Białostockie Leicester. Mamrot przed wyzwaniem Ranieriego

Minimalizm. I fura szczęścia. Tak można opisać ligowy start Jagiellonii, która po trzech kolejkach Ekstraklasy rozsiadła się na fotelu lidera z kompletem zwycięstw. Jednobramkowe zwycięstwa i ciągłość formy przywodzi nam na myśl jedną drużynę, która nie tak dawno zachwyciła Europę. A odejście Jacka Góralskiego wydaje się dziwnie znajomym problemem…

Sensacyjne zdobycie mistrzostwa Anglii 2016 przez Leicester nie było przypadkiem. Znakomicie dopasowana przez Ranieriego taktyka i odpowiedni skład personalny pozwalał „Lisom” na wygrywanie kolejnych pojedynczych meczów. Czasem korzystali na błędach rywali, innym razem coś wrzucili na głowę swoich rosłych obrońców, a jeszcze w innych spotkaniach po prostu wyróżniali się jakością. To wszystko pozwoliło na to, by w rok zespół wydźwignął się z dna tabeli Premier League prosto na jej szczyt.

Problemy zaczęły się wraz z transferem N’golo Kante do Chelsea. Odejsćie znanego z walki defensywnego pomocnika spowodowało wyrwę nie do załatania.  Jak w takim razie może zareagować białostocki klub na ubytek w postaci Jacka Góralskiego, który został graczem obecnego mistrza Bułgarii, Ludogorca Razgrad? „To nie jest tak, że Jagiellonia jest od niego uzależniona” – przekonuje Michał Kołodko, piszący dla oficjalnej strony „Jagi”. „To prawda, że ‚Góral’ wykonywał znakomitą robotę defensywną, w końcówce sezonu znacznie poprawił się też w ofensywie, ale nie jest niezastąpiony – przecież w tym sezonie w lidze nie wystąpił ani razu, a podopieczni Ireneusza Mamrota zdobyli komplet punktów”.

„Vassiljev też ciągnął Jagiellonię do przodu, ale wiosną radził sobie słabo a mimo to Jaga osiągała świetne wyniki” – kontynuuje. „Wciąż pozostaje Romańczuk oraz Grzyb, przypominam też, że nominalnie defensywnym pomocnikiem jest Szymonowicz, a na tej pozycji grywał też niedawno sprowadzony Kwiecień. Poza tym okienko jest otwarte jeszcze przez prawie miesiąc, może ktoś dołączy do kadry”.

Rzeczywiście, tak jak w Leicester został Danny Drinkwater, tak w stolicy Podlasia wciąż będą mieli pociechę z Białorusina, Tarasa Romaczuka. Potrafi wywiązywać się z zadań w destrukcji, ale jest też bardzo ważnym elementem „Jagi” pod bramką przeciwnika. To w nim Białostoczanie powinni upatrywać lidera przemeblowanej drugiej linii.

Co było powodem, że mimo niewielkiej przewagi na boisku, Jaga jest w Ekstraklasie ciągle zwycięska? „Myślę, że drużyna w ostatnich sezonach, a szczególnie w tym minonym, nabrała wielkiego doświadczenia. Ostatnie spotkania wygrali po trzech karnych i błędzie obrońcy. Jak dla mnie, to właśnie jest doświadczenie, spryt. To, że jak nie wychodzi z gry, to potrafią znaleźć inny sposób. Można się śmiać, że wygrywają w słabym stylu, ale rozliczani są przede wszystkim z punktów, a nie z jakości gry. Pamiętajmy, że piłkarze Jagiellonii mieli za sobą 4 mecze więcej niż 14 innych klubów ekstraklasy. Praktycznie nie mieli urlopów, a ich okres przygotowawczy był mocno skrócony. Nie można w tym momencie spodziewać się fajerwerków. Lech i Legia obecnie mają łącznie mniej punktów od Jagi” – zauważa na koniec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi