Drzewa, które widziały śmierć i… piłkę nożną

Mikołaj Kortus Kategorie: Główne  Publicystyka Tagi: , , ,

W niezwykle trudnych czasach drugiej wojny światowej, wśród nędzy i ubóstwa, brutalnych mordów i zbrodni znalazło się miejsce na futbol. Dawał on odrobinę odebranej wolności.

Niemieckie obozy śmierci

„Nigdy więcej wojny! To pokój, pokój musi kierować losami narodów i całej ludzkości”. Proste, ale jak wiele mówiące słowa polskiego papieża Jana Pawła II. Nienawiść rodzi przemoc, natomiast przemoc rodzi zagrożenie dla życia drugiego człowieka. W obecnych czasach często zapominamy, czym dla ludzkości była II wojna światowa. Z dnia na dzień wybucha coraz więcej konfliktów, które nijak mają się do słów wielkiego Polaka.

Adolf Hitler ponad siedemdziesiąt sześć lat temu rozpoczął najgorszy okres w dziejach naszej planety. Jako jeden z zawiedzionych ustaleniami traktatu wersalskiego rozpoczął brutalną walkę o władzę w Europie, ale także i na świecie. Jego plany i cele nie miały nic wspólnego z etyką, normalnością i poszanowaniem praw człowieka. Niemiecki wódz wierzył w to, że tylko rasa aryjska ma czystą krew. Innych nienawidził. Innych: głównie Romów i Żydów, chciał za wszelką cenę zlikwidować. Do realizacji chorej fantazji potrzebne mu były miejsca zagłady zwane oczywiście obozami koncentracyjnymi. Jak wiemy z opowiadań i tego, co nauczyła nas historia, działy się tam rzeczy trudne do nazwania, a co dopiero do opisania. Mało kto jednak wie, że wśród panującego wówczas strachu przed śmiercią znalazło się miejsce na futbol.

„Wielu jak ja spowiadało się tu drzewom, błagało o pamięć. Pragnęło się wspiąć na wierzchołki, by odfrunąć. Ich ślady zginęły, zostały zatarte, rozwiane. A drzewa to wszystko widziały, słyszały. I swym zwyczajem. Rosły, zieleniły się i milczały….” (Halina Birenbaum – była więźniarka)

Widziały śmierć. Widziały piłkę nożną, jedną z czynności, która pomagała żyć w ciągłym, śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Futbol w opowiadaniach Borowskiego

„Najpierw budowaliśmy na pustym polu, leżącym za barakami szpitala, boisko do piłki nożnej. (…) Z prawa od pola były krematoria, jedne za rampą, obok FKL-u, drugie bliżej, tuż przy drucie. Solidne budynki, mocno osadzone w ziemi. Za krematoriami lasek, którym szło się do białego domku. (…) Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki. (…) Kiedy podlewane kwiatki podrosły, skończyliśmy boisko. Teraz kwiatki rosły same, chorzy sami leżeli w łóżkach, a myśmy grali w nożną. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę” – opisywał w opowiadaniu „Ludzie, którzy szli” Tadeusz Borowski, polski poeta, którzy widział to wszystko na własne oczy.

(Zdjęcie: Weszlo.com)

I tak rzeczywiście było. Miejsce, w którym powstało boisko, należało wcześniej prawdopodobnie do Romów, których – wedle założeń Hitlera – bez skrupułów zamordowano. Wyrównany plac, na którym rosła trawa. Z dwóch stron stały prowizoryczne, drewniane bramki. Przypominał on swoim wyglądem z pewnością tysiące identycznych miejsc, na których jeszcze kilka, a może nawet już kilkanaście lat temu grała w piłkę młodzież. Obecnie są już supernowoczesne orliki, więc nie ma tego samego klimatu. Wracając jednak do tego boiska. Niby podobne, ale jednak ogromnie się różniły. Jedne były źródłem szaleństwa, radości i zabicia czasu, a drugie szansą na chwilowe zapomnienie o prędko zbliżającej się śmierci. Z jednej strony cieszysz się ze zdobycia bramki, a z drugiej oglądasz i czujesz cuchnący dym wydobywający się ze stojącego obok wielkiego komina. Coś strasznego.

***

Jak wspominał w 1961 roku Joseph Zalman Kleinman, na boisku w obozie Auschwitz-Birkenau odbył się również jeden z szalonych eksperymentów doktora Josefa Mengele. Niemiecki lekarz wpadł tego dnia na iście szalony pomysł. Rozkazał zamontować przy jednej z bramek drewnianą deskę na określoną wcześniej przez niego wysokość i nakazał przyprowadzonym chłopcom pod nią przechodzić. Ci, którym udało się wykonać to zadanie, trafili od razu do komory gazowej, gdzie kończyło się ich życie. Kleinman przeżył dzięki temu, że wcisnął do butów parę kamieni, przez co dodał sobie kilka, ale jakże ważnych, centymetrów wzrostu.

Familienlager Theresienstadt 

W Auschwitz piłkę kopano, jednak bez większej rywalizacji. Jakąkolwiek piłkarską aktywność, oprócz obozu w Oświęcimiu, zanotowano także w Neuengamme (Hamburg), Sachsenhausen (Oranienburg) oraz w Theresienstadt. Wyjątkiem od reguły był ten ostatni. Theresienstadt, a właściwie Terezin, to miasto utworzone na terenie ówczesnych Czech i Moraw. Obóz koncentracyjny istniał tam w latach 1941-1945, a w nim, według statystyk, przebywało łącznie 140 tysięcy ludzi, z czego około 50 tysięcy zginęło. Więzieni byli tam głównie Żydzi przywożeni transportami z Protektoratu Czech i Moraw, Niemiec, Holandii, Danii, Słowacji oraz Węgier.

W gronie więźniów znaleźli się entuzjaści – zarówno amatorscy, jak i profesjonalni – piłki nożnej. Wspólnymi siłami, w porozumieniu z oprawcą, na jednym z większych obozowych placów przy barakach, w których mieszkali Żydzi, utworzono boisko, a na nim od 1942 do 1944 roku rozgrywano mecze w ramach „Ligi Terezin”.

Według szacunków i danych między innymi organizacji „RSSSF” tysiące uwięzionych ludzi mogło obejrzeć ponad sto spotkań i choć na chwilę oderwać się od szarej i brutalnej rzeczywistości. Zespołów – zależy od roku – było minimalnie dziesięć, a maksymalnie dwanaście w sezonie. Wyłoniono kolejno cztery zwycięskie drużyny w rozgrywkach ligowych: Jugendfursorge, Kleiderkammer, Koche i SK Sparta, a także dwie, które zwyciężyły w Pucharze Terezin: Fleischer i ponownie Jugendfursorge.

Co ciekawe, naziści stworzyli, w oparciu o mecze piłki nożnej w Terezinie, propagandowy film opowiadający o życiu kulturalnym w obozach koncentracyjnych. Miał on z prawdą tyle wspólnego co wygłaszane hasła w naszym kraju za czasów panowania komunistów. W cieniu setek tysięcy wymordowanych, niewinnych ludzi pokazano garstkę osób cieszących się z oglądania meczu niemieckich żołnierzy z więźniami.

SS – Sonderkommando

Rumuński Żyd, asystent „Anioła śmierci z Auschwitz” Josefa Mengele, Miklós Nyiszli, opisuje nietypowe wydarzenie, które miało miejsce prawdopodobnie w roku 1944 w Oświęcimiu. Naprzeciw siebie stanęły dwie drużyny złożone po jednej stronie z Sonderkommando, Żydów, którzy pracowali przy krematoriach i komorach gazowych, a po drugiej z więziennych strażników.

– Było za wcześnie na kolację, więc oddział Sonderkommando przyniósł piłkę. Dwie ekipy ustawiły się na boisku. Z jednej strony właśnie Sonderkommando, z drugiej strażnicy SS praujący na co dzień przy krematorium. Zaczęli grać, a donośny śmiech wypełnił dziedziniec, na którym zdecydowali się zmierzyć. Oglądający to spotkanie widzowie byli podekscytowani i dodatkowo zachęcali, dopingowali piłkarzy, tak jakby mecz był rozgrywany w spokojnym, pokojowym miasteczku. Oszołomiony usiłowałem sobie to wbić do głowy, zapamiętać. Nie czekałem na koniec i wróciłem do pokoju. Po kolacji wziąłem dwie tabletki nasenne i próbowałem zasnąć. Bardzo potrzebny sen będący ukojeniem dla moich nadwyrężonych do granic możliwości nerwów. W takich sytuacjach tabletki nasenne to najlepsze lekarstwo – pisał w swoim dzienniku Miklos Nyiszli.

To tylko pokazuje i potwierdza to, o czym w ironiczny sposób mówił Tadeusz Borowski w swoich opowiadaniach. Ludzie przystosowali się do życia w obozie, stali się obojętni wobec otaczających ich trudności, zostali zlagrowani.

***

Futbol stał się ucieczką dla milionów ludzi, którzy w niemieckich obozach tracili życie. Choć przez chwilę mogli poczuć wolność zabraną im przez oprawcę. Dziś zapominamy o wartościach, które powinny być dla nas najważniejsze. Nigdy więcej wojny. Nigdy więcej przemocy. Nigdy więcej nienawiści.

WARTO PRZECZYTAĆ