Ligowe Mgnienia

Witam wszystkich z perspektywy łóżka, z którego najchętniej bym się nie podnosił wcale, chyba, że do lodówki. Wróciła liga, skatowałem się kilkoma meczami rodzimej najwyższej piłkarskiej klasy roz(g)rywkowej, przy wcale niezłym komentarzu panów z WeszłoFM. Żałuję tylko, że nie byłem świadkiem dantejskich scen przy udziale Sławka Peszki. Z tego co słyszałem – napisała się tam nowa karta w dziejach polskiej radia, nie tylko internetowego.

O grze samego zainteresowanego z Wisełką się nie wypowiem, bo meczu nie oglądałem, walnął bramkę, więc na pewno miał co świętować, a Lechia oddaliła się dzięki jego bramce od strefy spadkowej na kolejny, jakże cenny punkt. Co do pozostałych sobotnich gier – żałuję tylko Śląska z Cracovią, miło byłoby utrzeć nosa Probierzowi, zwłaszcza, że ten o mało co latem Janka Urbana przecież nie zastąpił (oczywiście pisane z sympatią, pana Michała bardzo cenię jako trenera i fachowca), szkoda też Mariusza Pawelca, który fatalnie obciął się przy drugiej bramce dla Pasów. Takich zagrań rodem ze szkolnych asfaltowych boisk spodziewałbym się raczej po Wiedźminie z Pomorza, czyli Mateuszu Lewandowskim… Pogoń tymczasem wdeptała w ziemię Sandecję, co jednak – umówmy się – nie jest wyznacznikiem czegokolwiek, bo z Sandecją powinna wygrywać nawet tak słaba drużyna, jak Legia Warszawa.

Legia Warszawa, która, zdaniem wielu, najlepiej spożytkowała okno transferowe, przynajmniej spośród klubów Ekstraklasy, zasilając skład piłkarzami (czy też ludźmi wykonującymi zawód piłkarzy) z ligi chorwackiej, byłą szeroko rozumianą gwiazdą Arsenalu czy Szachtara, czy dwoma grajkami z ligi francuskiej. Ja osobiście najbardziej wierzę w Mikołaja Kwietniewskiego, czekam na nowego Kowala, który pojawi się znikąd, strzeli parę ważnych goli, stanie się idolem. Na dobrej drodze jest Jarek Niezgoda, skuteczny napastnik, z nosem do bramek, ma tylko jedną wadę – nie umie grać w piłkę. Ale spokojnie byli już porządni strzelcy, którym piłka odbijała się od nóg, choćby Nikolić, daleko nie szukając. Nie przemawia do mnie natomiast zupełnie „wart 9 milionów euro” Sebastian Szymański, z ludzi o tym nazwisku wolałbym mieć w drużynie Damiana, tego z Wisły Płock, która, moim zdaniem, jest klubem złożonym z najbardziej niedocenianych, a niezłych przecież piłkarsko ligowców. Nie rozumiem też, dlaczego tak łatwo w Legii odpuszczono Konrada Michalaka, byłby przecież lepszy i od Kucharczyka, i wcześniej od Guilherme, nie musiano by się męczyć z Nagym… A dlaczego byłby lepszy? Bo jest najzwyczajniej w świecie szybszy, gaz nieprawdopodobny, większy nawet niż u Mazka czy Koseckiego z ich najlepszych czasów. A szybkość robi różnicę w naszej ślamazarnej jak wyścig żółwi lidze.

Co do transferów Legii – póki co, może poza Remym, wygląda na megaklapę. Antolić, wieloletni piłkarz Dinama Zagrzeb, będzie po prostu nowym Vrdoljakiem (Ivica też był za słaby, by wyjechać poza Chorwację i skończył w Legii), Vesović na dzień dobry się połamał. Phillips? Luksemburski odpowiednik Michała Kopczyńskiego. Eduardo? Jak zawsze w przypadku tego typu transferów jestem sceptyczny. Przed oczyma mam Ljuboję, który, niczym w piosence Quebonafide, bawił się jak szejk, a na boisku bywało diametralnie różnie, czy też (stary przykład) Olega Salenkę i jego wszystkie wspaniałe bale w stylu: Biełyje rozy, biełyje rozy, szto s nimi sdielal snieg i marozy. Legia po mistrzostwo pewnie sięgnie, ale to z bardzo prostej przyczyny – w tym sezonie już naprawdę nie ma z kim przegrać, w Lecha, który wzmacnia się Tomasikiem (!!!), nie wierzę, zaś Górnik przypomina trochę nieśmieszny żart, jak bowiem traktować poważnie drużynę, która na własnym stadionie przegrywa czwórką z rozpieprzoną po derbach Cracovią, a na starcie nowej rundy powtarza to samo z Wisłą Płock. Jeśli jednak Legia ma zdobyć tytuł po takich meczach­ jak ten piątkowy z Zagłębiem (i to bez Jacha, Świerczoka, Starzyńskiego, bez nikogo), w których zwycięstwo w ostatniej minucie będzie ratował wiecznie kulawy Miro Radović – mówiąc szczerze, na dłuższą metę raczej nic dobrego nie wróżę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *