Niezgoda jak Lewandowski? Oby!

Robert Lewandowski to klasa sama w sobie. Genialny napastnik. Fantastyczna „dziewiątka’’. Wzór sportowca. Choć w dzisiejszych czasach coraz trudniej o bazarową replikę, to większość chłopców z osiedlowych boisk marzy o trykocie Bayernu z nazwiskiem asa reprezentacji.

W Wólce Kolczyńskiej, 180 kilometrów od Warszawy, wychował się jeden taki, dla którego biała koszulka z czerwoną dziewiątką i nazwiskiem, to nie jest marzenie. To cel. Dziś ten chłopak wyrósł i pomału buduje swoją pozycję. Strzelił już parę bramek w Ekstraklasie. Był królem strzelców. Kluby ustawiły się po niego w kolejce.

Do tej pory kariera 22-letniego Jarosława Niezgody poniekąd przypomina ścieżkę, którą przeszedł Robert Lewandowski.

Łatka skutecznego strzelca

-Lewandowski ujął mnie niesamowitą precyzją uderzenia i łatwością strzelania goli. Przyjmował piłkę i już wiedział, co chce z nią zrobić. Poruszał się po boisku, jakby przeszedł szkolenie z zakresu techniki biegu – tłumaczył ‘’Przeglądowi Sportowemu’’ ówczesny szef skautów Lecha Poznań, Andrzej Czyżniewski.

Z Czyżniewskim trudno się nie zgodzić. ‘’Lewy’’ błyszczał w Zniczu, strzelając gola za golem. W sumie w barwach żółto-czerwonych strzelił 39 goli. W tym czasie dwa razy był królem strzelców. Odpowiednio w trzeciej i drugiej lidze.

Niezgoda też nie miał większych problemów z pokonywaniem bramkarzy. – On zdecydowanie przewyższał swoją drużynę, dlatego występował u mnie w turniejach i czasem przyjeżdżał na zajęcia. Mam różne wycinki z gazet, był między innymi królem strzelców w memoriale Michała Matyasa. – opowiadał był trener Jarka, Bernard Bojek.

Młodzieżowe turnieje to tylko ciekawostka. Ważniejsze jest, to jak szło mu później. Jak wiadomo, nie zatracił skuteczności. W Wiśle Puławy był królem strzelców CLJ-u. W II lidze strzelił 24 gole w dla ‘’Dumy Powiśla’’.

-To taki zawodnik, który strzeli gola i lewą nogą, i prawą, i głową. Potrafi też dograć do lepiej ustawionego kolegi. Patrząc na jego ostatnie pół roku w Wiśle, należy zwrócić uwagę na fakt, że niemal w pojedynkę sam zdobył mnóstwo punktów dla swojej drużyny. To mnie bardzo urzekło. Można stwierdzić, że to taki cichy bohater zespołu z Puław — podsumował Michał Żewłakow, który ściągnął Niezgodę do Legii.

Swego nie chcieli

Sytuacja Lewandowskiego z Legią jest tak oklepana, że nie ma co trwonić czasu, na kolejne opowiadanie historii pod tytułem: „Dajcie spokój z tym Lewandowskim! Mamy przecież Arruabarrene!’’.

Niezgoda przeciwnie dostał szanse od Wisły Puławy i ją wykorzystał. „Duma Powiśla’’ choć zaledwie sezon temu grała w I lidze, jest jedynie drugą siłą Lubelszczyzny. Najlepszym klubem tego regionu od lat pozostaje Górnik Łęczna. Dziwi fakt, że ‘’Zielono-czarni’’ nigdy poważnie nie zainteresowali się młodym snajperem. – Dopiero jak zaczęłam grać w II lidze, to słyszałem, że Łęczna mnie obserwuje, ale minął sezon, dwa i poszedłem do Legii – mówił Niezgoda.

W momencie, gdy Niezgoda trafił na Łazienkowską, do Górnika dołączył m.in. 33-letni Przemysław Pitry, który błysnął jako środkowy obrońca oraz Marquitos, który nie błysnął w ogóle. Oprócz tego ściągnięto będącego po przejściach Jakuba Świerczoka i Bartosza Śpiączkę.

Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę dwa fakty. Raz: Górnik nigdy nie słynął ze stawiania na młodych piłkarzy. Dwa: Sytuacja, w jakiej znajdowała się drużyna z Łęcznej, a więc walka utrzymanie, sprzyjała ściąganiu doświadczonych piłkarzy. Po prostu minimalizowano ryzyko.

Samo nic nie przyszło

Lewandowski w imponującym stylu przywitał się z kibicami ‘’Kolejorza’’. Przebywał na boisku zaledwie cztery minuty, a mimo to strzelił swoją pierwszą z trzydziestu dwóch goli dla Lecha Poznań.

Jednak mimo to początki „Lewego’’ nad rzeką Wartą wcale nie były takie różowe. Ponoć Smuda nie chciał zatrudniać asa Znicza Pruszków – Wtedy chciałem i Lewandowskiego, i Tomasza Frankowskiego! – tłumaczył zirytowany „Franz’’ Przeglądowi Sportowemu.

W ataku Lecha prym wiódł wówczas Peruwiańczyk, Hernan Rengifo. Nie można też zapomnieć o poznańskiej legendzie, czyli Piotrze Reissie. Koniec końców, Lewy miano snajpera numer musiał walczyć przede wszystkim z Rengifo.

To była równa walka. Już w pierwszym meczu obaj pokonali bramkarza, choć to Peruwiańczyk wybiegł w pierwszym składzie. W następnym spotkaniu role się odwróciły, to Lewy wyszedł w podstawowym składzie na Jagiellonię, a Rengifo wchodził z ławki.

Lewy szybko udowodnił swoją przydatność i sezon zakończył z 20 golami.

Niezgoda miał trudniej. Zdecydowanie trudniej, bo po prostu w pierwszym sezonie praktycznie nie zagrał. Zaliczył jedynie dwa epizody w Pucharze Polski. Zwykle jednak ogrywał się w III-ligowych rezerwach.

W następnym sezonie został wypożyczony do Ruchu Chorzów. W niebieskich barwach potwierdził, że jest utalentowanym piłkarzem. W 32 spotkaniach, 11 razy pokonywał bramkarzy rywali, w tym Arkadiusza Malarza.

Po powrocie z wypożyczenia miał udowodnić swoją wartość. – Strzelę więcej niż Chukwu i Necid – mówił pół żartem. Jednak 12 lipca doznał kontuzji kostki, która wykluczyła go z dziesięciu spotkań. W międzyczasie Legia dozbroiła arsenał w Manuela Pasquato i Armando Sadiku i 22-latek znów musi udowadniać, ile jest wart.

Normalne chłopaki

Choć historia obu piłkarzy ma punkty wspólne, to nie można o niej powiedzieć, że jest „kapka w kapkę taka sama’’. Lewy już w pierwszym sezonie pokazał, ile jest wart, a Niezgoda musiał ogrywać się w rezerwach.

Obu zawodników można spokojnie nazwać „typową dziewiątką’’. Nawet charaktery mają podobne. Ani Lewandowski, ani Niezgoda to nie są wypindrzone gwiazdeczki, tylko normalne chłopaki.

Dziś obu dzielą lata świetlne. Nam pozostaje trzymać kciuki za Niezgodę. Oby rozwinął się, choć w połowie tak jak RL9. Przecież Robert wiecznie grać nie będzie, a klasowych napastników nigdy za dużo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *