Uparty Nenad daje Lechowi „cenny” remis

Lech Poznań ma już za sobą pierwszy mecz w nowym roku. Dzięki zaawansowanym schematom taktycznym i refleksowi Nenada Bjelicy, udało się wycisnąć z niego maksimum i strata do lidera po tej kolejce wyniesie nie 5, a „tylko” 4 oczka.

W czasie przerwy zimowej jak zawsze i przy okazji każdej drużyny, w materiałach propagandowych informacyjnych ze strony klubu, zapewniano o wytężonej pracy i efektach, które miały mieć przełożenie w lidze. Jest to oczywiste, w końcu żaden kibic nie chce słyszeć, że piłkarze noszący na koszulce ukochany herb lenili się, a drogi obóz przygotowawczy był tylko fajnymi wakacjami. Nie zamierzam również sugerować, iż zawodnicy Lecha nie zrobili kompletnie nic. Zapewne dołożyli starannego wysiłku na treningach, zgodny z zaleceniami trenera, co teraz przekłada się na taką, a nie inną grę.

Nie wierzę, że taktyczna niemoc Kolejorza, którą zaprezentował po raz kolejny w Gdyni, to efekt nieudolności zawodników, czy niezrozumienia zaawansowanych poleceń Nenada Bjelicy. Zapewne piłkarze robią po prostu to, co każe im trener. A że nie przynosi to zbyt dużego efektu, to już oddzielna kwestia… Szalenie zastanawiające jest to, jak bardzo można być konsekwentnym w ciągłym powtarzaniu niesprawdzającego się schematu. Bjelica już jakiś czas temu wymyślił sobie jak ma grać Lech – piłka na skrzydło, a potem dzida w pole karne do nikogo. Czasem ktoś zawiedzie trenera i wrzuci piłkę po ziemi. Co prawda daje to potem szanse Gytkjaerowi na zdobycie gola, ale mam nadzieję, że taka niesubordynacja jest surowo karana! Zdarzają się również przebłyski zawodnikom „inteligentnym”, którzy indywidualnymi akcjami, czy prostopadłym podaniem uruchomią swoich kolegów i przyniosą dzięki temu ciekawą akcję. Jednak ze względu na częstotliwość tego typu zagrań, te zapewne też są tępione przez Bjelicę z całkowitą i zasadną stanowczością.

Do przedstawienia pozostaje jeszcze kwestia gry obronnej. Tu akurat wszystko wygląda bardzo dobrze. Lech dosyć wyraźnie przewodzi w klasyfikacji straconych goli, mając ich 4 mniej niż druga Arka. Rzadko również przegrywa (do tej pory zanotował zaledwie trzy porażki), ale ile można remisować? Spotkanie z Gdynianami było czwartym z rzędu bezbramkowym remisem Poznańskiej Lokomotywy na wyjeździe oraz 10. podziałem punktów w obecnym sezonie w ogóle. Istnieje prawdopodobieństwo, że Chorwat po prostu zapomniał, iż „jakiś czas temu” zmieniono zasady punktowania i za zwycięstwo przyznaje się już 3 oczka, a nie tylko 2. Faktycznie, w starym systemie remisy były o wiele cenniejsze, ale teraz „niestety” nie są już tak promowane i aby zdobywać trofea trzeba wygrywać. Niewiedza trenera o tej „drobnej” zmianie mogłaby wytłumaczyć dlaczego zawsze jest taki zadowolony po bezbarwnym 0:0, a Kolejorz kolekcjonuje tego typu wyniki niczym wytrawny filatelista znaczki.

Nie można jednak powiedzieć, że Nenad Bjelica kompletnie zawalił to spotkanie. Dzięki jego refleksowi i trzeźwemu spojrzeniu faktycznie udało się ocalić ten jeden punkt. W czasie dokonywania podwójnej zmiany, polegającej na zastąpieniu zawodnika spoza UE, wprowadzeniu w jego miejsce Polaka, a potem zastąpienia Szweda Bośniakiem, kierownik drużyny chciał dokonać tych roszad na odwrót. Gdyby jego decyzja faktycznie doszła do skutku, wtedy przez paręnaście sekund w Lechu „występowałoby” trzech zawodników spoza Unii jednocześnie. Może i absurd, ale zgodnie z regulaminem rozgrywek byłaby to przesłanka do przyznania walkowera na korzyść Arki. Jedynie gwałtowna i ostra reakcja Bjelicy naprostowała sprawę i pozwoliła na zmianę w odpowiedniej kolejności. Brawo trenerze! Mam nadzieję, że wszyscy kibice Lecha są mu niezmiernie wdzięczni za ocalenie tego jednego punkciku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *