Brosz: Dużo zawdzięczam Rubenowi Jurado

Krzysztof Pulak Kategorie: Główne  Wywiady Tagi: ,

Specjalnie z okazji rozpoczęcia na nowo ligowych rozgrywek, zapraszamy na rozmowę z Marcinem Broszem, trenerem wchodzącego do Ekstraklasy Górnika Zabrze. Szkoleniowiec opowiedział nam o przepisie na awans, sympatii do hiszpańskich napastników, ale też o tym, skąd śląski klub może brać nowych piłkarzy.

Jest pan zadowolony z przebiegu przygotowań do sezonu?

Oceną pracy, którą wykonaliśmy w ostatnim czasie, będą pierwsze mecze w Ekstraklasie. To one zweryfikują, w jakim stopniu jesteśmy gotowi do trudów nadchodzącego sezonu.

Na samym początku rozgrywek Górnik podejmie u siebie mistrza Polski, Legię Warszawa. Szykuje się wyjątkowe święto w Zabrzu?

Dokładnie. Wszyscy pilnowali, żeby nie przespać momentu, kiedy bilety pojawią w kasach. Zniknęły, zanim ludzie się obejrzeli. Cieszymy się niezmiernie z tego, że jest taki świetny klimat wokół klubu. I nie mówię tu tylko o sukcesie sportowym, ale także wiele innych rzeczy wpływa na to, że o Górniku mówi się dziś pozytywnie.

Czy było coś, czego najbardziej się Pan obawiał rozpoczynając okres przygotowawczy?

Bardzo mało czasu upłynęło od ostatniego meczu z Wisłą Puławy do pierwszego treningu przed nowym sezonem. To było raptem piętnaście dni, dlatego tak duży nacisk kładłem na to, by automatycznie po awansie ci chłopcy wzięli swoje dziewczyny, rodziny i odpoczęli. Zawodnikom potrzebna była regeneracja nie tylko fizyczna, ale i psychiczna. Końcówka minionego sezonu była szalona, co mecz nakręcaliśmy się pozytywnie, ale nasze głowy i tak były strasznie przeciążone. Ważne, żeby moi piłkarze nie rozpamiętywali co chwilę akcji, które miały miejsce kilka dni wcześniej, lecz po prostu odpoczęli od futbolu. Za nami ciężki okres, ale tak naprawdę teraz nas czeka jeszcze większe wyzwanie.

No właśnie, awans to było duże wydarzenie dla tych chłopaków. Nie obawia się Pan, że zabraknie piłkarzom Górnikom doświadczenia w Ekstraklasie?

Kiedy Ci chłopcy mają nabywać doświadczenia, jak nie teraz? Siłą Górnika jest to, że rozwój wszystkich zawodników w składzie nie jest jeszcze zakończony. Musimy sobie zdawać sprawę, że awans i nobilitacja do Ekstraklasy to dopiero początek ich progresu. Oni też tego oczekują. Liczymy, że to pomoże klubowi wciąż iść do przodu. Ale nie siedzimy z założonymi rękami, tylko staramy się wzmocnić te pozycje, na których mamy dzisiaj mamy wakat i nie potrafimy „na już” odpowiedniego zawodnika. Stąd zakontraktowanie Damiana Kądziora, który ma zwiększyć rywalizację z przodu. Tak samo z Michałem Kojem, który w skali 1:1 ma zastąpić Bartosza Kopacza. Dlatego też podpisaliśmy umowę z Mateuszem Wieteską i jeśli w najbliższym czasie będzie dostępny piłkarz, który mentalnie i sportowo wkomponuje się w zespół, to my to wykorzystamy.

Nastąpiła spora rotacja na pozycji stoperów. Czy jest jakaś szczególna pozycja, na którą szuka Pan jeszcze gracza?

Będę kontynuował wcześniejszą odpowiedź. Silny klub to taki, gdzie na treningach jest wzajemna rywalizacja na zasadach fair-play. Dążymy do tego, by piłkarze byli o podobnych umiejętnościach,. Nie muszą mieć określonych pozycji. Przyszedł do nas wspomniany Kądzior, który głównie gra na prawej pomocy, ale potrafi też się znaleźć na lewym skrzydle lub środku boiska. Raczej szukam zawodników uniwersalnych. Innym przykładem jest Mateusz Wieteska, który jest stoperem, ale wiele osób pamięta go z pięknej bramki w Chrobrym Głogów, gdy zamknął akcję grając na prawej obronie. Albo Michał Koj, który ma za sobą grę na na prawej flance defensywy. Wypatrujemy piłkarzy otwartych, nie przypisanych do jednego miejsca na murawie, których możemy wymieniać w składzie w zależności od następnego rywala.

Kiedyś dawno temu z Panem rozmawiałem o Airamie Cabrerze, który nie mógł odpalić, a Pan w niego uparcie wierzył. Teraz w Górniku bryluje Igor Angulo, ma Pan szczęście do hiszpańskich napastników?

A wcześniej w Gliwicach był jeszcze Ruben Jurado, któremu również dużo zawdzięczam, bo jego niekonwencjonalne akcje i strzelane bramki spowodowały, że znaleźliśmy się w eliminacjach Ligi Europy. Na pewno cieszy fakt, że Igor spełnił nasze oczekiwania wobec niego tzn. On nie tylko zdobył koronę króla strzelców I Ligi, ale pomógł w rozwoju wielu młodych zawodników jak Łukasz Wolsztyński i David Ledecky. Przy nim zdobyli odpowiednio siedem i pięć goli, a wciąż liczymy jeszcze na Rafała Wolsztyńskiego i Marcina Urynowicza. Natomiast Igor narzucił sobie większe cele niż zaplecze Ekstraklasy i nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. I mimo, że jest już zawodnikiem starej daty, wciąż notuje progres i udowadnia, że starsi też mogą się rozwijać. Jeżeli ma się otwartą głowę, to można jeszcze dużo osiągnąć.

Wspomnieliśmy Rubena Jurado oraz czasy, gdy Pan z Piastem Gliwice awansował na najwyższy poziom rozgrywkowy i zdobył przepustkę do europejskich pucharów. Widzi Pan jakieś analogie pomiędzy dwoma drużynami?

W sporcie się szuka analogii, natomiast każdy klub ma swoją historię i jest inaczej budowany. Ja bardziej patrzę pod kątem tego, co się wydarzy za chwilę. Teraż żyjemy sparingami, zaraz będziemy żyć Ekstraklasą. Skupiamy się na najbliższym meczu, korygujemy błędy, które mogą się nam przydarzyć i regularnym treningu. Ważny jest też rozwój indywidualny zawodników, by konsekwentnie nasz zespół się polepszał. Wolimy tak pracować niż przy jakichś narzucanych planach. Jeszcze raz powtórzę, w sporcie trzeba pamiętać o przeszłości, ale ważne już jest tylko co się dzieje teraz i co się może stać w przyszłości.

Jest Pan jednak specjalistą od awansów. Ostatnie dwa zespoły były wyciągnięte z poekstraklasowego dołka, co jest najważniejsze przy odbudowywaniu klubu?

Myślę, że systematyczna praca. I konsekwentna wiara, że nasza robota którą wykonujemy w tygodniu, przenosi się na mecz. Piłka to nic innego jak nasze codzienne życie. Dobrze Pan wie, że słowa to są wiatr. Możemy dużo mówić, ale liczy się to, co krok po kroku wykonujemy. Ustawiczna praca na treningu.I najważniejsze chyba, żebyśmy wszyscy zrozumieli i nie mam na myśli tylko piłkarzy, ale też ludzi którzy po prostu mają wpływ na zespół, że jeżeli w coś mocno wierzymy, to jako kolektyw możemy bardzo dużo. Ustawiczny rozwój powoduje, że ta atmosfera przenosi się na klub i drużynę.

Wcześniej pan napomknął o tym, że chce mieć równorzędnych zawodników na każdej pozycji. I mam pytanie apropo bramkarzy, bo w każdym sparingu grał inny golkiper. Jest jakiś faworyt czy nie ma takiej osoby?

W tym okresie staram się dać szansę jak największej ilości graczy. To jest ważne, by mieli rozegrane podczas tego okresu przygotowawczego jak najwięcej minut. Natomiast sprawa obsady bramki jest cały czas otwarta.

Górnik obecnie bardziej szuka okazji w I Lidze, czy stara się przechwytywać z Ekstraklasy?

Jesteśmy otwarci na wiele rzeczy. Monitorujemy te rynki, o których Pan wspomniał, ale też w jednym z naszych ostatnich spotkań wystąpiło dużo chłopaków z rocznika 1997 i młodszych i było duże zainteresowanie. Na tym meczu spotkaliśmy Wojciech Hajda, którego chcielibyśmy włąc zyć do treningów z pierwszym zespołem. Gama naszych działań jest szeroka. To co Pan Prezes powiedział: Jesteśmy otwarci na Europę, patrz Igor Angulo i Dani Suarez, ale penetrujemy też niższe ligi. Teraz mieliśmy okazje poznać pierwszoligowe realia i stąd transfery Kądziora i Wieteski. Ale nie zapominamy też o Ekstraklasie, z niej trafił do nas Michał Koj. Warunek jest jeden: ci zawodnicy mają ciągnąć klub do góry i ich rozwój musi być wciąż możliwy, byśmy mogli wycisnąć z nich jeszcze więcej jako piłkarzy.

Michał Koj zdradzał jakieś wątpliwości w momencie transferu? Wiadomo, że Górnik Zabrze – Ruch Chorzów to nie jest najbardziej fortunna linia przepływu graczy.

To jest bardziej pytanie do Michała. Wpisuje się on w to, co chcemy robić. Jest już na dorobku, ma ekstraklasowe doświadczenie i chcę wciąż notować progres. Jest zdeterminowany, by osiągnąć sukces i stąd Koj w Górniku.

(fot: marcinbrosz.pl)

WARTO PRZECZYTAĆ