#TeamBrosz – Sympatyczny Żabol

Wielu użytkowników Twittera zarzuca mi zbytni optymizm i nie rozumie zachwytów nad tym, co tworzy Marcin Brosz. Przeważnie są to kibice klubów, które organizacyjnie i finansowo są na pewno stabilniejsze od Górnika Zabrze, jednak brakuje im tej magii, która sprawia, że trybuny są wypełnione po brzegi, a cały region żyje wynikami klubu.

Ciekaw jestem, kiedy ci malkontenci spotkali się z sytuacją w swoich klubach, gdzie bilet na mecz był towarem deficytowym, kolejki w miejscach sprzedaży biletów przypominały te ze sklepów mięsnych z lat osiemdziesiątych, a dzieciaki na boiskach szkolnych nie wcielały się w rolę Messiego, Ronaldo czy Lewandowskiego, tylko bramki strzelał Angulo, rożne bił Kurzawa, a bronił to wszystko Loska.

Skąd to się bierze?

Brosz mając jeden z najsłabszych budżetów w ekstraklasie stworzył drużynę młodych gniewnych, przed którą respekt czuje Legia czy Lech. W dodatku tych chłopaków ludzie znają. „Ja, jo z nim kopoł w gimnazjum”, „to jest somsiod mojej ciotki” i tym podobne zdania słyszy się w rozmowach kibiców Górnika na co dzień. To buduje tę pozytywną atmosferę i wręcz rodzinny klimat. Nawet, gdy jakiemuś zawodnikowi coś nie wychodzi to traktujesz go jak kuzyna, który ma szansę się poprawić i przynosić rodzinie chwałę, a nie jak pracownika, który spartolił robotę.

Sir Marcin Brosz

Wystarczy posłuchać wywiadów z Panem Trenerem, żeby zauważyć, że przypadku w tym wszystkim za wiele nie ma i żeby umniejszyć mu zasługi przytacza się argument, że taka polityka kadrowa wymuszona jest sytuacją finansową… Owszem, tylko pamiętajmy z jakim pomysłem przychodził Marcin Brosz. Od razu nie przeprowadził rewolucji tylko przygotowywał następców tak, by weszli do pierwszego składu gotowi. Okoliczności sprzyjały, bo w pierwszej lidze łatwiej się wprowadza młodzież, biorąc pod uwagę fakt, że większość już Górnika z walki o awans skreśliła, a presja nie była na początku aż tak ogromna.

Jaka była jesień w wykonaniu Żaboli każdy widział i puchnięcie było wynikiem wąskiej ławki, bo kuźnia talentów nie działa jak masowa fabryka i czasami trzeba poczekać na kolejny diamencik do oszlifowania. Wielu znów prorokowało rozkupienie Górnika w oknie transferowym i niewiele wskazuje w tym momencie na to, żeby odszedł choćby jeden zawodnik, a jak na razie jest wręcz przeciwnie, doszło kilku bardzo ciekawych piłkarzy, w tym reprezentant Polski U21 Paweł Bochniewicz i Daniel Smuga, czyli jeden z najlepiej zapowiadających się zawodników III ligi. Do tego szybkie postępy robi Wojciech Hajda oraz w sparingach świetnie prezentował się 18 letni obrońca Adrian Gryszkiewicz, mający szanse szybkiego debiutu w Lotto Ekstraklasie.

Zrozumieć wizję

W Zabrzu chyba rozumieją to, czego poprzedni pracodawcy Marcina Brosza zrozumieć nie potrafili lub zrozumieć nie chcieli, czyli że ten Pan chce budować zespół mając wizję na kilka lat do przodu. Na pewno krzywo patrzą się na to wszystko agenci, którzy przyzwyczajeni do karuzeli i zamkniętego rynku mieli zapewniony zarobek i w sumie mało się musieli się przy tym wszystkim napracować.

Prognoza

Jako kibic Górnika liczę na jakiekolwiek trofeum, grę w europejskich pucharach, a wielką fantastyką nie jest tu nawet podwójna korona. Jednak jak o wszystkie ambitne cele w życiu będzie trzeba powalczyć i myślę, że chłopcy z Zabrza nie odpuszczą, bo są świadomi swego potencjału. Mają głód zwyciężania oraz wszystko to, czego na tym poziomie piłkarz potrzebuje. Czuję, że w gablocie coś nowego zawita.

 Znajdź mnie na Twitterze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi