Ból głowy Nowaka

Aleksander Szmajda Kategorie: Publicystyka

Podobno Piotr Nowak dostał konkretne ultimatum od swoich przełożonych – sześć punktów w dwóch meczach albo „do widzenia”. Jak wiemy, tego warunku nie uda się mu już spełnić, więc teoretycznie powinien pożegnać się z drużyną po najbliższym spotkaniu z Sandecją. Jeśli to prawda, to Ekstraklasa straci wyrazistą osobowość i trenera, który miał swój pomysł oraz styl, jaki zaproponował Lechii. Czy będzie to zmiana na lepsze? Czy klub z Gdańska wróci do czasów, kiedy trenerzy pojawiali się równie często, co autobusy z nowymi zawodnikami?

Nie jesteśmy z Lechią Gdańsk emocjonalnie związani, ale potrafimy docenić prawie dwuletnią pracę Piotra Nowaka. Przychodził mając zły PR, ale opowieści, które o nim krążyły jeszcze z czasów Major League Soccer przestały szybko robić wrażenie na wszystkich. Historie o sadystycznych metodach polskiego szkoleniowca nie brzmiały poważnie.  W Gdańsku robił to, co sobie założył i miał przez długi czas pełne poparcie wśród piłkarzy. Podczas tegorocznych letnich przygotowań mówiono, że jednak coś w tych relacjach się popsuło i prawdopodobne jest to, że Nowak jako pierwszy straci posadę w tym sezonie spośród wszystkich trenerów w Ekstraklasie. Nie wiemy, jaka jest prawda, ale wyniki i gra drużyny nie zwiastowały niczego dobrego. Po raz kolejny stykamy się z patologią, jaka dotyka od dawna naszą piłkę – to piłkarze decydują o długości pracy danego trenera w klubie. Jeśli sprawdzi się to po raz kolejny w Gdańsku, to stwierdzimy, że jesteśmy wciąż daleko w tyle od reszty Europy, nie dbamy o pewne detale, jak mówi sam Tomasz Hajto. Na końcu będziemy ubolewać, że tacy szkoleniowcy, jak Nowak nie mogą już ubarwiać naszej piłki. Trenerowi z doświadczeniem pracy w USA można zarzucić dwie rzeczy – klęski w Pucharze Polski z drużynami z niższych lig i zachowawczą taktykę w meczu z Legią w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu. Do dziś nie wiemy, dlaczego nie szukał ryzyka i nie chciał zagrać odważniej w tak ważnym spotkaniu, które mogło dać awans do europejskich pucharów, a nawet mistrzostwo Polski.

Inną sprawą jest to, że coś niedobrego dzieje się w Lechii Gdańsk również na szczeblu organizacyjnym. Nie zadbano o to, by drużyna się wzmocniła, odeszło kilku kluczowych piłkarzy, a na ich miejsce znaleziono tylko Błażeja Augustyna i Patryka Lipskiego. Prezes klubu Adam Mandziara w niedawnym wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” opowiadał o długach sięgających 30 mln złotych. Nie wróży to najlepiej dla ekipy znad morza, wszystkie znaki na ziemi i niebie potwierdzają, że awans Lechii do europejskich pucharów w tym sezonie to tylko mrzonki. Zwolnienie Nowaka niczego od razu nie zmieni, a kto wie, czy nie będzie ono początkiem kolejnych problemów.

Lechia miała być nową siłą w Ekstraklasie, zespołem, który rzuci rękawice Legii i Lechowi. Bywało różnie, szczególnie na początku wyglądało to kabaretowo. Po pewnym czasie doszło jednak do stabilizacji, a jej symbolem była długa praca Piotra Nowaka. Teraz można jedynie zaobserwować słomiany zapał wśród włodarzy Lechii, którzy nie starają się w ogóle poprawić sytuacji kadrowej tej drużyny. Ostatni mecz z Pogonią w Szczecinie, choć zremisowany, idealnie odwzorował sytuację w gdańskim klubie.

WARTO PRZECZYTAĆ

Newsy
Szwoch wraca do Arki

Szwoch wraca do Arki

Aleksander Szmajda