Czy Lech jest słaby?

Mikołaj Kortus Kategorie: Główne  Publicystyka Tagi: , ,

Lech Poznań pod egidą Nenada Bjelicy nie zagrał jeszcze tak słabego pod względem ofensywnym meczu, jak ten z Pogonią w Szczecinie. Zdobył punkty, ale kibiców czy ekspertów piłkarskich w żaden sposób nie zachwycił. Od ponad miesiąca „Kolejorz” gra podobnie – niezbyt efektownie, ale jednak efektywnie, bo to on jest liderem rozgrywek Lotto Ekstraklasy. Czy to świadczy w jakimś stopniu o poziomie naszej ligi? Słaby Lech, bez czołowego piłkarza, jakim niewątpliwie jest Darko Jevtic – jest na pierwszym miejscu w tabeli. Strach się bać co będzie, jak faktycznie będzie w formie. Ale czy będzie?

Założeniem chorwackiego trenera po przyjściu do Poznania było to, aby jego drużyna grała agresywnie, wysokim pressingiem, a także efektownie – za pomocą szybkiej wymiany podań i gry skrzydłami. Fakt, poznański Lech ostatnio bramki zdobywa właśnie za pomocą dośrodkowań z bocznych sektorów albo ze stałych fragmentów gry, które Bjelica faktycznie dopracował podczas letniego obozu przygotowawczego. Nie widać jednak tego, co charakteryzowało przecież Lecha jeszcze w poprzednim sezonie: agresji, pressingu i szybkiego przechodzenia do ataku. Nieporozumieniem jest także to, jak wygląda gra w ataku pozycyjnym. Zaczyna się dobrze, bo od obrońców, którzy potrafią między sobą wymienić kilkanaście podań, ba, nawet wszystko rozpoczyna bramkarz „Kolejorza”, to jednak później brakuje pomysłu (lub faktycznie taka idea taktyczna) i długie podanie, najczęściej niecelne, w stronę silnego Gytkjaera. Rzadko wykorzystuje się środek, a przecież stamtąd powinny wychodzić prostopadłe podania w kierunku napastnika, bo z tych podań Duńczyk żyje, sam bramki nie wypracuje. Możliwe, że zmieni się to wraz z powrotem Darko Jevticia, który odpowiadał za takie niekonwencjonalne zagrania, jednak wydaje się, że Majewski grający na jego pozycji, też mógłby takie sytuacje tworzyć.

Obecny „Kolejorz” nie przypomina tego z poprzedniego sezonu i to nie za sprawą tylu nowych piłkarzy, którzy zjawili się latem w stolicy Wielkopolski. Najlepsze spotkanie, jakie zagrali piłkarze Bjelicy było to – o zgrozo – zremisowane z holenderskim Utrechtem. Była wola walki, agresja, efektowna gra, jednak brakowało bramek. Teraz sytuacja wygląda odwrotnie. Przez dłuższy czas to Lech pozwala rywalom atakować, przeważać, nie gra powalającego futbolu, ale potrafi w najmniej oczekiwanym momencie strzelić gola i odmienić sytuację na boisku. Faktem też jest to, że jeśli poznaniacy zdobędą pierwsi bramkę, grają później z większym luzem i więcej im na tym placu gry wychodzi. Nie zawsze – vide mecz z Zagłębiem Lubin – ale w większości przypadków te trzy punkty są.

Pamiętajmy, że Lech jesienią nigdy nie grał idealnie, zawsze istniała potrzeba czasu, aby ta „Lokomotywa” odpowiednio się na torze rozpędziła i dopiero na wiosnę pokazywała, na co ją faktycznie stać. Teraz mamy sytuację taką, że studenci w większości jeszcze nie rozpoczęli swoich zajęć na studiach, a poznaniacy są już liderem Lotto Ekstraklasy. Może faktycznie świadczy to o tym, że nasza liga jest słaba i nawet w takiej formie, nie grając najlepiej, da się punktować, a o to przecież chodzi w piłce nożnej, prawda? Zawsze Lech na początku sezonu sporo tracił, musiał później gonić rywali, a teraz jest inaczej. Jeśli tak słabo wyglądający Lech jest liderem, to co będzie wtedy, kiedy zacznie łapać bardzo dobrą formę? Na te pytanie musicie sobie sami wszyscy odpowiedzieć.

WARTO PRZECZYTAĆ