Ambitny Lech gra dalej

Lech Poznań pokonał na własnym boisku FK Haugesund 2:0 po bramkach Darko Jevticia i Nickiego Bille Nielsena. W trzeciej rundzie zagra z drużyną z Utrechtu.

Ten dzień miał pokazać to, w jakim miejscu jest Lech Poznań Nenada Bjelicy. Sporo mówi się o sporym zaufaniu do chorwackiego trenera od najważniejszych osób w klubie po – co chyba najważniejsze w tej układance – kibiców. Bjelica dał się poznać jako charyzmatyczna persona, która chce wymagać od wszystkich piłkarzy. Dodajmy, że jest wobec nich w stu procentach uczciwy. Kto daje z siebie sto procent, ten dostaje to co chce, czyli miejsce na boisku. Czy na 5, 10 czy 90 minut, ale szansę zawsze dostanie. Czy ją wykorzysta, to już zależy tylko od niego. Przypadek Marcina Robaka pokazał, że coś w tym jest. Mimo powszechnego konfliktu napastnika „Kolejorza” i Bjelicy, ten nadal na boisku występował, a w chwili, kiedy pytany przez Chorwata czy chce ubierać niebiesko-białe barwy odpowiedział przecząco, momentalnie nie znalazł się w samolocie lecącym do norweskiego Haugesund.

Haugesund. Tutaj się zatrzymajmy. W Norwegii nie widzieliśmy takiej drużyny, jaką wymarzyli by sobie wszyscy, którzy dopingują Lecha chociażby na arenie międzynarodowej. Pojawiły się pojedyncze sytuacje, które z odrobiną szczęścia mogły przynieść bramkę i to „Kolejorz” mógłby cieszyć się ze zwycięstwa, ale tak się nie stało, a i tak o szczęściu można dalej mówić. Dwie strzelone bramki mogły dawać jeszcze jakiekolwiek nadzieje, że w Poznaniu Lech pokaże się najlepiej jak potrafi i norweską ekipę wyeliminuje. Jak przyznał sam Bjelica – nie jest Ancelottim, żeby przygotować zespół w tak szybkim czasie. Formę odnajdzie, ale na to potrzeba czasu. A ten pobiegnie w tym sezonie bardzo szybko, bo kibice – choć darzą zaufaniem – to wreszcie mogą stracić cierpliwość. Spójrzmy na gablotkę z trofeami. Pusto. Ostatnią zdobyczą był Superpuchar Polski za trenera Urbana w zeszłym sezonie, zdobyty na stadionie warszawskiej Legii. Faza grupowa Ligi Europy też gdzieś daleko. W Poznaniu ludzie są głodni sukcesów i wygrywania, dlatego dzisiejsze spotkanie z Haugesund było pod tym względem tak kolosalnie ważne.

Dawno nie widzieliśmy tak walczącej ekipy Lecha Poznań od pierwszych minut. Może i brakowało czasem jeszcze trochę dokładności czy skuteczności,a le chyba tak zdrowo zasuwających piłkarzy chcieliby widzieć kibice „Kolejorza” w każdym meczu. Pierwszy raz ujawniły się wywoływane dawno „borce” z transparentu skierowanego do świeżo przychodzącego do Poznania Nenada Bjelicy. Głosił on: „Treneru Bjelice – hocemo borce, a ne zvezdice”. Walka o każdy centymetr boiska, dosłownie o każdą piłkę – to pokazali nam poznańscy zawodnicy. Nie było skuteczności, to pojawił się geniusz Darko Jevticia. No po prostu spójrzcie.

Ujawnił się raz, ale później został brutalnie potraktowany przez jednego z norweskich piłkarzy i zakończył swój udział w spotkaniu. W Poznaniu będą mieli pociechę już niedługo również z Mario Situma. Nie przesadzimy, jeśli technikę porównamy do wspomnianego wcześniej Jevticia, a jak dodamy jeszcze jego szybkość, to… Mamy nadzieję, że kibice Lecha przekonają się o tym jak najwcześniej.

A kto między innymi kibicował Lechowi na trybunach INEA Stadionu? Poznajcie sami.

Słów kilka o Libanie Abdim. Tak, jak chwaliliśmy go tydzień temu za boiskową błyskotliwość i w sumie wypracowanie tak dużej przewagi swojej drużynie w pierwszym meczu, tak w Poznaniu nie grzeszył inteligencją. Pomijamy to, że pewnie analitycy Lecha wiedzieli o jego zachowaniu wcześniej i piłkarze „Kolejorza” go słownie prowokowali, jednak nic nie usprawiedliwia tak chamskiej i nieodpowiedzialnej gry. Wyjątkowo pobłażliwy był dla niego arbiter z Austrii – Alexander Harkan, że wyrzucił go dopiero pod koniec drugiej połowy, bo pierwsze przesłanki do wykartkowania gracza z Haugesund były już w pierwszej części gry.

Na osobny artykuł zasługuje także postawa sędziego z Austrii, ale pomińmy ten fakt. Na boisku pod koniec meczu pojawił się słynny Nicki Bille Nielsen. Jak w niedzielę od pierwszych minut trzecia drużyna poprzedniego sezonu grała bez napastnika, bo wtedy Duńczyk nie istniał, to w dzisiejszym meczu – otrzymał okazję i doskonale ją wykorzystał, dobijając rywala. Lech był dzisiaj jak bulterier.

Wypowiedzi trenerów po meczu:

Erik Horneland (FK Haugesund):

– Chciałem pogratulować Lechowi Poznań oraz trenerowi Nenadowi Bjelicy. Gra u siebie i gra na wyjeździe to są dwie różne sprawy. Wiedzieliśmy, że u siebie musimy zagrać na dobrym poziomie, żeby zdobyć przewagę przed rewanżem. Niestety, w końcówce straciliśmy dwie bramki i mieliśmy trudniej. Dzisiaj Lech strzelił pierwszy bramkę, dołożył drugą. Nie udało się. Odnosząc się do sytuacji z Libanem Abdi – pierwsza kartka była zasłużona, Abdi grał agresywnie, 50/50, natomiast druga… nie sądzę, że decyzja sędziego była słuszna, ale żyć trzeba dalej. Sytuacja po tej kartce dla nas  bardzo się skomplikowała.

Nenad Bjelica (Lech Poznań):

– Awansowaliśmy zasłużenie do kolejnej rundy. Zagraliśmy bardzo dobry mecz. Pierwsza połowa była przyzwoita, mieliśmy wiele szans. Tak jak powiedziałem wczoraj, jak będziemy mieli 20% skuteczności to awansujemy. I tak faktycznie było. To nie jest perfekcyjna skuteczność, ale muszę pogratulować drużynie za to, jak walczyła, grała i chciała tego awansu. Chciałem również podziękować naszym kibicom, którzy od pierwszej do ostatniej minuty dopingowali drużynę. Myślę, że pokazaliśmy w dzisiejszym meczu, że jesteśmy na dobrym poziomie i z meczu na mecz będziemy grali lepiej. Jestem szczęśliwy, że gola strzelił Nicki Bille. On tego potrzebował, bo jest dobrym napastnikiem. On chce grać w Lechu, on chce walczyć dla Lecha i jestem bardzo zadowolony, że mu się dzisiaj udało. Nicki Bille będzie ważnym naszym zawodnikiem w tym sezonie. Teraz jeszcze czekamy na bramkę Gytkjaera. Jestem pewny, że też rozpocznie strzelać. Oni bardzo dobrze pracują na boisku i wiem, że jeśli tak jest, to bramka wreszcie przyjdzie.

Lech Poznań 2:0 FK Haugesund

(32′ Jevtic, 90+3′ Nicki Bille)

Składy:

Lech: Putnocky – Gumny, Dilaver, Nielsen, Kostevych – Trałka, Gajos – Makuszewski, Jevtic, Situm – Gytkjaer.

Haugesund: Bratveit – Haraldseid, Pallesen, Skjerve, Stolas – Leite, Kiss – Tronstad, Hajradinovic, Abdi – Ibrahim.

Foto: Pyrusy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *