Górnik Łęczna wygrywa z Podbeskidziem

Kuba Jerzyna Kategorie: Główne  Newsy Tagi:

Tak jak się można było spodziewać, szlagier Nice 1. ligi zawiódł.  Mecz dostarczył nam tyle emocji, co spacer po lesie w poszukiwaniu prawdziwków. Można było się zastanawiać, czy przypadkiem to starcie nie jest karą dla zawodników za jakiś występek. Na pewno, wszyscy wyszli z nastawieniem „byle nie stracić”.  Ostatecznie Górnik Łęczna wygrywa z Podbeskidziem Bielsko-Biała i dopisuje do swojego dorobku pełną pulę.

 

Ogólnie biorąc sprawę pod lupę, można podsumować to widowisko w kilku słowach. Mecz na remis, zakończony przypadkowym golem. Od początku zawodnicy serwowali potężną dawkę ostrożności. Próby rozegrania szybkiej, kombinacyjnej akcji kończyły się na złym przyjęciu, złym wyborze, złym… (dokończ sam). Niewiele aspektów funkcjonowało tak, jak powinno. Poza tradycyjnym dopingiem z Trybuny B. Kibice mimo mizerii na murawie, głośno wspomagali piłkarzy.

 

Z ciekawszych sytuacji w pierwszej połowie nie wymienię zbyt wielu. Może jedna zasługuje na wspomnienie. Bartosz Jaroch, uderzeniem rodem z kung-fu znokautował Łukasza Sosnowskiego, którego czoło zalało się krwią. Zawodnik potrzebował kilku minut na dojście do siebie, jednak przez resztę meczu towarzyszyła mu niebieska opaska na czole.

 

Druga odsłona nie mogła być gorsza, prawda? Pierwsze minuty, zwiastowały jednak, że tak się stanie. Gra utknęła w środkowej strefie boiska, a nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności. Brakowało także odrobiny ryzyka. Zamiast jednego podania do przodu gracze obu drużyn serwowali nam masę wymian piłek w bok i tył. „Górale” próbowali zaskoczyć gospodarzy górnymi piłkami, lecz za każdym razem w bramce górował doświadczony Sergiusz Prusak. Kilka razy, na strzał z dystansu decydował się Łukasz Sierpina, a następnie rezerwowy Tomasz  Podgórski, ale były to uderzenia niecelne, lub zbyt słabe.

Tempo zmieniło się dopiero w ostatnich minutach spotkania, chaotyczne ataki jednych lub drugich, zwiastowały, że coś się jeszcze wydarzy. Tak właśnie się stało. Piłkę w centralnej części płyty rozegrał Radosław Pruchnik, a Rafał Kosznik zdecydował się na strzał. Płaskie uderzenie trafiło w gąszcz zawodników, ustawionych przed bramką gości. Najprzytomniej odnalazł się Patryk Szysz, który pewnym i mocnym uderzeniem pokonał Fabisiaka. Dla 19-latka była to czwarta bramka w rozgrywkach, co pozwala mu na bycie najlepszym strzelcem zespołu.

Patryk Szysz, najlepszy strzelec zespołu Tomasza Kafarskiego. Fot.: http://www.gornik.leczna.pl

„Zielono-czarni” przerwali fatalną serię pięciu spotkań bez zwycięstwa, natomiast gracze Podbeskidzia nadal tkwią w końcowej części tabeli.  Piętnaście punktów wystarczy, aby zajmować ledwie 16. lokatę.

 

Górnik Łęczna 1– 0 Podbeskidzie Bielsko Biała
Bramka: Patryk Szysz, 83’

 

Fot.: http://www.gornik.leczna.pl

 

WARTO PRZECZYTAĆ

Newsy
Szwoch wraca do Arki

Szwoch wraca do Arki

Aleksander Szmajda

Newsy
Perquis wraca do Francji

Perquis wraca do Francji

Krystian Juźwiak