Sobiech zmienia klub. Na ile go stać?

Artur Sobiech ligi niemieckiej nie podbił. Miewał momenty pojedynczych przebłysków, ale przeważnie prezentował się poniżej oczekiwań. W barwach Hannoveru rozegrał 98 meczów, strzelił 18 bramek i dołożył 3 asysty. I kolejno: mógł grać, strzelać i asystować więcej, a przynajmniej tego spodziewano się po nim, kiedy jako relatywnie młody napastnik opuszczał Polskę. W Dolnej Saksonii siedział za długo. Teraz przenosi się do SV Darmstadt 98, gdzie ma odbudować formę.

27-letni snajper podpisał z klubem z miasta, w którym znajduje się Niemiecki Instytut Kultury Polskiej, dwuletni kontrakt. Ma pomóc ostatniej drużynie w tabeli Bundesligi minionego sezonu przy walce o powrót do elity. Sam cel wydaje się być nawet możliwy, bo mimo perturbacji związanych z wewnętrzną sytuacją klubu, skład Darmstadt wygląda co najmniej solidnie, ale od razu nasuwa się inne pytanie: jaką rolę w drużynie pełnić będzie Polak?

W przypadku Sobiecha przez ostatnie kilka lat powtarzał się podobny schemat. Przez pierwsze cztery sezony nękały go kontuzję. Co wrócił, to znów musiał się leczyć. W konsekwencji nie potrafił ustabilizować formy. Częściej pauzował niż grał, a kiedy już wchodził na boisko, to nie sprawiał większego zagrożenia. Małym światełkiem w tunelu była kampania 2012/13, kiedy przeważnie był zdrowy i w 25 spotkaniach, pięciokrotnie trafiał do bramki rywali. Ale to by było na tyle, bo w następnych czterech rundach znów borykał się z urazami.

Co potem? Najpierw manifest, że ze zdrowiem będzie lepiej, bo zmienił dietę. Z 300 produktów, które jadł, szkodziło mu aż 60. Zmienił styl życia na zdrowszy i pojawiała się nadzieja na to, że wreszcie odpali. Rozegrał jeden świetny mecz. W sezonie 2015/16 strzelił dwa gole Borussii Dortmund (2:4) i pojawiły się głosy, że to jedyny zawodnik w zawodzącym zespole, który zasługuje na pochwały. To było jednak chwilowe, bo potem miesiącami nie strzelał goli. Do formy wrócił na kilka kolejek przed końcem sezonu, kiedy nagle odpalił i w pięciu ostatnich spotkaniach trafiał do bramki rywali aż czterokrotnie. Ostatecznie jego zespół spadł do 2. Bundesligi, ale to miało mu tylko pomóc, bo w czasie obozów przygotowawczych był kluczowym piłkarzem Hannoveru. Do czasu.

1. kolejka 2.Bundesligi nie zwiastowała katastrofy. Hannover kontra Kaiserslautern. Show Artura Sobiecha. 2 gole i 4:0. Miał być liderem, ale tak się nie stało. Przestał trafiać, miotał się, złapał kontuzję kolana, stracił miejsce w składzie i skończył sezon z beznadziejnym bilansem: 23 występów, 2 goli i 1 asysty.

Teraz 13-krotny reprezentant Polski ma podbić Darmstadt, ale nie będzie o to wcale łatwo, bo rywalizacja też wcale nie jest słaba. Najpoważniejsi napastnicy, walczący miejsce w pierwszej „11” to: doświadczony, ograny w Bundeslidze, ale nieszczególnie bramkostrzelny Jan Rosenthal i ściągnięty z Australii, mający za sobą fenomenalny sezon (26 meczów, 19 goli) Jamie Maclaren. Konkurenci solidni, ale Sobiech nie powinien mieć większych kompleksów. Może zmiana środowiska dobrze na niego wpłynie, bo wydaje się, że to jeden z ostatnich dzwonków w jego karierze, żeby rozegrać sezon na porządnym poziomie. Stać go na 10 goli. To musi być dla niego wymagane minimum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *