Lech jak Nicki Bille

Lech Poznań zremisował na własnym stadionie na inaugurację sezonu Lotto Ekstraklasy 0:0 z Sandecją Nowy Sącz.

Lech z Sandecją nie grał jeszcze nigdy w historii. Co prawda, klub z Nowego Sącza wystąpił już na INEA Stadionie, ale przeciwnikiem była wtedy grająca w 1. lidze poznańska Warta. W ekipie beniaminka nie brakuje jednak nazwisk, które w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce już grały. Gliwa, Brzyski, Trochim, Dudzic, Cetnarski, Korzym, Basta… Każdy rozgarnięty kibic powinien wszystkich kojarzyć.

„Kolejorz” po porażce w Norwegii chciał przekonać swoich sympatyków, że był to tylko niewinny wypadek przy pracy i w niedzielę miało być lepiej. Przypomnijmy, że lechici w Lidze Europy z FK Haugesund przegrywali już 3:0 i tylko dzięki szczęściu można mówić o jakichkolwiek szansach na awans do kolejnej rundy. Tam czeka już ktoś z pary FC Utrecht-Valletta FC.

Kibice w Poznaniu sezon rozpoczęli od oprawy: „Zawsze na froncie walki o mistrzostwo”.

Sympatyków Sandecji na tym meczu było około 300.

Uwagę naszą i nie tylko zwrócił sposób poruszania się po boisku Wojciecha Trochima. Wygląda na takiego, który miałby przyczepiony do szyi wielki wór z węglem. Porusza się ze zwrotnością 58-letniego ślimaka, a przypomnijmy, że gracz Sandecji ma dopiero 28 lat. Poza tym słusznie zauważono na Twitterze wory pod oczami napastnika „Kolejorza”, Nickiego Bille Nielsena. Bez obrazy, ale Duńczyk wyglądał jakby wstał z łóżka w niedzielę o 4, był na rybach i prosto z nich przyjechał na INEA Stadion.

Patrząc na grę Sandecji… Nie wiemy, czy możemy mówić o grze w piłkę, bo rola gości polegała przy Bułgarskiej głównie na przeszkadzaniu w rozgrywaniu akcji przez Lecha. Spotkanie trzeciej drużyny Lotto Ekstraklasy z beniaminkiem nie dość, że nie pokazało zbytniej różnicy między tymi zespołami, to jeszcze do złudzenia przypominało potyczkę poznaniaków w finale Pucharu Polski z Arką Gdynia. Jakieś tam zalążki gry ofensywnej, próby strzału, to i tak najgroźniejszą sytuację miała Sandecja po tym, jak… Emir Dilaver posłał ją w stronę bramki Bośniaka. Pomógł tylko refleks bramkarza Lecha.

Zakończenie jednak nie było tak tragiczne dla podopiecznych Nenada Bjelicy, bo Sandecja nie zdołała niczego groźnego stworzyć. Tyle samo można powiedzieć o Lechu, który z poważnym napastnikiem zaczął grać dopiero od 82 minuty. Goście chcieli remis, to wywalczyli.

Lech Poznań 0:0 Sandecja Nowy Sącz

Lech: Buric – Gumny, Nielsen, Dilaver, Gumny – Gajos, Tetteh – Makuszewski, Majewski (64′ Radut), Situm (82′ Gytkjaer) – Nicki Bille (69′ Rakels)

Sandecja: Gliwa – Kuban, Szufryn, Piter Bucko, Brzyski – Danek (80′ Straus), Trochim, Baran, Dudzic (64′ Piszczek) – Kolev (56′ Korzym), Cetnarski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *