniana ikona Legii. Rolę wspomnianego Belga przejąć ma Miroslav Radović, który zaliczył rewelacyjną rundę jesienną i dużo słabszą wiosenną, ale dalej stać go na dobrą grę.

Atak: 6,5/10

Tutaj nie jest za dobrze. Najpoważniejszych kandydatów do gry jest dwóch: Kasper Hamalainen i Jarosław Niezgoda. Pierwszy jest nominalnym ofensywnym pomocnikiem i to właśnie tam w normalnych okolicznościach powinien grać, choć do tej pory w Warszawie najlepiej sprawdzał się w roli dżokera. Drugi zaś ma za sobą dobry sezon w Ruchu Chorzów, ale to nie jest zawodnik, który mógłby wziąć na siebie całą odpowiedzialność za strzelanie goli. W odwodzie pozostaje jeszcze Daniel Chima-Chukwu, który w letnich sparingach pokazał, że potrafi strzelać gole, ale facet ma okropnego pecha i po kilku lepszych występach złapał kontuzję. Nawet Jacek Magiera przyznaje, że nie postrzega jego osoby zbyt poważnie kontekście gry w pierwszej „11”. Przydałby się Legii poważny napastnik. Być może takowym przy Łazienkowskiej reprezentant Albanii, Armando Sadiku, ale przed nim jeszcze trochę czas zanim się zaaklimatyzuje…

3 pytania do… Macieja Dąbrowskiego, Łukasza Monety i Jarosława Niezgody

Pytanie do Macieja Dąbrowskiego: Jakie będą cele Legii w sezonie 2017/18?

Mistrzostwo daje nam możliwość ponownej walki o Ligę Mistrzów i faza grupowa staje się naszym naturalnym celem. Drugi z rzędu awans do elity byłby czymś. Od tego chcemy wyjść, a potem wszystko się może zdarzyć, więc nie będę deklarował konkretnego celu, jeśli chodzi o europejskie puchary. Na lokalnym podwórku zawsze walczymy o wszystko. Musimy zrobić wszystko, żeby obronić mistrzostwo i dołożyć do tego Puchar Polski.

Pytanie do Łukasza Monety: Jakie są twoje oczekiwania przy powrocie do Legii?

Dawałem z siebie wszystko w minionym sezonie w Ruchu Chorzów, a potem na Mistrzostwach Europy U-21, gdzie strzeliłem nawet gola i zostało to docenione. Wykupienie mnie przez Legię jest dla mnie olbrzymią nobilitacją, ale nie idę tam przecież w ciemno. Znam swoje cele i możliwości. Z trenerem Magierą miałem okazję współpracować już dużo wcześniej w juniorskich drużynach, więc dokładnie wiem, czego ode mnie oczekuje.

Pytanie do Jarosława Niezgody: Po odejściu Nemanji Nikolicia i Aleksandra Prijovicia, Legia miała problem z napastnikami. Myślisz, że uda ci się strzelić więcej goli niż Daniel Chima-Chukwu i Tomas Necid?

Oni strzelili chyba razem tylko jedną, więc mam nadzieję, że trafię do bramki rywali trochę więcej niż oni, bo jedna bramka to trochę mało. Zobaczymy, co się wydarzy. Najważniejsze, żeby zdrowie dopisało, a na pewno szanse będę dostawał i mam nadzieję, że pokaże się z dobrej strony.

Rozmawiali: Jan Mazurek i Krystian Juźwiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *