Z VAR-em wszędzie albo wcale

Po rozpoczęciu sezonu w Ekstraklasie zaskakuje mnie, że bardzo mało mówi się o systemie VAR, który w tym roku jest czymś nowym na naszych boiskach. Bardzo fajna sprawa, która piłce była od dawna potrzebna, a przeszłość pokazała, że nie wolno arbitrom do końca ufać. Obowiązkiem tęgich głów było wykorzystanie technologii do pomocy sędziom. Na razie wszystko rysuje się w kolorowych barwach, ale czy naprawdę nikogo nie oburza, że system nie jest obecny na wszystkich stadionach Ekstraklasy?

Gwoli przypomnienia, przez pierwsze trzy kolejki „wideoasystent” był dostępny na jednym stadionie, w czwartej kolejce można było z niego korzystać na dwóch meczach. Jako pierwsza z tym systemem zetknęła się ekipa Szymona Marciniaka, a warunkiem do prowadzenia meczów o stawkę z VAR-em było zapoznanie się z tą technologią dzięki zrobieniu pięciu meczów towarzyskich offline i online oraz trzy jako arbiter, aby móc być sędzią głównym korzystającym z tego systemu. Ostatnio do tego elitarnego grona dołączył Bartosz Frankowski i to on sędziował drugie spotkanie z technologią VAR w Płocku. Dwa mecze na osiem w kolejce, to wciąż nie brzmi dobrze.

Zastanawiam się, czy była możliwość, by załatwić to zdecydowanie inaczej. Czy PZPN i Ekstraklasa mogły bardziej przyłożyć się do tego tematu. Przypomnijmy sobie, jak Zbigniew Boniek jeszcze w styczniu wykpiwał pytania o VAR w Ekstraklasie, używając argumentów typu „gdyby nie kontrowersje w piłce, to ludzie nie mieliby o czym gadać do końca życia”. Z tego powodu byłem mocno zdziwiony, gdy Boniek po kilku miesiącach zmienił swoje zdanie i zgodził się na wprowadzenie czegoś zupełnie nowego do Ekstraklasy. Może gdyby wcześniej zdecydował się na ten pomysł, byłaby szansa na podszkolenie arbitrów w tej materii i nie pojawiałby się zarzut, że systemu brakuje na większości stadionów?

Tak jak już pisałem, nie słychać na razie zbyt wielu narzekających głosów, choć Michał Probierz nie byłby sobą, gdyby nie rzucił jakiegoś komentarza. Po meczu w Gdańsku, gdzie jego zespołowi nie uznano dwóch bramek, zażartował, że jeśli wynik dla jego drużyny byłby negatywny, to on czułby się skrzywdzony, bo na innych stadionach ten system nie wpłynął na rozstrzygnięcie spotkań. Niewinne słowa, ale prawdziwe, bo pokazują pewien problem – szesnaście zespołów gra w tych samych rozgrywkach, ale niektóre na innych zasadach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi