Clásico Capitalino i niecodzienna wizyta na Estadio Azteca

Co prawda od czasu, kiedy rozegrane zostały ostatnie derby stolicy miasta Meksyku pomiędzy Ameriką oraz UNAM Pumas minął już ponad tydzień, to podzielenie się wrażeniami z uczestnictwa w tym niesamowitym wydarzeniu jest więcej niż konieczne. Z racji przebywania w stolicy tego niesamowitego kraju, postanowiłem po raz kolejny wybrać się na ikoniczny stadion, emblemat meksykańskiego futbolu – Estadio Azteca. Jak się później okazało, dla mnie, sympatyka Ameriki, ten mecz okazał się być dość niecodzienny.

Na początku, chciałbym słowem wstępu przedstawić po krótce z czym tak naprawdę się je ten niepowtarzalny, meksykański klasyk. Clásico Capitalino, bo tak nazywają się potocznie derby pomiędzy zespołami Club América oraz UNAM Pumas to jedna z najbardziej rozpoznawalnych rywalizacji w meksykańskim futbolu. Oba zespoły od lat walczą ze sobą o miano najlepszej drużyny w stolicy kraju i z powodzeniem od dłuższego czasu to Club América jest popularniejszym i zwyczajnie lepszym klubem. Dodatkowo, Club América jest najbardziej utytułowanym meksykańskim klubem i chyba śmiało można stwierdzić, że również najpopularniejszym. UNAM Pumas znajduje się nieco w cieniu swojego rywala zza miedzy jednak klub ten posiada bardzo bogatą historię, a przez jego szatnię przewinęło się wielu znakomitych zawodników. To sprawia, że za każdym razem, kiedy te drużyny spotykają się ze sobą, pozycja w tabeli i obecna forma obu drużyn nie ma najmniejszego znaczenia. Najważniejsze jest wtedy pokonanie odwiecznego rywala i pokazanie, która z drużyn rządzi w stolicy. Te spotkania to zdecydowanie coś więcej niż tylko rywalizacja na boisku futbolowym, a sama rywalizacja pomiędzy tymi dwoma zespołami to temat na osobny i bardzo wyczepujący artykuł.

W zeszłym roku miałem okazję być po raz pierwszy w moim życiu w Meksyku i tym samym po raz pierwszy doświadczyć atmosfery meksykańskiego futbolu na żywo. Wtedy również trafiło mi się być na meczu pomiędzy Ameriką i UNAM Pumas. Jednak oba spotkania różniły się bardzo od siebie i nie chodzi tutaj o aspekty czysto futbolowe. Za pierwszym razem kupiłem bilety z odpowiednim wyprzedzeniem, w odpowiednich miejscach, które wybrałem i bez ryzyka znalezienia się w niechcianym przeze mnie sektorze – sektorze gości.

Tym razem historia potoczyła się nieco inaczej. Bilety postanowiliśmy kupić pod stadionem, na godzinę przed rozpoczęciem rywalizacji. W ostatnim momencie zostawiłem w domu barwy Ameriki i postanowiłem udać się na stadion incognito, w razie gdyby trafiły nam się miejsca w sektorze gości. Ta decyzja okazała się w stu procentach słuszną. Pan na ulicy sprzedający nam bilety zapewniał, że jest to boczny sektor stadionu, neutralny. Nic bardziej mylnego. Trafiliśmy do środka „młynu” drużyny Pumas, gdzie wielu z kibiców wraz z wzrostem ilości procentów alkoholu we krwi staje się co raz bardziej wyrywczy i uruchamia się w nim sławny na cały świecie „latynoski temperament”. Barwy Ameriki w środku sektora Pumas? To mogłoby się skończyć różnie i niekoniecznie dobrze.

Ja osobiście czułem się w tym sektorze dość dziwnie, a szczególnie w momencie, kiedy to America zdobywała bramki. W pewien sposób, dla swojego bezpieczeństwa postanowiłem powstrzymać się od okazywania wielkiej radości po golach, aby nie prowokować kibiców Pumas na około, którzy przyszli tłumnie na to spotkanie. Na mecz wybrałem się tym razem z przyszłym teściem (mam nadzieję!), a on z racji ukończenia studiów na Universidad Nacional Autónoma de Mexico (UNAM – Narodowy Uniwersytet Autonomiczny Meksyku) jest kibicem właśnie drużyny Pumas. Los tak chciał, że nasze drogi niestety nie przecięły się w wspieraniu tego samego klubu, bo mój wybór padł właśnie na Amerikę. Jednak nie wszyscy kibice Pumas są jednakowi i dlatego też momentami wyłaniają się agresywne jednostki szukające zwady z kibicami swojego przeciwnika. Na sektorach neutralnych normalną rzeczą jest, że kibice obu drużyn siadają obok siebie i nie widać tam żadnej niezdrowej niechęci czy nienawiści. Oczywiście obie strony dopingują swój zespół, jednak w przyjemny i zgodny z zasadami przyzwoitości.

Zważając na wszystkie czynniki tych spontanicznych ruchów, było to bardzo ciekawe doświadczenie i pomimo, że samo spotkanie nie porywało i większości czasu nie było to najlepsze widowisko jakie przyszło mi oglądać to pozytywnym aspektem tego wydarzenia była możliwość posłuchania i docenienia pasji z jaką dopingują swoją drużynę kibice Pumas. Dodatkowej wartości dodaje temu fakt, że od dłuższego czasu drużyna ta nie wygrała żadnego trofeum, a co więcej, ma problemy z zakwalifikowaniem się do Liguilli tj. fazy play-off ligi meksykańskiej. Warto też zachować w meczach takich jak ten dodatkowe środki bezpieczeństwa bo ludzie są różni i czasami po odpowiedniej ilości alkoholu mogą zacząć się niepotrzebne problemy z takimi kibicami, a nie o to przecież chodzi w pójściu na tak prestiżowe spotkanie.

America ostatecznie wygrała to spotkanie 2:1 i na koniec tylko to się liczyło! Mecz w ostatecznym rozrachunku był obfity w żółte kartki, bramki, niestrzelonego karnego i w ogromną ilość emocji, nawet tych nieoczekiwanych. Następnym razem chyba jednak wybiorę możliwość kupna biletu wcześniej i wybiorę sobie odpowiadające mi w pełni miejsca, aby móc bez problemów dopingować swoją drużynę!

Po więcej informacji dotyczących meksykańskiego futbolu i wszystkim co z nim związane zapraszam śledzenia mojej strony na facebooku – Fútbol Azteca, czyli piłkarski Meksyk. A poniżej, krótkie wideo przedstawiające kilka ujęć ze stadionu.

 

 Źródło: własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *