Ostra wymiana zdań Dąbrowskiego z dziennikarzem

Mikołaj Kortus Kategorie: Główne  Publicystyka Tagi: , ,

Pierwszy był Kucharczyk po meczu z Ajaksem, następny jest Maciej Dąbrowski. Obrońca mistrzów Polski nie wytrzymał ciśnienia po kompromitującym remisie z mistrzem Mołdawii i wdał się w ostrą wymianę zdań z jednym z dziennikarzy, który powiedział wprost o słabej formie Legii Warszawa. Czy te słowa miały sens?

Na pytanie o słabą formę zespołu, Dąbrowski zrobił nietęgą minę i rozpoczął się spektakl. Może nie tak efektowny i arogancki, jak to było w przypadku Michała Kucharczyka po meczu z Ajaksem Amsterdam, ale zbyt przemyślane te słowa obrońcy „Wojskowych” nie były. Dziennikarz ma płacone za to, żeby informować ludzi o tym, co dany piłkarz ma do powiedzenia i miał odpowiednie powody do takiego, a nie innego podsumowania gry Legii w ostatnim czasie. Piłkarz natomiast ma grube pieniądze za grę na „najwyższym” poziomie, a jego obowiązkiem jest przekazanie swoich złotych myśli w tak zwanej „mix-zonie”, czyli miejscu do przeprowadzania wywiadów. No i Dąbrowski swój obowiązek spełnił.

– Nie wiem co się dzieje. Przegraliśmy już to spotkanie? Pan już nas skreśla czy jak mam to rozumieć? Może Pan wyjdzie na boisko i zacznie grać, wtedy ja wezmę mikrofon i Pana zapytam jak to jest. Pan jest po to, żeby teraz pastwić się nad nami? Jakbyśmy w dzisiejszym meczu wygrali 3:0 to by Pan nie zadał takiego pytania – grzmiał Dąbrowski.

Słowo klucz. „Jakbyśmy wygrali”. Podobnie może stwierdzić FC Barcelona po przegranym superpucharze z Realem Madryt, że „jakby” wygrali, to Superpuchar trafiłby do Katalonii. Wyobrażacie sobie Gerarda Pique, który po katastrofalnym meczu jego drużyny mówi: „No, wiecie, jakbyśmy wygrali, to byśmy nie przegrali”. I tak w kółko. No przeciez to jest istny cyrk, żeby drużyna reprezentująca Polskę na arenie międzynarodowej nie potrafiła wygrać z ekipą z MOŁDAWII. Tak, MOŁDAWII. To nie był żaden Real Madryt, Sporting Lizbona czy nawet holenderski Utrecht, którego poziom próbowano deprecjonować, a poradził sobie z Zenitem Sankt-Petersburg. Legia Warszawa po raz kolejny w tym sezonie się skompromitowała w sposób żenujący, remisując na własnym boisku z Sheriffem Tiraspol, a sposób, w jaki straciła bramkę… po prostu ręce opadają.

Kto zawinił? Ten, który miał najwięcej do powiedzenia – Maciej Dąbrowski. Stał, krył Bayalę, trzymał na wszystkie sposoby, a zawodnik z Tyraspola i tak uderzył głową z parteru i zdobył bramkę. Dobrze czytacie. Bayala nawet nie wyskoczył, a obrońca Legii nie potrafił go zatrzymać. Wiele do życzenia pozostawiała także postawa Arkadiusza Malarza, którego bierna postawa na linii sprawiła, że w żaden sposób nie mógł zapobiec bramce dla gości.

Chcielibyśmy, żeby jakakolwiek drużyna z Polski reprezentowała nas w Lidze Mistrzów czy w Lidze Europy, dlatego życzymy Legii udanego wyjazdu do Mołdawii i wysokiego zwycięstwa, bo tu nie mowa o pastwieniu się nad poszczególnymi piłkarzami, a wspólnym dobru polskiej piłki.

Źrodło wypowiedzi: Przegląd Sportowy.

WARTO PRZECZYTAĆ