Grzegorz Bonin został bohaterem w Łęcznej

Niewypłacalność pensji, bunty i exodus piłkarzy, deficyt zawodników w kadrze, odejście Franciszka Smudy i jeszcze masa innych problemów. Tak wyglądał obraz Górnika Łęczna jeszcze kilka tygodni temu. Jeden wielki rozgardiasz. Nic nie było na swoim miejscu. Teraz powoli sytuacja powoli się normuje, a krokiem milowym do takiego stanu rzeczy była pewna decyzja Grzegorza Bonina, który w Łęcznej zaczyna być traktowany jak bohater, a z czasem może i nawet legenda. 

– Jestem w Górniku już cztery lata i nie miałbym nic przeciwko, żeby zakończyć tuta swoją karierę. Moja rodzina dobrze czuje się na Lubelszczyźnie, atmosfera w szatni zawsze była dobra. Zdrowie jest, a gra w zielono-czarnych barwach cały czas mnie cieszy i to się raczej nie zmieni – stwierdził kapitan ekipy Łęcznej, komentując parafowanie nowej umowy, która będzie trwać dwa lata.

Grzegorz Bonin to największy gwiazdor Górnika Łęczna, w którym gra nieprzerwanie od sezonu 2013/14. Przez ten średnio długi okres wyrobił sobie na Lubelszczyźnie niesamowicie silną pozycję. Wielu śmieje się z jego prostoty na boisku. Nie jest wirtuozem, dryblerem, gościem, który będzie czarował kibiców swoimi umiejętnościami technicznymi. To nie są jego atuty, a nawet w niektórych momentach wydaje się być nieco drewniany.

Nie można mu jednak odebrać olbrzymiej ambicji i woli walki. 33-latek ma ciąg na bramkę, potrafi wygrać pojedynek z defensorem rywali, jest dość szybki, jak na swój wzrost, potrafi się przepchnąć, ale nie to jest najważniejsze. W Łęcznej nigdy nie zawiódł. W minionym sezonie robił wszystko, żeby utrzymać ekipę Franciszka Smudy w Ekstraklasie. Strzelił kilka nieprawdopodobnych goli z bardzo trudnych pozycji, a jego gra momentami rozpalała cichych i nieudzielających się kibiców (?) na Arenie Lublin. W rundzie wiosennej – obok Bartosza Śpiączki – był najlepszym zawodnikiem drużyny.

Sezon zakończył z bilansem 33 meczów, 6 goli i 8 asyst, ale suche liczby nie oddają tego, ile jego gra dawała Górnikowi, a przecież też nie było idealnie i w poprzednich kampaniach bywało lepiej. Bonin zasłużył na zostanie w Ekstraklasie. I zainteresowanie z Ekstraklasy jego osobą było. Wydaje się nawet, że kilku klubom z z potencjalnego dołu lub środka tabeli przydałby się zawodnik tego typu. Ale sam zainteresowany nie był chętny na transfer. Wolał zostać na dwa lata w Łęcznej, co wiąże się też, co sam również deklaruje, z zakończeniem kariery w Górniku. Tak zostaje się legendą, a jeśli nie to przynajmniej bohaterem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi