Kot: ”Kibicowski background będzie zawsze za mną.”

Krystian Juźwiak Kategorie: Główne  Wywiady Tagi: , , , , , ,

Jak kibic stał się trenerem? Czy po kilku ciosach nożem można prowadzić doping na Wiśle? Ile miał lat jak został gniazdowym? Skd pomysł, żeby szukać pracy w Wietnamie? Jak to jest kiedy bije się o ciebie Arsenal i West Ham? Dla kogo powstała Victoria Londyn? I dlaczego Wayne Shaw, słynny bramkarz Sutton United, nie zasilił polonijnej drużyny? Dlaczego Polonia, a nie Legia? I w końcu: Czy ty też masz szansę? Odpowiedzi zna Emil Kot.

Jakby Lexi Alexander chciał wyreżyserować o panu film, to jaka byłaby pierwsza scena?

 Lexi Alexander?

Ten od filmu „Hooligans”.

Rozumiem (śmiech). Pierwsza scena? Hmm… Naprawdę nie mam pojęcia.

Może zaczniemy od takiej: Warszawska Białołęka. Grupa dzieci w koszulkach Legii gra w piłkę. Wśród nich jest jeden w czarnej koszulce?

No to byłby całkiem dobry początek (śmiech). Faktycznie na podwórku większość miała koszulki Legii, ale ja zawsze z dumą nosiłem czarną koszulkę z nazwiskiem Olisadebe. Oprócz tego w szafie był jeszcze czerwony t-shirt Widzewa. Do dzisiaj wspominam tę piękną bramkę, którą Marek Citko strzelił Atletico z połowy boiska. Ledwo wtedy odrastałem od ziemi, ale strasznie utkwiło mi to w pamięci. Wszyscy Legia, a ja Polonia albo Widzew. Zawsze na przekór (śmiech).

To, że był pan za Polonią, sprawiło, że ludzie w Warszawie patrzyli na pana inaczej?

Kibicowanie Polonii nie jest łatwe. Szczególnie w Warszawie i okolicach. W stolicy prawie wszyscy kibicują  Legii,ale ja się wykręciłem. Miałem iść na Łazienkowską, a trafiłem na Konwiktorską. Przeznaczenie.

Jak kibicowanie to i wyjazdy. Pamięta pan pierwszy?

Pierwszy wyjazd zaliczyłem do… Warszawy. Właśnie, na Łazienkowską. To był rok 2000. Polonia grała z Legią bardzo ważny mecz. Mecz o mistrzostwo! Na boisku był Olisadebe i Wieszczycki, Dziewicki, Bykowski etc., a na trybunach siedziałem dziesięcioletni  ja. Pierwszy wyjazd i od razu takie przeżycie! Zwycięstwo w derbach i ligowy triumf.

Z Polonią zwiedził pan cały kraj…

Oj, było trochę tych wyjazdów. Zarówno na mecze Polonii jak i naszych zgód. Bywałem często w Nowym Sączu na Sandecji. Odwiedzałem również Kraków i kibicowałem Cracovii. Niestety jest kilka obiektów, których nie udało mi się  zaliczyć jako kibic. Najbardziej żałuję wyjazdu na Pogoń Szczecin i pożegnania Polonii z Ekstraklasą.

Były też wyjazdy po Europie. W szczególności ten do Podgoricy.

W Czarnogórze trochę się działo. Zaparkowaliśmy  samochód na parkingu  kibiców Budućnosti. Praktycznie w miejscu zbiórki najbardziej zagożałych fanatyków tego klubu. Wcześniej mieliśmy mniejsze lub większe problemy np. celnik, który był zapalonym fanem tego klubu, nie chciał nas wpuścić do Czarnogóry. Troszkę się działo, ale to nic w porównaniu z tym, co przeżyłem w Polsce. Zapewniam.

Miał pan 17-lat jak został gniazdowym Polonii. To jakiś rekord?

Rekord? Nie mam pojęcia. Sytuacja wymagała tego, żeby ktoś ten doping poprowadził. Polonia spadła z Ekstraklasy. Doping nie był zorganizowany. Panował chaos, więc wziąłem to na siebie. Pamiętam, jak brat zapytał:

– Wiesz w ogóle, co ty robisz?

Teraz z perspektywy czasu widzę, że wtedy nie do końca wiedziałem. Mimo że zachowałem się pod wpływem impulsu, to zachowałem się tak, jak trzeba było zrobić.

Starsi kibice to zaakceptowali?

Pytali, kto to w ogóle jest. Na forum kibiców Polonii pojawiały się różne wpisy. Nie wszystkim się podobało, że 17-latek został samozwańczym gniazdowym. Z biegiem czasu jednak się przekonali i dziś  wielu z nich mówi, że byłem jednym z lepszych w historii ruchu kibicowskiego na Polonii.

Szybko stał się pan rozpoznawany jako lider Ultrasów Polonii. To musiało mieć swoje konsekwencje?

Zgadza się.  Później poniosłem tego „konsekwencje”.

Po tym, jak kibice Legii zaatakowali pana nożem, postanowił się pan się odsunąć od spraw kibicowskich i skupić na trenerce?

Po tym niefortunnym Marszu Niepodległości zostały mi na szczęście tylko blizny. Mogło się skończyć gorzej. Nie ukrywam, że tamto wydarzenie miało duży wpływ na to, że dzisiaj jestem trenerem, a nie ultrasem. Były chwile załamania, niechęci do tego wszystkiego. O mały włos nie wylądowałem w kostnicy.  Jednak po tygodniowym pobycie w szpitalu prowadziłem doping na meczu z Wisłą Kraków. Później zaliczyłem jeszcze wyjazd na Koronę Kielce. Do dzisiaj się od tego nie odcinam. Kibicowski background będzie zawsze za mną a Polonia w moim sercu.

Zostałby pan trenerem, gdyby nie inna tragedia: kontuzja kolana?

Trudno powiedzieć. Na pewno zerwanie wiązadeł krzyżowych i wydarzenia z Marszu Niepodległości przyśpieszyły i ułatwiły tę decyzję. Rękę wyciągnął do mnie Piotrek Dziewicki. Byłem trenerem grup młodzieżowych w Marcovii Marki i skautem w akademii Polonii. Po kilku rozmowach z Piotrkiem okazało się, że myślimy o piłce w podobny sposób. Zostałem jego asystentem. Awansowaliśmy z Polonią do III ligi. To był piękny czas.

Serce krwawiło, jak odchodził pan z Polonii w takich, a nie innych okolicznościach?

Oczywiście, że tak. Nie ma co ukrywać, włożyłem w Polonię kawał siebie. Nie chcę się rozwodzić nad tymi okolicznościami, ale obiecałem sobie, że kiedyś tamci ludzie będą żałować tej decyzji.

Wtedy zacząć pan maraton w wysyłaniu CV. Co skłoniło pana do tego, żeby wysłać jedno z nich akurat do Wietnamu?

Język angielski. Szukałem takiej pracy, żeby zarobić i jeszcze podszkolić język obcy. CV wysłałem do Wietnamu, ale to tylko jeden z kierunków. Najbliżej byłem Nowej Zelandii. Tam właściwie wszystko było dogadanie. Już wiedziałem, gdzie będę mieszkał, że będę miał służbowego laptopa i telefon. Dogadywaliśmy kto mnie obierze z lotniska. Kontrakt miał obowiązywać rok, ale urodziła mi się córka, a Nowa Zelandia to jednak drugi koniec świata. Nie mógłbym być na jej pierwszych urodzinach, a tego bym sobie nie wybaczył.

W końcu przyszła odpowiedź z Watford…

Zawiła sytuacja. Przyjechałem do Anglii, ale ludzie, których miałem zastąpić dalej tam pracowali. Mogłem wrócić ze spuszczoną głową do Polski, ale zostałem i nie żałuje. W międzyczasie dzwonili do mnie z Brentford. Byłem już umówiony na rozmowę, ale wracając z pracy rowerem, stłukłem telefon. Moje jedyne okno na świat. Tam był kalendarz, mail. Wszystko. Nie zapisałem sobie na żadnej kartce, ani numeru do akademii, ani daty i godziny spotkania. Potem próbowałem to odkręcać, ale nie wyszło.

Nie każdy miałby tyle samozaparcia, żeby wejść do akademii West Ham przez zmywak w kantynie.

Staram się nie załamywać. Mam mnóstwo samozaparcia i pomysłów. Nie wszystkie jestem w stanie zrealizować, ale część się udaje. Dobrym przykładem jest projekt ‘’Ty też masz szanse’’.

Są jakieś polskie talenty w akademii „Młotów”?

Jest kilku zawodników. Jednak w rocznikach, z którymi pracuję, ta rotacja jest ogromna. Co ciekawe przez długi czas trenował chłopak, który miał na nazwisko tak samo, jak ja. Imienia już nie pamiętam, ale wiem, że w kategorii U-8 czy U-7 był inny Kot. Nigdy się nie poznaliśmy, bo on trenował u mojego kolegi, Hakana. To on mi powiedział, że taki człowiek regularnie trenował w jego grupie, ale gdzieś zniknął. À propos, na jednym z pierwszych treningów Arsenal Soccer Schools byłem ubrany w koszulkę Polonii. Podeszło do mnie dziecko z U-8 i powiedziało:

– Dzień dobry! Pan jest Polakiem, prawda?

Pamiętam, że chłopak miał na sobie koszulkę Lecha Poznań.

Gdy o pańskie usługi walczyły West Ham i Arsenal, czuł pan, że warto było tyle zapieprzać?

Jedna rzecz: Arsenal Soccer Schools to nie jest nic wielkiego. Tak samo Legia robi Soccer Schools. Nazwa robi swoje, więc radość była, ale to tylko franczyza. Jednak czułem się doceniony, bo akurat tam kandydatów na to miejsce było dwustu. Z czego zostało nas trzech.

W międzyczasie założył pan Victorię Londyn. Ten projekt to tylko atrakcja dla licznej Polonii?

To nie jest tak, że to tylko mój projekt. Stworzyliśmy go wspólnie z Robertem Błaszczakiem i Tomkiem Słowiakiem. To jest atrakcja dla rodaków w Londynie. Wiadomo, że dużo Polaków chodzi na Chelsea, Arsenal, Fulham czy West Ham. My chcemy, żeby w sobotę na godzinę 15:00 wszyscy Polacy przychodzili na nasze mecze i dobrze się przy tym bawili. Wiemy, że organizacyjnie i piłkarsko jesteśmy, wstanie grać na poziomie Conference, to jest piąty poziom ligowy.

A jak Anglicy patrzą na Victorię? W Polsce jest drużyna Ukraińców, która gra w B-klasie i Polacy nie są zbyt przychylni temu tworowi.

Znam temat. Dużo czytałem, bo interesowało mnie czy takie drużyny mogą istnieć. W Polsce to nie tylko Dynamo, bo w Warszawie jest też  AKS ZŁY klub łączący różne kultury. Takie same przypadki są w Londynie. Jest FC Romania czy Deportivo Galicia, gdzie grają sami Hiszpanie. Jesteśmy i my. Jeżeli chodzi o różnice kulturowe, to da się to odczuć. Często się zdarza, że rywale w trakcie meczu rzucą czymś  mniej lub bardziej rasistowskim. Ale to tylko wyraża ich bezradność w starciu z nami.

Skoro jesteśmy przy Victorii, to muszę powiedzieć: Jestem zawiedziony. W składzie miał być Wayne Shaw.

Niestety temat upadł. Dzwoniliśmy, pisaliśmy maile, ale nie zyskaliśmy odpowiedzi ze strony Sutton United. Także Shaw w Victorii miał być na serio, ale nic z tego nie wyszło. Nie ukrywam, że to był też zabieg marketingowy. Dzięki temu pisało i mówiło się o nas wiele częściej. Nauczyłem się tego w Polonii. Mistrzem tego typu akcji był Adaś Drygalski. Tam był pomysł, żeby ściągnąć jednego obrońcę z San Marino. Tego, co Polsce strzelił gola. Jak on tam? Della Valle. W ten sposób Polonia dostała reklamę, a nie wydała fortuny na żadne akcje marketingowe. Zapłaciła tylko za przelot Alessandro i obiad.

Do tego doszedł projekt ‘’Ty też masz szanse’’.

Byliśmy zaskoczeni, że ten projekt tak szybko się rozwinął. Liczyliśmy, że jak za dwa, trzy lata ktoś po tym test-meczu dostanie szansę w pierwszej lidze, to będzie dobrze, a chłopaki po pierwszej edycji już zostali zaproszeni przez pierwszoligowe kluby. Bartosz Bartkowski i Paweł Tomkiewicz trafili do Stomilu, Tomek Kamiński do Błękitnych Raciąż, lada moment Michał Krzak zmieni Nidę Pińczów na Koronę Kielce.

Ten projekt wyróżnia się na tle innych. To nie jest kolejny test-mecz, w którym płacisz 500 złotych, przychodzisz z ulicy i grasz. Mamy siatkę skautów, którzy regularnie obserwują zawodników. Oczywiście bazujemy też na zgłoszeniach przez Internet, bo przecież nie jesteśmy w stanie obejrzeć każdego piłkarza. Jak widzimy, że ktoś jest młody, a już ma rozegrane te kilkadziesiąt meczów w IV lidze, to warto zwrócić na niego uwagę. Tak było właśnie z Michałem Krzakiem, który od pierwszego lipca będzie zawodnikiem Korony. Kilku chłopaków wziąłem do Victorii, bo potrzebowałem piłkarzy na te pozycje. Tak na Wyspy trafił m.in. Kuba Perske czy Grzegorz Wąś. Oprócz tego, że grali czy nawet dalej grają tu w piłkę, to poznali życie na emigracji. To jest szkoła życia dla takich młodych ludzi. Teraz wiedzą jak to wygląda od środka.

Akademia West Ham, ‘’Ty też masz szansę’’ i Victoria Londyn. Kiedy Pan śpi?

Jak w tym tygodniu spałem sześć godzin, to jest dobrze (śmiech). Jesteśmy akurat przed III edycją „Ty też masz szansę!” jest masa roboty, ale dobrze mi z tym. Zarówno WHU, #TTMSZ i Victoria to projekty, które pomagają młodym ludziom zmienić samych siebie, dać im szansę na dalszy rozwój. To jest piękna rzecz. Wiedząc o tym iż robisz coś dobrego dla innych ludzi nie czujesz zmęczenia. Proszę mi wierzyć.

Zaczęliśmy od filmu. Ostatnia scena: Sir Emil Kot świętuje zwycięstwo w Lidze Mistrzów z Manchesterem United?

To byłoby piękne, ale nie wiem, czy nie piękniejszy byłby triumf Polonii Warszawa w Ekstraklasie po zwycięstwie nad Legią. Na Łazienkowskiej. Tak jak, wtedy gdy miałem 10 lat. Oczywiście ze mną i Piotrem Dziewickim na ławce trenerskiej.

foto: archiwum prywatne

WARTO PRZECZYTAĆ