„Legia wygląda tej zimy jak zespół z innej planety”

Spokojnie, to nie my jesteśmy autorem powyższego tytułu. Jest nim dziennikarz portalu internetowego futbolfejs.pl, niejaki Pan Krzysztof Budka. Chapeau bas, trzeba przyznać. Takiego określenia na jakąkolwiek drużynę z Lotto Ekstraklasy w 2018 roku jeszcze nie słyszeliśmy. W 2017 pewnie też nie. Konkurować z tym czymś może chyba jedynie słynna „liga szkocka” autorstwa Krzystofa Stanowskiego. Przyjrzyjmy się temu artykułowi nieco bliżej.

Dziennikarskie przewidywania to zwykłe wróżenie z fusów, w tym przypadku z ruchów transferowych warszawskiej Legii. Dla nieznających tematu i niebędących na bieżąco z polskim podwórkiem piłki nożnej przypominamy. Legia Warszawa, mistrz naszego kraju, ściągnął do tej pory od początku nowego roku czterech piłkarzy. W kolejności są to: środkowy pomocnik Domagoj Antolic, emerytowany napastnik Eduardo Da Silva (dokładnie ten z przeszłością w Arsenalu, obecnie 35 lat), skrzydłowy Marko Vesovic oraz francuski obrońca William Remy. Nie nam to jeszcze oceniać czy są to dobre ruchy czy też nie, ale przedstawimy fakty dotyczące powyższych piłkarzy porównując je z tekstem z futbolfejs.pl. A więc, let’s go.

„Oczywiście za wcześnie, by cokolwiek dobrego (albo złego) napisać na temat zimowych transferów Legii w kontekście jakości piłkarskiej i przydatności tych zawodników do zespołu Romeo Jozaka.”

Ahh, sam początek tekstu i już takie przyznanie się do zwykłego clickbaitu. Autor tłumaczy, że na ten moment – 8 stycznia, miesiąc przed rozpoczęciem ligi – jeszcze za wcześnie, by przewidywać kto zostanie Carlitosem, a kto co najwyżej Nicki Bille Nielsenem, ale co szkodzi w artykule pisać o tym, że Legia pod względem transferów wygląda jak zespół z innej planety i ściąga Messiego, Ronaldo i Lewandowskiego. To w takim razie jakie są założenia artykułu?

„Dlatego cieszy, że tym razem w przypadku mistrzów Polski okno transferowe nie wygląda jak przypadkowe polowanie na safari – pojedziemy i zobaczymy, coś tam zawsze uda się przecież ustrzelić. A nuż będzie to jakieś grube zwierzę.”

Jakie jest prawdopodobieństwo, że zawodnicy „nie zostali upolowani na safari”, jak sugeruje autor tych słów, a zostali dokładnie przeanalizowani pod każdym względem przez grupę skautów? W przypadku Antolicia i Vesovicia mamy wręcz pewność, że zostali oni poleceni Dariuszowi Mioduskiemu przez szkoleniowca „Wojskowych” Romeo Jozaka. W którym miejscu nie przypomina to podobnej sytuacji przy udziale Jana Urbana w Lechu Poznań, do którego to szkoleniowiec za swoim poręczeniem sprowadził hiszpańskiego magika Sisiego, który został pół roku później równie szybko odpalony?

Eduardo to też Chorwat, zapewny jakiś procent zasług za ściągnięcie wielkiego nazwiska do Warszawy odpowiada Jozak, więc tutaj też raczej nie mówimy o żadnych działaniach skautów. Jedyny, który zapewne był obserwowany to William Remy, ale do głębszej analizy piłkarzy jeszcze dojdziemy.

„Teraz  wygląda na to, że zimowy zaciąg od samego początku ma ręce i nogi. Widać, że został odpowiednio zaplanowany i jest konsekwentnie realizowany. Po pierwsze, już pod koniec rundy jesiennej Jozak wiedział, że wiosną nie będzie w zespole Guilherme. Pewnie, że lepiej by było, gdyby był, ale konkretna informacja zawsze lepsza od przeciągania liny, jakie miało miejsce latem w przypadku Vadisa, czy rok temu w przypadku Prijovicia. Przynajmniej wiadomo, na czym się stoi. Po drugie, wiadomo też było, kto wypadł z łask szkoleniowca bądź nigdy go do siebie nie przekonał. Sprawa wypożyczeń Hildeberto, czy Nagy’a też została już wcześniej przyklepana. Zespół opuszczą pewnie jeszcze jacyś piłkarze, ale kibice Legii mogą być chyba spokojni o to, że nie będzie to nikt z kluczowych zawodników.”

Najważniejsze dla Legii zimą było to, aby obniżyć nieco budżet płacowy i pozbyć się zawodników zarabiających pieniądze, na które po prostu swoją grą nie zasługują lub chociaż zejście z ich pensji. Gromkie brawa za odpalenie Hildeberto i wypożyczenie go do angielskiej trzeciej ligi. Nie mamy pojęcia, kto odpowiadał za jego transfer do Legii, ale obok Chukwu, Sulleya, Sanogo czy Ojaamy, jest to jedna z największych pomyłek transferowych mistrzów Polski w ostatnich latach.

Najzabawniejsze w cytowanym fragmencie jest sama jego końcówka. „Jacyś” piłkarze z Legii odejdą, ale nie będą oni z tych „kluczowych”. A Michał Pazdan? Reprezentant Polski, obrońca z 21 występami w tym sezonie, zazwyczaj grywał w pierwszej jedenastce. Naprawdę zdaniem autora jest on nikim kluczowym? Prawda, na ten moment w klubie jeszcze jest, ale lada moment ma odejść do ligi francuskiej czy innej tureckiej i luka na środku obrony zostanie. Nie jesteśmy pewni czy William Remy, bo chyba w tym celu Francuz został ściągnięty, będzie go w stanie z miejsca zastąpić.

„Antolić i Vešović to piłkarze, którzy cały czas byli w gazie, nie trafili tu z ławki, trybun czy gabinetów lekarskich. To są piłkarze gotowi do tego, by od razu wskoczyć do podstawowej jedenastki. Podobno Eduardo też.”

Domagoj Antolic to pomocnik, były zawodnik Dinama Zagrzeb, dla którego w chorwackiej lidze zagrał w bieżących rozgrywkach piętnaście razy, wielokrotnie zakładając na swoje ramię kapitańską opaskę. Rolę na boisku ma bardziej defensywną i jest łącznikiem, między formacją obroną, a kreowaniem gry – choć sam tego drugiego nie robi. Typowy przecinak. Co do niego większych zastrzeżeń nie mamy. Marko Vesovic natomiast to skrzydłowy, czy według wielu źródeł prawy obrońca, mający zawrotną liczbę asyst i goli: po dwie z każdej z nich. Ot, przeciętniak ligowy – tak przynajmniej mówią statystyki. Przykład: Łukasz Broź, obrońca, ma 3 asysty i 2 bramki. Jest w gazie? Raczej nie.

Pierwszy z nich ma atuty, żeby stać się solidnym piłkarzem na miarę naszej ligi, drugi mniej – to jednak piłkarze z dużą ilością występów w swoich byłych drużynach, co im oczywiście zapisujemy na plus. Nie ma tutaj mowy o żadnym wspominanym „gazie”, bo gdyby tak było, jeden byłby wybierany do jedenastek roku (nie mamy na myśli różnych wariantów statystycznych InStata), a drugi z co najmniej dziesięcioma asystami na koncie. Chyba, że autor miał na myśli inny gaz, to zwracamy honor. No i znowu bardzo śmieszy końcówka cytatu. Słówka „podobno, chyba, wydaje się” są używane w tekście na futbolfejs.pl bardzo często. Zwykłe wróżenie z fusów, choć kierowane in plus, całkowicie bez jakichkolwiek podstaw. Mowa o Eduardo, niedługo 35-letnim napastniku, nie mającego żadnego kontaktu z piłką od roku, a gdy grał w swoich poprzednich zespołach w sezonie 2016/2017 w 28 meczach strzelił trzy bramki. Wow, szok, niesamowity gaz!

„Szału nie ma, ale też trudno spodziewać się, by Legia lub jakikolwiek inny polski klub był w stanie wyrwać jakiegoś podstawowego piłkarza któregokolwiek z klubów francuskiej ekstraklasy. Jeszcze długo, długo nie. A że o Remy’ego walczyło kilka klubów Championship, to wydaje się, że w piłkę grać potrafi.”

William Remy? Jedna wielka niewiadoma. Wielkiego szału nie ma. Co więcej, sam autor informuje, że poprzedni mecz Francuz w poważnych rozgrywkach rozegrał prawie roku temu. W jaki sposób to usprawiedliwia? Na żadnego czołowego piłkarza ligi francuskiej szans nasze kluby nie mają. To jaki jest sens ściągania jakichkolwiek zawodników z tej ligi? Po co kolejny szrot? Zawodnik, który nie gra? Co prawda, to jest Ekstraklasa, tu każdy może się sprawdzić, ale bierzmy to na logikę.

27 stycznia 2017 roku. Ostatni mecz Williama Remy’ego w pierwszej jedenastce Montpellier. Są pogłoski, że nie chciał przedłużyć wygasającego kontraktu, ale powątpiewamy, że także na decyzję władz/trenera nie miała również wpływu jego forma piłkarska. Wspomnienie o tym, że walczyło o niego kilka klubów zaplecza Premier League – o ile to prawda – nie dowodzi tak naprawdę niczego. Liczba transferów tak naprawdę nie znaczy nic. Przyjdzie taka Nieciecza, zrobi osiem transferów i też będzie wyglądała na zespół z innej galaktyki? No szanujmy się.

„Żeby była jasność – nie chwalę dnia przed zachodem ani żony przed rozwodem. To, że Legia pod względem transferów wygląda tej zimy na tle pozostałej naszej ligowej stawki jak zespół z innej planety, w ostatecznym rozrachunku nie musi wcale przesądzić o jej końcowym triumfie w walce o mistrzostwo. Pół roku temu Lech bardzo szybko podziałał na rynku transferowym i za wiele dzięki temu latem w pucharach, a potem jesienią w lidze nie pograł.”

Legia wykonała cztery transfery, które na obecny stan są wielką niewiadomą. Mówienie z miejsca, że dzięki nim Legia wygląda jak zespół z innej planety wskazuje, że ktoś nieźle odleciał (może też na inną planetę)? Warto też przypomnieć sobie, co mówiono pół roku temu, gdy do Poznania ściągnięto wówczas ośmiu piłkarzy – siedmiu obcokrajowców i jednego Polaka. Wywołało to niesamowitą burzę. Zadawano wiele pytań i jeszcze przed pierwszymi meczami wysuwano daleko idące wnioski typu: „szrot”, „nikt się nie sprawdzi”, „w wyjściowej jedenastce nie będzie Polaków”.  Każdy ruch do klubu z miejsca oceniany był przez media jako „niewypał”. Nie można mówić, że wiele pomogli drużynie jesienią Nicklas Barkroth, Vernon de Marco, Deniss Rakels czy Nikola Vujadinovic. Dwóch z nich jednak to mało ryzykowne wypożyczenia, które zostaną zakończone już niedługo. Co z resztą? Emir Dilaver – solidny obrońca, Mario Situm – niezła technika, wyróżniający się w lidze, Christian Gytkjaer – niedoceniany, z 10 golami, zakończył rok z hat-trickiem, mający jeden z najlepszych współczynników „liczcba strzałów/bramka”, Janicki – większość meczów w podstawowym składzie. Chyba nie tak źle?

Porównajmy to do analogicznej sytuacji w warszawskiej Legii. Do klubu sprowadzono Łukasza Monetę, Cristiana Pasquato, Hildeberto, Armando Sadiku, Krzysztofa Mączyńskiego i Inakiego Astiza. Czy poza byłym piłkarzem Wisły Kraków ktoś rzeczywiście robi aż taką różnicę? Dwóch z nich już się pozbyto. Los Albańczyka po sprowadzeniu chorwackiego snajpera i nie tak złym statystykom Jarosława Niezgody też wydaje się być przesądzony. W pierwszej jedenastce również próżno szukać miejsca dla Cristiana Pasquato, który poza jednym przecudownym golem nie udowadniał, że rzeczywiście jest wart wydania miliona euro.

A jak jest z tymi Polakami grającymi w pierwszym składzie? Po dodaniu tych zawodników do składu, jedenastka mistrzów Polski będzie najprawdopodobniej wyglądać tak: Malarz – Jędrzejczyk, Remy, Astiz, Hlousek – Mączyński, Antolic – Vesovic, Moulin, Hamalainen – Eduardo. Ilu Polaków? Ano trzech, ale nie spotkamy dzisiaj nagłówków: „Legia nie stawia na młodych polskich piłkarzy”, „Zagraniczny szrot w Warszawie”, „Legia słabnie”, bo to nie będzie prawdopodobnie klikalne. Szkoda, skoro wobec innych klubów pisze się tak, to w podobnym przypadku wypadałoby w identycznych sytuacjach pisać podobnie. Trochę obiektywizmu. Ile to już było tekstów „liga szkocka”, „za pieniądze z Ligi Mistrzów zdominują polski futbol”, „Hildeberto stanie się nowym Ofoe”, „Hildeberto zje ligę”… Można wymieniać jeszcze więcej. Nie pompujmy żadnego klubu czy piłkarza przed wyjściem na boisko, nie wróżmy z fusów i poczekajmy na pokazy boiskowe. O to chyba chodzi w piłce nożnej, prawda?

Zdjęcie: Wikipedia Commons.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi