Słaby produkt w ładnym opakowaniu. Mroźna inauguracja w Płocku

Mecze w ligach na europejskim poziomie już od dawna przyzwyczajają, że mogą zagwarantować wiele. Ekwilibrystyczne interwencje, bramki z cyklu „stadiony świata”, akcje z podaniami z pierwszej piłki, czy postawa obrońców z mającym wrodzonym „antizipiren”. Dzisiaj to wszystko mieliśmy opakowane, w „troszkę” słabszej jakości produkt o nazwie „Inauguracja rundy wiosennej LOTTO Ekstraklasy”.


Do Płocka przyjechała pełna nadziei przed nowym, wiosennym rozdaniem drużyna z Zabrza. Ekipa Marcina Brosza musiała zmierzyć się z kilkoma trudnościami, np. brakiem podstawowej pary stoperów Wieteska-Suarez i z tego względu skład 14-krotnego mistrza Polski w okienku transferowym został zasilony o obrońcę prosto z Udinese-Pawła Bochniewicza. Oprócz duetu W-S nie mógł zagrać Koj, który miał problemy kondycyjne. W jego miejsce trener Górnika wstawił Adriana Gryszkiewicza-18 letniego debiutanta. Na załatanie dziury w środku defensywy zagrał dodatkowo Szymon Matuszek, a na prawej doświadczony w tym sezonie Wolniewicz. Po sparingach i na papierze wyglądało to nie najgorzej, ale ekstraklasowe realia brutalnie zrugały eksperymentalną defensywę Zabrzan. Każda bramka to skarcenie nieudolności formacji obronnej Trójkolorowych, która w starciu z Nafciarzami nie miała absolutnie niczego do powiedzenia.

To samo tyczy się bardziej wysuniętych do przodu piłkarzy ze Śląska. W ofensywnie ekipy 14-krotniego mistza Polski nie było nikogo, kto mógłby dokładnie posłać piłkę do przodu lub pokusić się o rozegranie. Igor Angulo był totalnie niewidoczny, który oddał tylko jeden strzał. Szymon Żurkowski również nie zagrał na poziomie chociażby drużyny Fiorentina Primavera, z którą przecież nie tak dawno był łączony. Widoczny był brak na lewej stronie Rafała Kurzawy, który w prawdzie wszedł w drugiej połowie, ale nawet on nie był w stanie zdziałać cokolwiek.

W tych wszystkich komentarzach, nie można zapomnieć o anty-bohaterze drużynie z Płocka. Mowa tutaj o debiutancie-Thomasu Dahne, który chyba zbyt do serca wziął sobie uwagi od swojego klubowego kolegi- Seweryna Kiełpina. Patrząc na jego grę i wspaniałe parady przy bramkach dla Górnika podejrzewam, że co mniej wprawiony kibic Nafciarzy obserwujący dzisiejsze spotkanie z wysokości trybun stadionu im.Kazimierza Górskiego, mógł całkiem świadomie mylić Niemca z doświadczonym bramkarzem Wisły.

Natomiast odwrotne nastroje od Dahna i całego Górnika może mieć pozostała część drużyny z Płocka. Zagrali imponujące spotkanie, w kluczowych momentach nie podłamali się błędami swojego bramkarza, tylko konsekwentnie grali swoje. Bezlitośnie wykorzystał pomyłki swoich przeciwników Kante, który odpłacił się swojemu byłem klubowi w postaci 2 trafień. Przyjemnie dla oka zagrał Stilić, który wyłożył dobrze piłkę przy 3 bramce dla zespołu z Mazowsza, a tempo Michalaka to coś, na co następni przeciwnicy Wisły będą musieli uważać.

Podsumowując, w obliczu najgorzej grającego Górnika w tym sezonie, Płocczanie w dobrym stylu zrewanżowali się u siebie, za ostatnią porażkę w sierpniu przy Roosevelta. Liga dopiero ruszyła, ale brak sensownych, będących w formie zmienników dla obrońców i bardzo sztywna oraz wąska kadra, może dać do myślenia w Zabrzu, że jeśli chcą walczyć o najwyższe cele, nad kilkoma rzeczami trzeba jeszcze gruntownie przysiąść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *