Jest wojna, są ofiary!

Przemysław Janic Kategorie: Główne  Publicystyka Tagi: , ,

Cześć, cześć, Wrocław wita wieś, choć w zaistniałej sytuacji, po dwóch, wiekopomnych podobno, zwycięstwach nad arcypotęgami europejskiego futbolu z Armenii i Czarnogóry, należałoby zacząć raczej od swojskiego: „привет!”. Inna sprawa, że za parę miesięcy może okazać się, że na ten nieszczęsny mundial być może wcale nie musielibyśmy się kwalifikować. Z prostej przyczyny – po aneksji, zagralibyśmy jako gospodarz…


Nie ma się, co za bardzo rozwodzić nad grą reprezentacji, bo ta była ciekawa za czasów Smudy, Fornalika, nawet Beenhakkera, czy Janasa. Wtedy to rozgrywaliśmy mecze, które do dziś wspominamy, oparte na pojedynczych, nierzadko romantycznych zrywach, czyimś „meczu życia”, no po prostu tak się budowały moje pierwsze piłkarskie wspomnienia. Dzisiaj… Reprezentacja jest po prostu nudna, a momentami wręcz cukierkowa do porzygu. Na kogokolwiek nie wyjdzie, mówimy o średniakach europejskich – zleje, choć gra wcale często nie wygląda zbyt imponująco, po prostu odklepanie roboty i tyle. Trafiła nam się generacja piłkarzy nieco zdolniejszych niż w poprzednich latach (choć wciąż podtrzymuję, że Rasiak miał lepszą kiwkę niż Lewandowski) i to wszystko, zbieramy żniwo, po nich ponownie nadejdzie czas futbolowych miernot. Irytuje mnie tylko fakt robienia z naszych piłkarzy bohaterów narodowych, czyli czegoś, czego nienawidziłem wcześniej w przypadku siatkarzy, czy szczypiornistów. Zbiorowego brandzlowania się nad opędzlowaniem Czarnogóry, czy Kazachstanu (z którym, przypomnę delikatnie, w Astanie zremisowaliśmy).

 

Po wydarzeniach z Poznania (tymi z boiska, gdzie Lech pięknie zrewanżował się Legii za wszystkie dotychczasowe porażki, bodaj pięć wcześniejszych meczów ligowych z Legią wtopił) i tych nocnych, z Łazienkowskiej, nasuwa mi się jeden komentarz – jest wojna, są ofiary! A Legia jest w stanie wojny permanentnej… od zawsze? Najpierw jako klub wojskowy, wiadomo, lewe werbunki do armii i wojna z resztą kraju, po upadku komuny – wojny z Widzewem na trybunach, potem kibiców z zarządem, czy może raczej czymś co udawało zarząd, by swobodnie przejść do historii najnowszej i wojen piłkarzy z Besnikiem, Bergiem i kimkolwiek innym, a nawet Leśnego i Wandzel Family kontra Mioduski. Ostatnio okazało się, że Legię trenują Mączyński z Jędrzejczykiem – i tu wojna kibiców z piłkarzami. Na przestrzeni ostatnich lat, kolejna z rzędu. Niepokoi mnie tylko fakt, że żaden z piłkarzy ludzi zarabiających na życie bieganiem za piłką w koszulce Legii Warszawa, nie stanął do boju z hordą rozszalałych kiboli. Przecież gdyby to było za czasów Wuja – na takiego Starucha ruszyłby Rataj, Zieliński, czy Jóźwiak, to herszt kibiców Legii wracałby do domu z trzema zębami. Z czego dwa miałby w kieszeni.

 
Aha, ale Legia i tak będzie mistrzem. Nie ma komu zdobyć tytułu w tym sezonie.

WARTO PRZECZYTAĆ

Newsy
Plotki transferowe #4

Plotki transferowe #4

Mikołaj Kortus

Newsy
Mandrysz w Katowicach

Mandrysz w Katowicach

Łukasz Rabiega