„To będzie mission impossible”, czyli Legia odpada z Astaną

Kibice Legii stworzyli na Łazienkowskiej kapitalną atmosferę, pokazując światu, że polscy fani potrafią bawić się na stadionie dobrze, mądrze i do tego cudownie. Brawa. I na tym koniec pozytywów. Mistrz Polski rozegrał beznadziejne 60 minut i tylko przeciętne kolejne 30 minut, które wystarczyły do strzelenia jednego gola ze stałego fragmentu gry. Nic poza tym. 1:0. Tylko 1:0. Nie tak miało być. Smutne jest to, że Astana wcale nie była najlepiej dysponowana, a przez ostatnie półgodziny ograniczała się do obrony. A oni i tak odpadli z eliminacji Ligi Mistrzów. Wstyd.

W poprzednim tygodniu, dzień po porażce w Kazachstanie (1:3), udaliśmy się na Łazienkowską, gdzie popołudniu Jacek Magiera prowadził gruntowną analizę klęski. – Wszystko zrobiliśmy źle. Nie zrealizowaliśmy ani jednego założenia taktycznego. To był beznadziejny mecz, ale trener był spokojny. Musiał tylko po kolei wytłumaczyć nam, gdzie zawaliliśmy. A było tego bardzo, bardzo dużo. Najgorszy mecz, jaki zagraliśmy – tłumaczył jeden z piłkarzy Legii, grający w Astanie, spytany przez nas o powody porażki.

Innego zawodnika spytaliśmy o to, czy mistrz Polski odrobi straty z Astany. – Kurwa, prawie mission impossible, będzie mega ciężko, ale może, nie wiem – odparł bez ogródek. Spodziewaliśmy się innej odpowiedzi. Chęci podjęcia walki. Tego nie było. I takiego bojowego podejścia zabrakło również na boisku.

Przez godzinę stołeczna ekipa Jacka Magiery nie prezentowała absolutnie nic ciekawego. Nuda. Astana broniła wyniku i robiła to skutecznie. W szeregach Legii zabrakło błysku. Kogoś, kto potrafiłby jednym błyskotliwym podaniem odmienić losy spotkania. A pomocnikom z Warszawy brakowało kreatywności. Zawiódł Thibault Moulin, który narzucił grze swojej drużyny pewien styl. Problem w tym, że był to styl nietrafiony. Krótkie podania to nie było coś, co mogłoby zagrozić szczelnie ustawionej drużynie przyjezdnych.

Zawiódł Michał Kopczyński. Zawiódł Armando Sadiku. Zawiódł Michał Kucharczyk. Zawodził Dominik Nagy, który zaczął grać lepiej dopiero po 70 minucie. Pierwsza zmiana też niewiele wniosła. Kasper Hamalainen zagrał fatalnie. Bez zęba. Jakby mu nie zależało. Nie walczył, nie biegał, nie starał się. Kolejne ruchy sztabu szkoleniowego były lepsze. Nieźle wkomponował się Krzysztof Mączyński, który kilka razy przerzutem do wychodzących na czystą pozycję kolegów próbował przełamać linię obrony. Efekt? Średni. Świetną zmianę dał za to Sebastian Szymański. Szybki, waleczny, przebojowy, nie odpuszczał, biegał w pogoni za kontrami, kiwał, dryblował, zaliczył asystę przy bramce Jakuba Czerwińskiego. Wszyscy powinni grać jak on.

Pozytywny występ zaliczyli jeszcze słabo dysponowany przez ostatnie pół roku, Artur Jędrzejczyk, który grał twardo, nie tracił piłek i generalnie prezentował się na poziomie, którego wszyscy od niego oczekują i strzelec gola Czerwiński, który powoli odbudowuje się po słabym sezonie. I tyle tych plusów, bo występ Legii był słaby. Nie przystoi tak przegrywać. To dopiero trzecia runda eliminacji do Ligi Mistrzów…

Zabrakło wszystkiego. Umiejętności, szczęścia, konsekwencji, skuteczności, bezczelności, pokory, przebojowości, liderów, zmienników, odpowiedniej taktyki. Eh, nie spodziewaliśmy się, że pesymistyczna wersja z „mission impossible”, którą przedstawił nam jeden z piłkarzy Legii przed meczem, może się spełnić. Wiele wskazywało na to, że mistrz Polski może odrobić stratę. Wiele, ale nie forma, a ona jest kluczowa…

Foto: warszawa.naszemiasto.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *