Jaroszyński w domu starców, czyli o szansach w Serie A

Paweł Jaroszyński zamienił polską Cracovię na włoskie Chievo. Jedni wróżą mu zaginięcie w odmętach Serie A i brak możliwości regularnej gry, drudzy zaś pokazują przykłady innych rodzimych zawodników, którym w Italii się powiodło. O sens tego transferu i przyszłość Polaka postanowiliśmy zapytać trzech dziennikarzy, którzy w temacie werońskiego calcio mogą uchodzić za ekspertów. Z kim przyjdzie mu rywalizować? Jakimi słowami można określić obronę Chievo? W jakim systemie gra czternasta drużyna minionego sezonu Serie A?

Jaroszyński chciał odejść już w tym oknie transferowym. Od początku taki był jego cel. Liczył, że przyszli pracodawcy z zachodnich lig będą obserwować go podczas Euro U-21 w Polsce i po zakończeniu turnieju złożą Cracovii odpowiednio wysoką ofertę. – Przed Mistrzostwami Europy nie było czasu na zastanowienie się nad moją klubową przyszłością, bo ostatnie miesiące w Cracovii były szalone, a potem zaczęły się przygotowania do turnieju. Skupiam się na Euro, a po jego zakończeniu zobaczymy, co się stanie. Mam nadzieję, że jakaś oferta z zachodu do klubu wpłynie – mówił 22-letni zawodnik w rozmowie z nami na kilka dni przed rozpoczęciem czempionatu. I tak się stało, ale po kolei, bo zdaje się, że nikt oprócz samego zainteresowanego nie wierzył, że do takie transferu w ogóle może dojść.

Kontuzja i słabe Euro

Trener reprezentacji U-21, Marcin Dorna zawsze w niego wierzył, a miał powody, żeby zwątpić, bo lewy obrońca stracił prawie cały sezon 2016/17 na rehabilitację. W wyniku złamanej nogi do gry wrócił dopiero w połowie listopada i do końca sezonu rozegrał raptem trzynaście spotkań ligowych, z czego tylko siedem w pełnym wymiarze i trzy epizodyczne. Do tego wcale nie prezentował się olśniewająco. Raczej przeciętnie. Widać było, że stracił trochę pewności siebie, a podejmowanie pewnych decyzji zajmowało mu dłużej niż powinno. Mimo to otrzymał powołanie na MME U-21 i był przeznaczony do gry w pierwszej „11”. Nie zaimponował, choć Euro miało być dla niego oknem wystawowym na świat.

W pierwszej połowie meczu otwarcia ze Słowacją pokazał dokładnie to, co w Ekstraklasie przez ostatnie ponad pół roku. Grał asekuracyjnie, bezpiecznie, raczej do tyłu lub w bok, nie podłączał się do ataków, bo musiał asekurować fatalnego i biernego w defensywie Bartosza Kapustkę. Nic ciekawego. Pierwsza bramka dla rywali padła po akcji stroną, której Jaroszyński powinien pilnować, ale większa odpowiedzialność za gola ciąży nie na nim, a na ówczesnym piłkarzu angielskiego Leicester. W drugiej części spotkanie było jeszcze gorzej, bo 22-letni defensor zaczął prezentować się chaotycznie. Co dotknął futbolówki, to wykopywał ją, jak najdalej od siebie. Ewentualnie do najbliższego partnera. Typowa gra na alibi.

W starciu ze Szwecją i Anglią było jeszcze gorzej, bo uwidoczniły się wszystkie jego braki. Był za wolny, spóźniony, bierny, a skrzydłowi kręcili nim, jak chcieli. Słabe występy, choć oczekiwania wobec niego nie były zbyt wielkie, więc nikt też specjalnie nie miał do niego pretensji. Krytyka skupiła się głównie na innych graczach, jego omijając. Jedno jest jednak pewne: występ na Euro nie przybliżył go do transferu.

Niespodzianka

Paweł Jaroszyński nigdy nie zagrał w Krakowie pełnego sezonu. Takiego, w którym grałby od deski do deski w większości meczów:

2013/14: 13 występów

2014/15: 15 występów

2015/16: 22 występy

2016/17: 12 występów

Najlepiej grał więc dwa lata temu, kiedy wywalczył sobie miejsce w składzie i nie oddał go do końca sezonu. W tym czasie zaliczył trzy asysty i strzelił jednego gola. To nie typ ofensywnego bocznego obrońcy, który będzie podłączał się do akcji ofensywnych swojej drużyny. Typowy ligowy solidny grajek. A przed kampanią 2017/18 zgłosiło się po niego Chievo Verona. Klub z Serie A. Jak to się stało?

Trudno powiedzieć. Jaroszyński nie ma szczególnych zdolności. Nie gra ani twardo, ani technicznie, nie jest ani silny fizycznie, ani przesadnie szybki, nie jest wybitnym defensorem, ani błyskotliwym dryblerem. Do tego nie jest już wcale bardzo młody, ani przy tym jakoś niesamowicie ograny w Ekstraklasie. A jednak władze klubu z miasta Romeo i Julii zainteresowały się jego osobą. Do tego zapłaciły za niego 400 tysięcy euro, czego nie mają w zwyczaju. W takim razie, skoro już to się stało: co czeka go w nowym klubie?

Dom starców

Autem byłego piłkarza Cracovii jest wiek. Ma 22 lata, co w warunkach polskich, nie pozwala mu już nazwać się „młodym utalentowanym”, ale w szeregach jego nowego pracodawcy – jak najbardziej. W minionym sezonie obrona Chievo była idealnym miejscem dla piłkarzy w piłkarsko podeszłym wieku.

– W zeszłym sezonie najmłodszym piłkarzem występującym w defensywie Chievo był 30-letni Fabrizio Cacciatore. Reszta piłkarzy trzydziestkę przekroczyła już dawno temu, a takiemu Dario Dainellemu za dwa lat pęknie czterdziestka. Ot, taki piłkarski dom spokojnej starości. Wniosek z tego nietrudno wysnuć – Chievo nie ma na co czekać, musi w końcu zacząć odmładzanie tyłów i pierwszym krokiem ku temu jest sprowadzenie na lewą obronę Jaroszyńskiego – twierdzi dziennikarz sportowy, zajmujący się włoską piłką i tłumacz książek, Michał Borkowski.

Lewa obrona Chievo, czyli pozycja, na której nominalnie występuje Jaroszyński jest obsadzona solidnie, ale krótkoterminowo.

– Pierwszym wyborem jest Massiamo Gobbi, który jest uosobieniem stanu całej defensywy ekipy z Werony. Ma 36 lat, jest bardzo doświadczony, ale przed nim już niewiele gry. Przed sezonem 2017/18 przedłużył kontrakt o kolejny rok, ale to prawdopodobnie jego ostatni sezon w Serie A – tłumaczy Stefano Pozza z Verona News.

Gobbi to zawodnik, który ma na koncie aż 371 występów w Serie A, a w minionym sezonie rozegrał 30 spotkań, w których strzelił jednego gola i dołożył dwie asysty. Inna sprawa, że obrona Chievo nie funkcjonowała dobrze, po straciła aż 61 bramek. Sam 36-letni defensor to jednak nadal całkiem solidna marka.

– Zna Serie A na wylot. Ma olbrzymie doświadczenie. Jeśli w przyszłym sezonie będzie grał regularnie, to może skończyć z wynikiem oscylującym w granicach czterystu występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. To imponujący kapitał, który pozwala mu aspirować do miana jednego z liderów Chievo. Nieprzypadkowo, nawet mimo niemłodego wieku, władze klubu przedłużyły z nim kontrakt o rok i myślę, że w meczach ligowych to on – przynajmniej początkowo – będzie wychodził w pierwszym składzie – mówi włoski dziennikarz, Paolo Lora Lamia z Tutto Chievo Verona.

To nie koniec rywalizacji dla młodzieżowego reprezentanta Polski, choć zdaje się, że tylko Gobbi będzie dla niego bezpośrednim konkurentem do walki o miejsce w składzie, bo reszta: albo nominalnie gra na innych pozycjach, albo nie jest mile widziana w klubie.

– Poza Gobbim na lewej obronie może także występować wspomniany wcześniej Cacciatore, choć to nominalny prawy obrońca – po drugiej stronie boiska występował tylko z przymusu, gdy do gry nie był zdolny Gobbi. Do Werony wrócił także z wypożyczenia do Bari 26-letni Fabio Daprela, jednak Szwajcar nie jest jakimś porywającym piłkarzem i bardzo możliwe, że jeszcze w tym okienku ponownie zmieni klub. Z tego co pamiętam pisało się o tym, że może przejść do Ceseny – wykłada Borkowski.

– W minionym sezonie Daprela w Serie B rozegrał dwadzieścia siedem spotkań, większość na przyzwoitym poziomie, ale w Chievo nie ma raczej dla niego miejsca w składzie. Przyjście Jaroszyńskiego tylko to potwierdza. Myślę, że zmieni klub – potwierdza Paolo Loro Lamia.

Dużo szans na grę

Powoli krystalizuje się obraz szans Jaroszyńskiego na grę w przyszłym sezonie w Serie A. Na pierwszy rzut oka, mogłoby wydawać się, że raczej będzie siedział na ławce dla rezerwowych, bo przecież nawet w Ekstraklasie nie był to zawodnik, który specjalnie się czymś wyróżniał, a jego konkurenci mają przecież spore doświadczenie we włoskiej piłce:

Fabio Daprela: 37 meczów w Serie A, 118 meczów w Serie B.

Massiamo Gobbi: 371 meczów w Serie A, 51 w Serie B.

Ale skoro teraz Szwajcar raczej nie będzie liczyć się w rywalizacji o pierwszą „11”, to prawdopodobny mógłby wydawać się scenariusz, w którym powtarza się sytuacja z sezonu 2015/16. Wtedy w składzie był tylko Gobbi i Daprela. Skończyło się to tak, że doświadczony Włoch występuje w 34 spotkaniach, a młodszy kolega z ławki podnosi się raptem siedem razy…

Wszystko wskazuje jednak na to, że tym razem wcale nie musi być powtórki z przeszłości.

– Początkowo Jaroszyński faktycznie będzie pełnił rolę jego zmiennika. Mimo to często będzie dostawał szanse na grę. Dlaczego? Najprawdopodobniej to ostatni sezon w karierze Gobbiego, który z czasem będzie schodził ze sceny. Polak zacznie przejmować jego rolę, a jeśli będzie spełniał oczekiwania, to może zdarzyć się, to szybciej niż można przypuszczać. Może nawet w połowie przyszłego sezonu – próbuje wyrokować włoski dziennikarz Tutto Chievo Verona.

Do tego Polak będzie grał w drużynie, której sytuacja finansowa i kadrowa pozwala wierzyć, że eksperyment z ekstraklasowym średniakiem na boku obrony klubu Serie A, może się powieść.

– W minionym sezonie, Chievo Verona – pomijając jedno spotkanie z Juventusem – tydzień w tydzień grało ustawieniem z czwórką obrońców, więc na boisku, miejsce dla Polaka będzie na pewno. Innymi słowy:  Paweł Jaroszyński ma idealne warunki do tego, że wywalczyć sobie mocną pozycję w nowym zespole. W Weronie kasa nie rośnie na drzewach, więc skoro „Latające Osły” wydały na niego 400 tysięcy euro, to nie zrobiły tego po to, żeby Polak zwiedzał sobie Włochy w roli rezerwowego. Oczywiście przy tym nikt mu miejsca w pierwszym składzie nie zagwarantuje, wątpię też by od początku był pierwszym wyborem Rolando Marana, bo na to będzie musiał sobie zapracować, jednak z pewnością dostanie sporo szans, żeby werończycy mogli go przetestować i podjąć decyzję, czy Jaroszyński ma potencjał, by wiązać z nim jakiekolwiek nadzieje w kontekście bycia następcą Gobbiego – opisuje polski dziennikarz, pojawiający się czasami na antenie telewizji Eleven.

Dla Pawła Jaroszyńskiego sukcesem byłoby około piętnaście występów. Wtedy można byłoby powiedzieć, że transfer mu się opłacał. Taki scenariusz wydaje się całkiem prawdopodobny. Fabio Daprela jest w Weronie niechciany i pewnie przed końcem okna transferowego zmieni klub, a Gobbi nie jest na tyle dobrym i renomowanym zawodnikiem, żeby grać wiecznie. Wreszcie przyjdzie kolej na 22 lata. Inna sprawa, czy ją wykorzysta.

Jak inni Polacy?

Liczba Polaków z realnymi szansami na grę w elicie włoskich rozgrywek piłkarskich stale rośnie. Z nich wszystkich jednak Jaroszyński wydaje się być najsłabszy. Nie ma ogrania w europejskich pucharach, w polskiej lidze nie był gwiazdą, nie jest reprezentantem kraju, a jedyny styk z wielką piłką miał podczas Euro U-21, na którym zaprezentował się tak jak cała drużyna – bardzo słabo.

– Jak sobie poradzi? To już zupełnie inna kwestia niż sama możliwość gry. Niby Karol Linetty i Bartosz Bereszyński udowodnili, że przeskok z Ekstraklasy do Serie A nie musi być dla polskiego piłkarza szokiem, ale z całym szacunkiem dla nowego piłkarza Chievo, oni byli w momencie transferu znacznie bardziej doświadczonymi piłkarzami, do tego ogranymi także w europejskich rozgrywkach. Z drugiej strony Chievo to niższa półka niż Sampdoria, więc i o spokojne ogrywanie się będzie też dużo łatwiej – konkluduje Michał Borkowski.

Jeśli 22-letni lewy defensor sprawdzi się na włoskich boiskach, może być to jedna z najbardziej niespodziewanych polskich historii piłkarskich z ostatnich lat, a droga od solidnego piłkarza Ekstraklasy do równie przyzwoitego zawodnika Serie A wcale nie jest nieprawdopodobna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi