Mierzejewski w składzie mistrza Australii

Tego można się było spodziewać. Były rozgrywający reprezentacji Polski nie wróci do kraju. A przynajmniej na razie nie zanosi się na to nawet w najbliższej przyszłości. Adrian Mierzejewski właśnie podpisał trzyletni kontrakt z drużyną mistrza Australii, Sydney FC. Polak od kilku lat gra w krajach arabskich przez co zniknął trochę z europejskich radarów. Wielu o nim zapomniało, a on radził sobie całkiem dobrze. W każdym klubie, w którym grał był czołową postacią zespołu i jedną z gwiazd ligi. Miał wszystko. Regularność, stabilność, formę i liczby.

W Trabzonsporze, do którego przeniósł się z Polonii Warszawa za ponad 5 milionów euro, rozegrał trzy niezłe sezony w naprawdę mocnej lidze. Wtedy jeszcze mógł być monitorowany przez sztab szkoleniowy kolejnych selekcjonerów reprezentacji Polski. Wszystko zmieniło się, kiedy zmienił klub na bardziej egzotyczne, Al-Nasr Rijad. W Polsce przestano traktować go poważnie.

Ale on nic z tego sobie nie robił i grał na niezłym poziomie. Najpierw w Arabii Saudyjskiej, a potem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

2014/15: Al-Nasr Rijad – 24 mecze, 8 goli, 6 asyst

2015/16: Al-Nasr Rijad – 19 meczów, 10 goli, 6 asyst

2016/17: Al-Sharjah SC – 18 meczów, 3 gole, 6 asyst

Solidnie. Regularne występy, niezłe liczby, powtarzalność przy asystach, dobra pensja, ciekawe, egzotyczne miejsca do zwiedzania. Naprawdę wielu piłkarzy może mu pozazdrościć kariery. Można mu zarzucać, że całkowicie zaprzepaścił szanse na grę w reprezentacji, można nawet powiedzieć, że nie ma ambicji, ale z drugiej strony, co zobaczył i przeżył, to już należy do niego. Tym bardziej, że w klubach grał naprawdę solidnych.

Teraz występować będzie w barwach mistrza Australii, gdzie mają wobec niego spore oczekiwania. Ma być liderem środka pola. Głównym rozgrywającym. Do tego Sydney FC zagra w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, w której Mierzejewski trochę się już nagrał, więc ma spore doświadczenie. Z perspektywy 31-letniego pomocnika to transfer bez większych wad. Silny zespół, nowy kontynent, piękne miasto, większa medialność niż w poprzednich klubach, zarobki też pewnie niczego sobie…

Jest tylko jedna wada: prawdopodobnie nikt nie będzie umiał prawidłowo wymówić jego nazwiska, ale nie to, że nie będą próbować się nauczyć, bo już nawet zaczęli, ale już na samym starcie zaliczyli falstart. Na oficjalnej stronie klubowej pojawił się wpis, ogłaszający transfer Mierzejewskiego, w którym podano alternatywną wymowę jego nazwiska: „Meer-ze-joo-skee”.

Nie wróżymy przyszłości temu odczytowi, ale przynajmniej sam Polak powinien poradzić sobie w Australii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *