Bo z Niecieczami nigdy nie wie, oj nie wie się…

Od kiedy posiadłem umiejętność czytania, gazety i czasopisma były moim oknem na świat, z czego szczególnie w wieku młodym korzystałem. Pokój mojego Ojca i jego biurko zawsze pozwalały znaleźć coś ciekawego. Czasem to była Angora, czasem Rzepa. Zdarzały się chwile, że z nudów czytałem artykuły w Czerech Kątach i Majstrze. Raz wpadł mi w oko Tygodnik Miliarder. I tu rozpoczyna się dość kręta i nieoczywista droga do Niecieczy.

Tygodnik ów nie zainteresował mnie wówczas, wołałem katowicki Sport lub krakowskie Tempo, co akurat Tato kupił w kiosku. Wtedy dotarło do mnie, że do ekstraklasy z buta wjechał klub o nazwie Tygodnik Miliarder z niewiele mówiącej mi miejscowości Pniewy. Zbyt wiele powiedzieć o nim nie mogę, najpierw był Sokołem i później był Sokołem, raz był w Pniewach, raz był w Tychach, które jakoś tam już kojarzyłem, ale co to te Pniewy? Pozdrawiam wąsy Zenona Burzawy. Kawał napastnika.

Wronki to trochę inny rozmiar kapelusza, więc nie będę się zbyt wiele rozwodził, trochę dobrej piłki, czasem mocno melanżowa ekipa, kilka śmiesznych anegdotek, Amica wtopiła się w ligowy folklor mocno. Ale żalu po nich nie ma.

Następnie wskoczył na tor lekko luksusowy, sportowy i przaśnie ztuningowany wóz Drzymały. Mimo kiepskiej końcówki rajdu, wspomnienia zostawił fajne. Gol Sebastiana Mili, para napastników jak z komedii, ale niezwykle skuteczna, stadion rodem z Kołchozu z napisem wiceMistrz Polski, podsumowując mogło być znacznie gorzej.

W międzyczasie Świat szedł do przodu, lub do tyłu zależnie od interpretacji, w Europie pojawiły się takie kluby jak Hoffenheim, Evian czy Frosinione i należało oczekiwać, że kolejny przedstawiciel małego miasta lub wsi, który zawita do Ekstraklasy, ogarnie błędy poprzedników, będzie oparty na prężnej przedsiębiorczości i pokaże jak walczyć z wielkimi według własnych reguł.

Klub z Niecieczy poznałem, gdy po raz pierwszy był uwzględniany w wyścigu po awans do ekstraklasy. Nie poznawałem go oczywiście przez oglądanie meczów, nic z tych rzeczy. Relacje po każdym zwycięstwie zastępowała mi nawalanka netekipy „Precz z wsiami w ekstraklasie, tylko duże miasta, hurr durr kluby z tradycjami, z kibicami, wsioki do okręgówki albo na pole” przeciw netekipie, „Kluby z tradycjami same się orają, tylko male kluby, jak gównianie zarządzają to mają, dziś Nieciecza, jutro Wiskitki, pojutrze Okradzionów”. Hiperbolizuję oczywiście.

Robię to celowo, bo grono osób wykazujących się zdrowym rozsądkiem gdzieś tam się pochowała głęboko. Po przedarciu się przez grad ciosów, w poszukiwaniu jakiegoś kompromisu, znalazłem przedstawiciela mojej małej netekipki, który prawił wszakże, że Ekstraklasa dla wielkich miast i klubów z tradycjami przeznaczona jest, ale nikt nie będzie rozpaczał jeśli jedna wioska zasili to grono zaszczytne. Przyjmując taką postawę śledziłem losy klubu z Małopolski już w Ekstraklasie. I pojawił się moment, że ja tą Nieciecze zacząłem cicho, cicho, cichuteńko, głęboko w serduszku wspierać.

Małe larwy motyli w brzuchu zaszczepił mi trener Czesław Michniewicz opowiadając o świetnych kontaktach z Panią Prezes, o dronach których nie powstydziliby się nawet amerykańscy naukowcy, o nowej jakości. I gdy tak siedziałem rozmarzony, mój błogostan zaatakowała jedna myśl pana trenera, a mianowicie, że on nie chce sprowadzać nowych twarzy, ani zawodników oddawać, że to zawsze problem, że zimą to już w ogóle dramat, bo wprowadzać do drużyny trzeba, robić kłopot właścicielom i jeszcze, że wojna idzie, bo węgiel do wsi przywieźli…

Nawet nie sam przekaz mnie zafrapował, ale bardziej styl wypowiedzi. Trener mówi, że zmiany powodowałyby zamieszanie, taki wyświechtany frazes, trochę mnie to zbiło z tropu. Jakieś tam biografie trenerów lepszych czy gorszych przeczytałem, o wielkich drużynach nie tylko piłkarskich również parę książek mnie zainteresowało. Po ich lekturze stwierdzam, że nic oczywiście nie jest regułą, ale wielu trenerów, zawodników, dziennikarzy będących blisko szatni drużyn zespołowych, wychwala pozytywny wpływ świeżej krwi, utrzymuje że nowy czynnik ludzki jest potrzebny nawet w sprawnie funkcjonującej grupie.

Oczywiście, trener mógł mieć inne zdanie, ale coś między wierszami mówiło, że temat transferów to temat tabu w Niecieczy. No i rozpoczęła się szamotanina, absurdalne zwolnienie Michniewicza, kwestia asystenta Węglewskiego, temat dyrektora Baszczyńskiego, podchody pod Bartoszka, zatrudnienie Rumaka, obecne cierpienia trenera Bartoszka, to wszystko zamordowało wykluwające się w mym brzuchu motyle szybciej niż wóda wątrobę.

Wiosna zaczyna się dla Słoni niewesoło, blamaż w meczu z Koroną i rewelacje z felietonu kryptofutbol (świetna robota Janekx89, w tym temacie dużo ciekawych rzeczy napisał również Michał Trela). Pewnie już wiecie, ale mnie zamurowało kompletnie kiedy przeczytałem dziś, że transferami w klubie z ekstraklasy zarządza typ koło dwudziestki, opierając się na między innymi na wycenach portali i notach z Football Managera. Przyznaję się, że pierwsza myśl była taka; zaraz zaraz, nie mów, że sam byś się powstrzymał, nie mów, że nie zagrałbyś na żywo… A tak serio to dopiero teraz okazało się, że Nieciecza to klub z totalnej wiochy mentalnej, mimo że w swojej historii, wielkością zbliżała się do miast wojewódzkich.

Nie zagryzam wargi z zazdrości, nie kąsa mnie to kostkach, że gościu bawi się doskonale, kosztem piłkarzy, trenerów, kibiców. Boli mnie szczególnie to, że projekt ten miał potencjał i mógł sobie dojrzewać powoli i budować swoją markę, grać w Europie, być pozytywnym ewenementem (w bloku na moim osiedlu w średniej wielkości mieście jest ok. 650 mieszkań, z takim porównaniem lepiej widać skalę), promować region, firmę i wszystko to jak krew w piach. Wielu odpowie mi, że to nie moja kasa, więc wara z komentarzami. Dobrze, niech liga zweryfikuje, jestem w stanie odroczyć wyrok.

Źródło zdjęcia – pexels.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *