Dobroe utro, Russia!

Mikołaj Kortus Kategorie: Główne  Newsy  Publicystyka Tagi: , ,

Po niespodziewanych emocjach w końcówce, reprezentacja Polski pokonała Czarnogórę aż 4:2 i tym samym zagwarantowała sobie udział w Mistrzostwach Świata, które odbędą się w 2018 roku w Rosji. Polska wraca po ponad jedenastu latach do piłkarskiego raju, jakim oczywiście jest Mundial. 

Selekcjoner Adam Nawałka budował tych piłkarzy, ale przede wszystkim ludzi od ładnych paru lat. Najpierw – po udanych eliminacjach awansowaliśmy do Mistrzostw Europy, gdzie kadra Biało-Czerwonych pokazała się z bardzo dobrej strony, docierając aż do ćwierćfinału rozgrywek i ulegając późniejszym zwycięzcom, Portugalczykom, po rzutach karnych. Nadszedł wtedy czas kwalifikacji do najważniejszej imprezy, jaka może przytrafić się w karierze profesjonalnego piłkarza. Liga Mistrzów jest co roku, mowa oczywiście o Mistrzostwach Świata. Zaczęliśmy kiepsko. Remis w Astanie z Kazachstanem 2:2 nie przewidywał tego, co miało dziać się później. Brak odpowiedniej koncentracji i tak oczywiste zwycięstwo wymknęło się podopiecznym Adama Nawałki z rąk. Choć wtedy widzieliśmy światełko w tunelu – forma Roberta Lewandowskiego cały czas stała na światowym poziomie. Tak pozostało do dnia ostatniego: „Lewy” pobił wszelkie rekordy, w dziesięciu spotkaniach strzelając aż szesnaście goli, stając się jednocześnie jednym z najskuteczniejszym piłkarzy tych eliminacji – czy najlepszym, musimy poczekać do meczu Portugalii ze Szwajcarią, gdzie o prześcignięcie napastnika Bayernu Monachium starał się będzie nie kto inny, niż Cristiano Ronaldo.

Nie brakowało emocji – zwycięstw spektakularnych, jak te z Danią czy Rumunią, pojawiła się też niemała wpadka z tą pierwszą, wymienioną reprezentacją, kiedy to polscy zawodnicy dostali potężny kubeł lodowatej wody na głowę. Może dobrze, że słabsza dyspozycja przyszła wtedy, a nie na przykład dzisiaj. Pewien mądry człowiek powiedział: „Lepiej raz przegrać 4:0, niż cztery razy po 1:0”. Osiem zwycięstw, jeden remis i jedna porażka – to dorobek Polski w tych kwalifikacjach. Będziemy losowani już na sto procent z najlepszego, pierwszego koszyka, więc powinniśmy ominąć w Rosji najsilniejszych rywali, ale pamiętajmy: na tak wielkiej imprezie, po prostu słabych ekip już nie ma.

Tak jak dzisiaj podczas transmisji powiedział komentator, Mateusz Borek: Dla wielu chłopaków impreza w Rosji to jedyne i ostatnie takie przeżycie w swoim życiu. I niech po prostu zagrają w Rosji tak, jak najlepiej potrafią, a będziemy mieli wiele powodów do radości. Dobroe utro, Russia!

WARTO PRZECZYTAĆ