Niebieskie przedszkole Abramowicza, czyli problemy wychowawcze piłkarzy z wielkim ego

Sezon 2014/15 zakończył się dla Chelsea sukcesem. Jose Mourinho zdobył z klubem swoje trzecie mistrzostwo Anglii i wszystko wróciło do stanu tak długo wyczekiwanego przez kibiców The Blues. Fani przez lata tęsknili za Portugalczykiem i dominacją w w lidze. Niestety nic nie trwa wiecznie.

Początek sezonu 15/16 był szokujący dla mistrzów Anglii. Remis na inauguarcję sezonu ze Swansea, porażki z Manchesterem City, Crystal Palace, Southampton czy Bournemouth sprawiły, że klub ze Stamford Bridge zajmował 16. miejsce w tabeli. Właściciel Roman Abramowicz starał się nie popełnić błędu przez długi czas, ale w końcu nie wytrzymał i zwolnił Jose Mourinho.

W tym miejscu zaczyna się geneza obecnych problemów Antonio Conte. Piłkarze Chelsea nie chcieli wówczas grać dla Portugalczyka i dostali to czego chcieli – zwolnienia Mourinho. Dziś chcą tego samego wobec Włocha.

„Nie można zwolnić drużyny, więc trzeba zwolnić trenera” – tak mówi się w Stanach Zjednoczonych. Gdy jednak spojrzymy na jedyne drużyny za oceanem, które od 20 lat nie przerwanie są na topie – San Antonio Spurs i New England Patriots to zauważymy dwa podobieństwa. Po pierwsze nikt nie jest większy od klubu, po drugie stabilność na stołku trenera.

Zwalniając Mourinho Abramowicz pokazał kto ma siłę w Chelsea. Ktoś powie, że jaki to błąd skoro pod wodzą Conte The Blues wygrali 13. spotkań z rzędu i sięgnęli po mistrzostwo Anglii. Otóż teraz widzimy po raz drugi sabotaż zawodników The Blues.

Eden Hazard i Cesc Fabregas byli głównymi przeciwnikami Mourinho w szatni – szatni, w której tylko John Terry był graczem z trzonu poprzedniej, złotej generacji Chelsea. Teraz według doniesień brytyjskich dziennikarzy tylko Cesar Azpilicueta stoi jeszcze po stronie Conte. Włoch miał ponoć zarzucić piłkarzom, że zachowują się jak rozwydrzone dzieci.

Problem ze zwalnianiem trenerów nie dotyczy tylko angielskiej Premier League. Najłatwiej spojrzeć na rodzime podwórko, gdzie najdłużej pracującym w jednym klubie trenerem jest Nenad Bjelica, który ostatnie 2 lata spędził w Lechu. Reszta rotuje się niczym siatkarze co zagrywkę.

Conte jest z góry skazany na porażkę. Jego jedyną nadzieją jest pogodzenie się z piłkarzami i pójscie im na rękę, co również obniży jego autorytet i z pewnością w przyszłości zaszkodzi. Włoch jest w sytuacji „i tak źle i tak niedobrze”, a przed Chelsea przecież dwumecz z Barceloną.

Jednym wyjściem z sytuacji jest zwolnienie Włocha i zatrudnienie po raz kolejny Guusa Hiddinka, ale co  wtedy? Klub zatrudni nowego menedżera, piłkarze będą chcieli dla niego początkowo grać, a potem znowu strzelą focha?

Chelsea powinna spojrzeć na swój zespół i zastanowić się czy to jest sposób na jego budowę. Tiemou Bakayoko, Danny Drinkwater czy Ross Barkley nie pomogą tej drużynie, a tylko zajmują miejsca młodzieży ze Stamford Bridge. Przykład? Tammy Abraham, który obecnie strzela bramki dla fatalnej ofensywnie Swansea. W Championship młody napastnik strzelił 20 goli w jednym sezonie. Latem Chelsea będzie miałą najpewniej 3 napastników, Alvaro Moratę, Oliviera Giroud i wracającego z wypożycznie Michyego Batshuayia, a miejsca dla Abrahama nie będzie.

To samo się tyczy Lewisa Bakera czy Nathaniela Chalobahy. Obaj byli uważani za złotych chłopców angielskiego futbolu, ale nigdy nie dostali szansy w klubie. Nie wspominając już o zawodnikach pokroju Kevina De Bruyne, Romelu Lukaku czy  Mohammeda Salaha.

Obecny skład potrzebuje rewolucji. Fabregas, Willian czy Pedro to są zawodnicy, którzy pograją  jeszcze 2-3 lata w tym klubie jak nie mniej i odejdą. Nie lepiej poświęcić ich czas na murawie zawodnikom młodszym? Nie mówie tu o starciu w Lidze Mistrzów z Barceloną, ale może od przyszłego sezonu?

Chelsea powinna zatrzymać Conte i dać mu szansę budowy własnego zespołu, opartego o swoich piłkarzy i wychowanków klubu. Może się to okazać fatalne w skutkach w tym sezonie, ale teraźniejszość jest równie ważna co przyszłość. Wszyscy chcą wygrywać trofea jak najszybciej, ale czasem jest lepiej zrobić jeden krok do tyłu, by potem zrobić dwa do przodu.

Filip Bares – dziennikarz Polska The Times.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *