Zagłębie nadal niepokonane

Lech Poznań zremisował 1:1 na własnym stadionie z Zagłębiem Lubin po bramkach Mario Situma i Alana Czerwińskiego.

Ostatnie dni i tygodnie w Wielkopolsce były bardzo burzowe. Nie mamy na myśli tylko warunków atmosferycznych, ale tego, co działo się na trybunach czy w szatniach INEA Stadionu. Lech najpierw po bardzo dobrym meczu odpadł z holenderskim FC Utrecht, by pojechać do Krakowa i po nudnym meczu wygrać z miejscową Cracovią, a następnie w kompromitującym stylu odpaść w środę z Pogonią w Szczecinie. Huśtawka nastrojów wśród kibiców Lecha musiała bujać się w imponującym tempie – raz na górze, raz na dole. Jak będzie po meczu z zespołem prowadzonym przez Piotra Stokowca? Jak podpowiada rozum, piłkarze „Kolejorza” będą chcieli jak najszybciej o wpadce w Pucharze Polski zapomnieć i zrehabilitować się kibicom, wygrywając z Zagłębiem. Lotto Ekstraklasa nie ma niczego wspólnego z logiką, więc w sobotnim spotkaniu mogło zdarzyć się praktycznie wszystko.

To miało być starcie Christiana Gytkjaera oraz Jakuba Świerczoka – dwóch najlepszych strzelców odpowiednio Lecha, jak i Zagłębia. Napastnicy strzelili w tym sezonie trzy bramki w czterech rozegranych meczach w lidze. Do Igora Angulo z Górnika Zabrze, który ma ich na koncie już siedem, a w niedzielę ten dorobek będzie mógł poprawić, bo prawdopodobnie wyjdzie na boisko w starciu z Arką.

Świerczok wreszcie pokazuje umiejętności na miarę potencjału, który przejawiał jeszcze w barwach Polonii Bytom. Z niej trafił do niemieckiego 1.FC Kaiserslautern, gdzie niestety przepadł. Długo tułał się po różnych klubach, strzelać zaczął w Łecznej, to ostatnie w tym sezonie oglądamy go w barwach Zagłębia Lubin. I tutaj odpalił od samego początku.

Trochę czasu musiał otrzymać w „Kolejorzu” Christian Gytkjaer, ale jak już miał swoje szanse, to już je pewnie wykorzystywał. Zarówno w Ekstraklasie, jak i w Lidze Europy, gdzie przecież w meczu z Utrechtem strzelił dwie bramki. Jak na początek, to dorobek całkiem dobry, a pewne jest, że Duńczyk będzie się jeszcze rozkręcał. Niedzielny mecz zapowiadał się więc ciekawie, a jak było faktycznie?

Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Może i podopieczni Nenada Bjelicy biegali, walczyli o każdą piłkę, to jednak brakowało atutów ofensywnych. Z kolei Zagłębie… czekało, cierpliwie czekało na kontrataki i szybkie wyprowadzenie akcji pod bramkę Matusa Putnockiego.  W pierwszej połowie może to gospodarze mieli przewagę, ale to Zagłębie miało groźniejsze sytuacje.

Situm. Wyróżniał się w sparingach, pokazywał, że ma technikę na poziomie Dario Jevticia, ale wydawało się, że z meczu na mecz gaśnie. I w tym miał wiele nieudanych decyzji, podań, ogólnie mało go było na boisku, a przecież Chorwat znany jest z tego, że na skrzydle potrafi zrobić niezły szum. Nie istniał, ale zaistniał, strzelając pierwszego gola w tym spotkaniu. Zagłębie długo nie potrafiło odnaleźć się w drugiej części, zresztą podobnie jak Situm, ale do pierwszego błędu defensora Lecha, Nikoli Vujadinovicia. Wyrównał, strzelając swojego pierwszego gola w barwach Zagłębia, Alan Czerwiński. Więcej bramek nie oglądaliśmy.

Lech Poznań 1:1 Zagłębie Lubin

(53′ Situm – 81′ Czerwiński)

Składy:

Lech: Putnocky – Dilaver, Janicki, Vujadinović, Kostevych – Gajos (81′ Radut), Trałka – Makuszewski, Majewski (89′ Barkroth), Situm (70′ Jóźwiak) – Gytkjaer.

Zagłębie: Polacek – Guldan, Kopacz, Jach – Czerwiński, Jagiełło (68′ Pawłowski), Kubicki, Starzyński, Dziwniel (78′ Balic) – Woźniak, Świerczok (74′ Buksa).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *