Joan Carillo – w poszukiwaniu złotego środka

Styczeń 2017. Pogrążona w kryzysie Wisła Kraków podpisuje kontrakt z nikomu nieznanym hiszpańskim szkoleniowcem Francisco „Kiko” Ramirezem Gonzalezem. Jego przyjście zwiastuje kierunek z którego czerpać będzie Manuel Junco. O ile samo opieranie zespołu na południowcach spotkało się z optymizmem, o tyle samo zatrudnienie trenera, który nigdy nie wychylił nosa poza tamtejszą trzecią ligę, już nie.

Tymczasem równolegle do tych wydarzeń, gdzieś na południu Chorwacji, jego rodak, Joan Carrillo podpisuje kontrakt z Hajdukiem Split. Jak się później okazało, to on miał być wtedy pierwszym wyborem Junco i zasiąść za sterami „Białej Gwiazdy”. Co się odwlecze, to nie uciecze i zaledwie rok później ich drogi się splatają – Ramirez pomimo obiecującego początku odchodzi z Wisły w cieniu konfliktu z zarządem i marnymi wynikami, a Carrillo zostaje mianowany jego następcą.

Jego przyjście do drużyny 6-krotnego mistrza Chorwacji wiązało się jednak z równie mieszanymi opiniami co do jego warsztatu, jak w przypadku wyżej wspomnianego Ramireza do Wisły. Carrillo był bowiem tuż po nieudanej próbie podboju Primera Division, gdzie prowadząc Almerię w dziesięciu meczach zdobył zaledwie sześć punktów. Nie zdołał doczekać pierwszego zwycięstwa w lidze, gdyż raptem został zwolniony – krytykował go nawet sam prezes, któremu wybitnie nie podobał się styl gry zespołu, który opierał się głównie na dalekich podaniach na tzw. aferę. Najwidoczniej dla 49-latka było za wcześnie, by podołać takiemu wyzwaniu, jakim bez wątpienia jest prowadzenie klubu w lidze, w której grają najlepsze zespoły na świecie, na czele z Realem Madryt i Barceloną.

Świeżo upieczony menedżer „Białej Gwiazdy” szybko udowodnił, że praktyki przy boku trenerskich wirtuozów, takich jak Pocchetino, czy też Valverde nie poszły na marne. Szybko zjednał sobie kibiców Hajduka prezentując bardzo ofensywny styl gry. Wystarczy spojrzeć na wyniki – już w drugim meczu jego zespół wygrał 4:1, a w czwartym mając na wyjeździe za rywala potężne Dinamo, zdołał zdobyć jeden punkt. Sezon zakończył na najniższym stopniu podium, czym powtórzył wynik z sezonu 2015/2016, jednak jego zespół zdobył aż o 20 bramek więcej. Seria gorszych wyników na starcie obecnego sezonu spowodowała, że Carrillo został zwolniony, co według wielu opinii było błędem – zresztą nieco na ten temat wspomina chociażby Piotr Mogielski w świetnym przeglądzie ligi chorwackiej.

Potwierdził więc, że jego doskonały debiutancki sezon 2014/2015 w roli samodzielnego trenera nie był przypadkiem. Wtedy to właśnie pod jego wodzą węgierski Videoton po raz drugi w historii sięgnął po mistrzostwo, a spod jego skrzydeł wypromowali się doskonale znani w ekstraklasie zawodnicy – Nemanja Nikolics i Adam Gyurcso. Co prawda, podobnie jak w Hajduku nie zagrzał tam miejsca na dłużej – w tym przypadku było to spowodowane brakiem porozumienia z właścicielami odnośnie polityki zarządzania klubem.

Niemalże od początku można wywnioskować, że Carrillo będzie starał się do Wisły wprowadzić coś, czego jego poprzednik nawet nie odważył się spróbować. Od pierwszego sparingu można było bowiem dostrzec, że Hiszpan preferuje budowanie akcji od tyłu, ale przy tym chce grać znacznie ofensywniej. Formacja 4-3-3 zdecydowanie daje ku temu możliwości, pojawia się tylko pytanie, czy sam skład „Białej Gwiazdy” na to pozwala? Już debiutancki ligowy mecz z Lechią pokazał zalążki tego, na czym ma polegać jego filozofia, próby tworzenia składnych akcji po wymianie kilkunastu podań chwilami naprawdę mogły się podobać. Od razu na myśl przychodzi tutaj tzw. „krakowska piłka”, którą ostatni raz mogliśmy podziwiać tak naprawdę za kadencji Kazimierza Moskala, czyli dobrych kilka lat temu.

W tym wszystkim brakowało jednak kropki nad „i”, być może kogoś w środku pola, kto potrafiłby złamać schemat i zagrać celną, prostopadłą piłkę do Carlitosa. Nie oszukujmy się, trójka Cywka – Llonch – Mitrović kreatywności ma w sobie tyle, co Daniel Sikorski w swoich cieszynkach po strzelanych bramkach dla Wisły (zdobył aż jedną). Dlatego tak ważny będzie powrót do zdrowia Kamila Wojtkowskiego oraz Vullneta Bashy, a za kuluarami mówi się również o wypożyczeniu Petara Brleka, który jak na razie nie zawojował Serie A.

Mimo wszystko trzeba sobie jasno powiedzieć, że gdy Hiszpan będzie miał do dyspozycji cały skład, to zajęcie miejsca poniżej pierwszej szóstki powinno być rozpatrywane w kategoriach porażki. Jedno jest pewne – w odróżnieniu od „Kiko” możemy liczyć na to, że za Carrillo Wisła będzie grała efektowniej, ale czy efektywniej? Przekonamy się wkrótce, ale jeżeli nowemu szkoleniowcowi „Białęj Gwiazdy” udałoby się połączyć ładną dla oka grę z dobrymi wynikami, to na pewno będzie można powiedzieć, że odnalazł On tytułowy „złoty środek”, który od tak dawna nie był widziany w zespole z Reymonta 22.

Krystian Działowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi