Nowak: W Szkocji nie spotkałem się z opinią, że jestem specem od spadków [WYWIAD]

Krystian Juźwiak Kategorie: Główne  Wywiady Tagi: , , , , , , ,

Widział Potwora z Loch Ness? Skąd u chłopaka z Warmii sympatia do Widzewa? Dlaczego nie czyta Weszło? Celtic Park czy Ibrox Stadium? Kyle Lafferty czy Nemanja Nikolić? Skąd te wszystkie spadki? Sowah okaże się wzmocnieniem Cracovii? Jak wyglądała polska kolonia w Edynburgu? Liczył, że Dorna weźmie go na Euro? Dlaczego nie zrobi kariery modela? I w końcu czy majtki Calvina Kleina są wygode? Odpowiedzi zna piłkarz Heart of Midlothian – Krystian Nowak

 

Od ponad roku mieszkasz w Szkocji. Muszę zacząć od kluczowego pytania: widziałeś już potwora z Loch Ness?

Faktycznie, mieszkam w Szkocji już ponad sezon, rok będzie mijał jakoś w najbliższych dniach, ale potwora nie widziałem (śmiech). Jakoś nie było czasu zwiedzać. Póki co skupiam się na treningach i meczach. Na ewentualne poszukiwania czas przyjdzie później.

 Jak bardzo przez ten czas ucierpiał twój portfel?

 A dlaczego miał w ogóle ucierpieć?

 Ponoć Szkoci nie mówią zamiast „Ile to kosztuje?’” mówią „Jak bardzo ucierpi na tym mój portfel”.

 Nie spotkałem się jeszcze z takim określeniem, ale z moim portfelem jest całkiem spoko. Nie trzeba się o niego martwić.

 Przejdźmy do piłki. Chłopak z Ełku od zawsze marzył, żeby grać dla Widzewa?

Wychowałem się w Łodzi. Do tego mieszkałem na dzielnicy Widzewa. Jak grali u siebie, to chodziłem na mecze. Moi znajomi też byli za Widzewem. Zawsze ten klub był blisko mnie. Do SMS-u trafiłem w wieku 13 lat. Właśnie w Łodzi zaczynałem stawiać swoje pierwsze piłkarskie kroki. Gdy trafiłem do drużyny Widzewa, to bardzo się cieszyłem. To zaszczyt być częścią takiego klubu.

 Spotykały cię jakieś nieprzyjemności ze strony kibiców ŁKS-u?

 Na szczęście nigdy takich nie było.

 W wieku 21 lat zostałeś kapitanem Widzewa. Szybko.

 Za kadencji trenera Artura Skowronka kapitanem był Mateusz Cetnarski, a ja pełniłem rolę jego zastępcy. W Ekstraklasie chyba nawet  dwa razy wyprowadzałem drużynę z opaską na ręce. A w I lidze… Miałem dobry kontakt z trenerem Stawowym i chyba to zaowocowało. Wcześniej kapitanem był Rafał Augustyniak, ale odszedł do Jagiellonii i decyzję trenera przejąłem jego rolę. Myślę, że zaufanie Stawowego było spotęgowane tym, że w tamtym Widzewie byłem jednym z zawodników z dłuższym stażem i doświadczeniem. Nie ma co ukrywać, po spadku z Ekstraklasy w drużynie była rewolucja. Dużo zawodników odeszło, a ci, co przyszli, pełnili rolę krótkoterminową. W zespole byli tylko na kilka miesięcy. Po pół roku szatnia znowu się zmieniała.

To trochę niesmaczne, że kapitan Widzewa odchodzi z klubu, gdy ten spada z ligi.

Na początku miałem odejść po sezonie. Z dnia na dzień dostałem wiadomość, że już możemy rozwiązywać umowę i nie było na co czekać. Następnego dnia po telefonie rozwiązaliśmy kontrakt. Tak po prostu wyszło. Chciałem dograć sezon, ale wtedy nie wiedziałbym co dalej.

Sytuacja była ciężka. Każdy wie, jak wtedy Widzew funkcjonował od strony organizacyjnej i finansowej. Źle się działo. W wielu aspektach. Cieszę się, że dziś klub się odbudowuje. Jak rozmawiam z chłopakami, to wszyscy mówią, że teraz jest naprawdę super. Na pewno stan klubu jest nieporównywalnie lepszy od tego czasu, kiedy ja tam byłem.

Dużo czynników miało wpływ na to, że zdecydowałem się rozwiązać umowę. Musiałem też patrzeć na swój rozwój, na to, żeby piąć się w górę, bo mam pewne marzenia i cele, które chcę zrealizować. Nie chcę wyciągać żadnych brudów, ale tak też było lepiej dla klubu.

 Sylwester Cacek to unikalna postać. Miał oferować Dudu Paraibie działkę budowlaną zamiast pieniędzy za kontrakt. Ty raczej się z nim dogadywałeś.

 Byłem kilka razy na rozmowie u prezesa. Rozmawialiśmy w cztery oczy i zawsze znajdywaliśmy porozumienie. Nie chodzi o to, żeby coś wytykać, ale cieszę się, że pod koniec mojej przygody z Widzewem władze klubu poszły mi na rękę i nie było problemów z rozwiązaniem kontaktu. Pomogli mi jeszcze bardziej, niż się tego spodziewałem. Prezes i ludzie z klubu robili wszystko, żeby mi pomóc i żeby było jak najlepiej dla mnie. Jestem wdzięczy za to, jak postąpili w moim przypadku.

 Nim trafiłeś do Podbeskidzie na stole była oferta z Salernitany.

Teraz nie chcę się wypowiadać na ten temat. Trafiłem do Podbeskidzia i na pewno tego nie żałuje. Rozegrałem tam całą rundę. Mimo młodego wieku trochę tych meczów było. Potem borykałem się z kontuzjami. A czy było coś na stole… Było, minęło. Nie ma o czym mówić.

Myślisz, że jakby w Szkocji czytali Weszło, to trafiłbyś do Hearts?

Nie wiem. Każdy klub ma swoich ludzi od oglądania zawodników. Teraz wszyscy polegają na wyscout i instatach. Zawodnicy są oglądani po kilkadziesiąt razy. Nic nie dzieje się przypadkiem. Najpierw przyjechałem do Edynburga na tygodniowe testy, bo w klubie chcieli zobaczyć, jak wyglądam po kontuzji. Normalnie trenowałem z zespołem i grałem w sparingach. Widzieli, jak się zachowuje w trakcie meczu, a jak w szatni. Nic nie było robione na wariackich papierach. To była świadoma decyzja Hearts.

 Celowo pytam o Weszło. Tam jest 8 tekstów o tagowanych twoim nazwiskiem, z czego 6 cię krytykuje.

 Nie wiem. Nie czytam. Odcinam się od takich rzeczy, bo to nic dobrego nie wnosi.

 Te cztery spadki w sześć lat, to nie jest jednak powód do chluby i będzie się to za tobą ciągnąć.

 W CV będzie wpisane, wymazać się nie da. Klub szukając zawodnika patrzy na jego formę w danym momencie. Robię, co mogę, ciężko trenuje i w Szkocji nie spotkałem się z taką opinią, że jestem jakimś specem od spadków. Wszyscy są zadowoleni z mojej postawy.

 Mogło być 5 spadków, gdyby w 2011 roku Czarni Żagań otrzymali licencje, to spadłbyś jeszcze z Turem Turek.

Możliwe, ale nie spadliśmy. Tur Turek nadal grał w 2 lidze po moim odejściu. Tam byliśmy wypożyczeni ze SMS-u na kilka miesięcy, żeby po prostu grać. Miałem przecież 17 lat. Chodziło o to, żeby łapać doświadczenie i się rozwijać. Z Tura trafiłem do Widzewa. Dopiero wtedy moja kariera nabrała rozpędu.

Mówisz o tych spadkach. To boli wiadomo, bo nie jest przyjemnie spadać ale przecież nie tylko ja byłem wtedy w drużynie. Ciężko o tym ot tak sobie mówić. Nie wiem, dlaczego tak się działo. Teraz mogę tylko patrzeć w przyszłość, ciężko pracować i grać jak najlepiej. Wracanie do przeszłości i załamywanie się, w niczym mi nie pomoże, wręcz przeciwnie.

 Robbie Neilson, który ściągał cię do Hearts nie dał ci szansy.

Drużyna już była zbudowana. Chłopaki byli już po meczach w europejskich pucharach. Wszyscy byli w formie. Na mojej pozycji grał kapitan, Alim Öztürk, który wtedy też trochę przesiadywał na ławie, bo inni byli w większym gazie. Przychodziłem do Hearts po półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją. Wiedziałem, że muszę swoje odczekać. Po prostu trzeba było ciężko pracować. Jeździłem na mecze drugiej drużyny, żeby łapać jak najwięcej minut i utrzymać formę.

 Trener odsyłał cię do rezerw?

To była moja inicjatywa. Tylko ja schodziłem z pierwszej drużyny. No, czasami może jeszcze ktoś tam schodził raz na jakiś czas, ale przeważnie tylko ja. Jestem świadomym zawodnikiem i wiedziałem, że tego potrzebuje. Nie miałem z tym problemu, żeby grać w drugiej drużynie.

 Czujesz, że dziś Ian Cathro buduje zespół od ciebie?

Ian Cathro dzisiaj odszedł z klubu (2 sierpnia – przyp. red.). Teraz jego obowiązki przejął drugi trener. A czy Cathro budował zespół ode mnie? Ciężko powiedzieć. Na pewno miałem z nim dobry kontrakt. Pokazywał mi jak mam grać, bo początkowo występowałem u niego na defensywnym pomocniku. Potem wypadło nam kilku obrońców i wróciłem na pozycje stopera. I grałem właściwe wszystko. Jedynie przez kontuzje straciłem parę meczów. Teraz przyszedł Christophe Berra, gra na środku obrony, jest kapitanem i ma koło 30 meczów w reprezentacji Szkocji. Bardzo ważna postać w drużynie. Zobaczymy, jak to będzie w lidze wyglądało.

Stoper czy defensywny pomocnik, gdzie czujesz się lepiej?

Bez różnicy. Gram tam, gdzie jestem akurat potrzebny. Na pewno te mecze na defensywnym dużo mi dały. Trochę musiałem sobie przypomnieć tę pozycję, bo parę lat tam nie grałem, ale podoba mi się i ta, i ta pozycja. No i uniwersalność to zawsze jest plus.

Ciężej się gra na Celtic Park czy Ibrox?

I tu, i tu ciężko. Atmosfera kapitalna na obu stadionach. Kibiców po 50-60 tysięcy na mecz! Rzadko gra się takie spotkania na takich stadionach. A trudne są mecze i z Celtikiem, i Rangersami. Celtic w tamtym sezonie nie przegrał żadnego spotkania. Tylko trzy zremisował. To o czymś świadczy. Tam jak się jedzie, to jest to naprawdę ciężkie wyzwanie.

Znaczy, na Celtic się jedzie z wiadrem na gole?

Każdy mecz jedzie się wygrać. Wiadomo, że boisko weryfikuje, ale na każdy mecz wychodzimy z myślą, że chcemy wygrać. Po to trenujemy, żeby wygrywać i z takim nastawieniem wychodzimy na murawę inaczej po co byśmy wychodzili z tunelu? Trenujemy, żeby wygrywać. Nie ważne czy to jest Celtic, Rangers, Motherwell czy Dunfermline.

Grałeś z Lennardem Sowahem. Teraz trafił do Cracovii, coś tam zagrał, ale wciąż pozostaje zagadką dla polskiego kibica.

Tak, graliśmy pół roku, bo on przyszedł w zimie. Bardzo dobry zawodnik. Lewonożny, silny. U nas grał wszystko. Później miał problemy z kostką. Widziałem, że w okresie przygotowawczym odnowiła mu się ta kontuzja. Lennard to naprawdę dobry zawodnik i Cracovia będzie miała z niego pożytek.

W jego miejsce Hearts ściągnęło Rafała Grzelaka.

Fajnie, że jest rodak w szatni. W pewnym momencie nas Polaków było czterech. Ja, Rafał, bramkarz w drużynie rezerw Wojciech Gajda i fizjoterapeuta, który teraz odszedł. Był jednak jeszcze, gdy trafiałem do Edynburga. Także ojczysty język był w klubie odkąd pamiętam. Fajnie, że teraz jest Rafał. Wiadomo, we dwójkę zawsze raźniej. Można porozmawiać po polsku czy nawet wyjść na kawę. W samym Edynburgu mieszka też dużo Polaków.

Trudniej zatrzymać Kyle’a Lafferty’ego czy Nemanję Nikolicia?

(Śmiech). Dwa różne typy zawodników. Ciężko porównać. Z Kyle’em mierzymy się tylko na treningach. Obaj są dobrymi zawodnikami. Obaj strzelają dużo bramek. I tego, i tego trudno zatrzymać.

Liczyłeś, że dzięki dobrej grze w Scottisch Premier League dostaniesz powołanie na Młodzieżowe Mistrzostwa Europy?

Liczyłem. Starałem się robić swoje na treningach i grać jak najlepiej w Hearts. Wiedziałem, że trenerzy obserwują wielu zawodników. Miałem w głowie ten turniej, ale też wiedziałem, że nie będzie łatwo. Ostatni mecz w kadrze zagrałem rok wcześniej, z Ukrainą. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale broni nie składałem. Żalu nie mam.

Były sygnały, że jesteś brany pod uwagę przy powołaniach?

Wielu zawodników miało aspiracje, żeby pojechać na ten turniej. Bezpośrednio z trenerem Dorną nie rozmawiałem, ale dochodziły do mnie sygnały, że jestem obserwowany. Był cień szansy. Starałem się dobrze grać, żeby ten cień przekuć w coś więcej, ale jak nie dostałem powołania, to tak jak mówię: żalu nie było. Trener miał dużo środkowych obrońców i wybrał inaczej.

Długo jeszcze do tego, ale rozumiem, że po zakończeniu kariery zostaniesz profesjonalnym modelem?

Nie, nie. Tak na pewno nie będzie (śmiech).

Ale jedna sesja już się kiedyś ukazała.

To nie była sesja. Byłem wtedy bardzo młody, a to były po prostu jakieś tam zdjęcia, które nie powinny trafić do Internetu, ale nieszczęśliwie trafiły. Media podchwyciły…

Wstydzisz się tych zdjęć?

Nie. Chodzi o to, że zrobił się wokół tego duży, niepotrzebny szum, a tak naprawdę nie powinno to nigdy trafić do Internetu. Czasu się nie cofnie. Ukazało się i tyle.

A majtki od Calvina Kleina są w wygodniejsze niż takie zwykłe?

Musisz kupić i założyć. Ja ci tego nie powiem.

(foto: Hearts)

***

Całkiem wygodne, tylko cholernie drogie.

WARTO PRZECZYTAĆ