Z miłości do włoskiego futbolu

Niesamowity klimat, urokliwe morza, bogactwo kulinarne, wysoko rozwinięta kultura – to zwykle przyciąga Polaków do Włoch. W prawdzie Polska też ma swoje uroki, ale Włosi mimo wszystko mają bardziej rozwiniętą kulturę i wolałbym leżeć na jednej z włoskich plaż niż tych polskich.

Kownacki, Linetty, Bereszyński, Jaroszyński czy Salamon – to grupka osób, które zakochały się we włoskim futbolu. Albo włoski futbol zakochał się w nich. To ciężko stwierdzić, ale na pewno miłość jest odwzajemniona i osobom „z zewnątrz” może wydawać się też, że związek jest korzystny i idealny dla obu stron.

Mówiąc „włoski futbol”, mam na myśli wszystkich Włochów związanych z piłką nożną. Rozumem są tam władze klubów, natomiast sercem kibice. Na to składa się ideał – fani włoskiej piłki są świetni, a przy oglądaniu transmisji widać ich podniecenie każdą akcją. Zawsze mają nadzieję, a co najważniejsze – doceniają tych obcokrajowców, którzy dodają jakości włoskiemu futbolowi. Chociażby fani „Błękitnych” darzą sporą sympatią Arka Milika, zaś kibice „Blucerchiati” polubili Kownackiego. A wdzięczność za ich starania uwidoczniona jest na trybunach. Zawodnik lepiej i pewniej będzie się czuł, gdy może liczyć na owacje od tysięcy kibiców na stadionie od tego, gdzie ktoś w ramach miłości do klubu zniszczy przystanek. Nie tędy droga.

Najważniejszą częścią jest rozum, czyli po prostu geniusze włoskiego futbolu. Wiedzą jak przedstawić  włoski klimat, piękne morza, wspaniałą kulturę na murawie. Trzeba być piłkarskim reżyserem, aby dokonać takiej adaptacji. Dokładniej rzecz ujmując, poprzez ten klimat, morze i kulturę rozumiem świetną i piękną grę defensywną, pomysły na rozgrywanie akcji, kontry, ba to nie wszystko – kładziony detal na detalu, tak, aby każdy element do siebie pasował, nietuzinkowe i piękne rozwiązania, kontry, pomysłowość i kreatywność. Zwłaszcza ta gra defensywna, która jest genialna pod każdym aspektem. Można się o tym przekonać oglądając chociażby starcie Juventusu z Napoli.

Serie A jest bardzo przyjemną ligą, choć inną do tych, gdzie możemy oglądać starcia Messiego, choć ja z tego przyjemności nie czerpię. Oglądając La Ligę, ciągnie mnie do wyjścia poza dom. W Serie A tak nie jest – Włochy mają swój urok, tak, że po prostu nie da się odejść sprzed telewizora nawet do toalety. Pozytywne uzależnienie. Serie A wprowadzi Cię w zachwyt, a nie w grobowy nastrój. Cieszę się, że częścią tej ligi zostało tak dużo Polaków. Miło się robi, gdy częścią czegoś tak wspaniałego mogą być twoi rodacy.

To teraz pora na ciemniejszą stronę artykułu. Były zachwyty, to też trzeba coś skrytykować i to tak solidnie. Lotto Ekstraklasa, czyli rozgrywki, które są… niczym. Polska jest naprawdę ładnym krajem, ale nasza liga jakoś nie odwzorowuje tego na boisku, w przeciwieństwie do Serie A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *