Podsumowanie 22. kolejki Lotto Ekstraklasy

Ponad miesiąc oczekiwania… odejścia, spektakularne transfery, obgryzanie paznokci, słoneczne plaże, tureckie powietrze, chodzenie z kąta w kąt, żal ściskający serce, że jeszcze nie wróciła. Jej nie zastąpi żadna liga angielska, włoskie ferrari – Serie A czy Bundesliga… I wreszcie jest! Dokładnie 9 lutego, nie patrząc czy drzwi nowe czy stare, wywalając je a nas powalając na kolana. Co przyniosła nam dwudziesta druga kolejka Lotto Ekstraklasy?

Wisła Płock – Górnik Zabrze. Rozpoczęcie, które niespodziewanie okazało się najlepszą z możliwych zapowiedzi nadchodzącej kolejki. Sześć bramek, kilka ciekawych akcji, ale po kolei.

Trener Górnika już od dawna wiedział, że przed tym spotkaniem musi dokonać kilku zmian taktycznych. W Płocku nie mógł skorzystać z usług aż trzech obrońców – zawieszonych za karki Mateusza Wieteski i Daniela Suareza oraz kontuzjowanego Michała Koja. Zmusiło to go do postawienia na duet debiutantów: wypożyczonego z Udinese dwudziestodwuletniego Pawła Bochniewicza  i osiemnastolatka Adriana Gryszkiewicza.

Myślę, że wystawienie Matuszka na obronę nie miała sensu. Szybkością nie dorównywał graczom takim jak Kante. Bochniewicz nie jest jeszcze zgrany z zespołem tak jak Dani Suarez z Wieteską. Gryszkiewicz za wolny i za słaby. Żurkowski zagrał najlepiej z całego zespołu wraz z Damianem Kądziorem. Atak w tym meczu nie był zgrany. To wszystko skutkowało utratą punktów już w pierwszej kolejce po przerwie. – ocenia Justin, młody kibic Górnika.

Nieco ponad kwadrans. Tyle minut wystarczyło graczom obu zespołów, aby zdobyć po bramce. Na listę strzelców wpisali się Damian Kądzior i Konrad Michalak. Pierwotnie pierwszy gol nie został uznany przez sędziego Tomasza Musiała, jednak po konsultacji z „wozem” naprawił on swój błąd. Krótko po rozpoczęciu drugiej połowy Górnik znów wysunął się na prowadzenie, jednak nie na długo. Na bramkę Łukasza Wolsztyńskiego już minutę później odpowiedział José Kanté. Ten sam piłkarz przekreślił jakiekolwiek nadzieje przyjezdnych krótko przed końcowym gwizdkiem. Bramkę zdobył także Damian Szymański. Górnik niespodziewanie wyjechał z Mazowsza bez punktów. Na pochwałę zasługuje cały zespół Wisły, która umiejętnie wykorzystała osłabienia kadrowe przeciwnika. Największym zagrożeniem był dla nich własny bramkarz – debiutujący Thomas Dähne – który dwukrotnie nie popisał się, czego skutkiem była strata bramek. Trener Brosz z pewnością odetchnął z ulgą, że w przyszłej kolejce będzie mógł skorzystać z duetu podstawowych obrońców.

Do ostatniej sekundy…

ważyły się losy wyniku hitu kolejki Zagłębie Lubin – Legia Warszawa. Obaj trenerzy postanowili dać w tym spotkaniu szansę nowym zawodnikom. W zespole gospodarzy zadebiutował Jakub Mareš oraz powracający po dziesięciu latach do Ekstraklasy Piotr Leciejewski. O ile pierwszy z nich dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, o tyle o bramkarzu nie można powiedzieć za dużo dobrego. Wpuścił trzy bramki. Dwie autorstwa Jarosława Niezgody oraz z rzutu karnego Mirosława Radovića, która dała wygraną przyjezdnym. Wyjątkowo bolesną musiała być szczególnie ta ostatnia, gdyż „jedenastka” została podyktowana właśnie po faulu, którego dopuścił się Polak. Oczy mogła cieszyć gra wspomnianego wcześniej Niezgody. W pierwszej połowie na boisku oglądaliśmy również Sebastiana Szymańskiego. Młody skrzydłowy warszawskiej Legii bardzo dobrze bił rzuty wolne jak i rożne. To właśnie po jednym z jego zagrań Niezgoda zdobył bramkę. Po przerwie zastąpił go jednak Eduardo. Było to związane z problemami z kolanem, które zgłaszał zawodnik.

Drugi mecz 22. kolejki Lotto Ekstraklasy miał bardzo zmienne tempo. Po wyjściu na prowadzenie Legia oddała nieco inicjatywę gospodarzą, kontrolując jednak cały czas przebieg spotkania. W drugiej połowie byliśmy świadkiem zintensyfikowania gry po obu stronach. „Miedziowi’ wyszli na nią bardzo zmotywowani.

Podobała mi się gra Zagłębia w meczu przeciwko Legii. Walka, emocje do samego końca. Szkoda tej ostatniej sytuacji. Byłby remis, a tak… Najbardziej podobała mi się gra Mareša. Najgorzej zagrał Leciejewski. Wynik mimo wszystko uważam za sprawiedliwy. – mówi Marcel.

Debiutujący w barwach stołecznego klubu Remy i Phillips prezentowali się bardzo dobrze. Szczególnie warte uwagi były pojedynki tego pierwszego z napastnikiem gospodarzy. W pewnym sensie wynik zawodnikom przyjezdnym uratował Arkadiusz Malarz, który kilkukrotnie popisał się bardzo dobrymi interwencjami. Legioniści mieli też sporo szczęścia, ponieważ gdyby Zagłębie dołożyło nieco skuteczności, kto wie, jak zakończyłby się ten mecz.

Uważam, że Legia zagrała dobry mecz. Pozytywny występ młodego Sebastiana Szymańskiego i zaskakująco dobry debiut w ESA Chrisa Phillipsa. Zaskoczeniem na minus była postawa reprezentantów kraju: Pazdana i Jędrzejczyka, którzy popełniali sporo błędów. Szczególnie nie popisał się Michał, który popełnił błąd przy pierwszej straconej bramce jak i sprokurował rzut karny. Takie mecze mu się zdarzają, ale na pewno niebawem dojdzie do dobrej dyspozycji. Zagłębie nie grało źle. Dobrze spisał się ich nowy napastnik. Sprawnie i szybko wprowadzali kontry. Może zabrakło im trochę agresji i wiary w możliwość wygranej. Niezbyt dobrze zagrał bramkarz Leciejewski, który był nie bez winy przy każdej z bramek. Oceniając Legie warto jeszcze wspomnieć dobra postawę Niezgody, który starał się przyjmować piłkę tyłem do bramki pod presją i odgrywać ją celnie do partnerów. Widać, że gracz pracuje nad swoimi słabszymi stronami. – ocenia Aleksander, wieloletni kibic stołecznego klubu.

Pogonili Nowy Sącz

Sobotę zaczęliśmy od meczu w mglistym Szczecinie, gdy lokalna Pogoń podejmowała Sandecję Nowy Sącz. Goście nie będą wspominać dobrze tego spotkania, gdyż pozwolili się zdominować przez „Portowców”. Zaczęli oni bardzo dobrze ten mecz i do samego końca nie oddali inicjatywy przyjezdnym. Na listę strzelców wpisywali się kolejno Łukasz Zwoliński,  Ricardo Nunes, Adam Frączczak i Jakub Piotrowski. Po bramce tego ostatniego doszło do małego zamieszania. Gliwa początkowo zarzekał się, że zdążył złapać futbolówkę jeszcze zanim przekroczyła ona linię całym swoim obwodem, jednak po konsultacji z sędzią VAR arbiter prowadzący wskazał na środek pola. Honorową bramkę dziesięć minut przed końcem spotkania zdobył Filip Piszczek. Miejscowi kibice nie kryli optymizmu po tym spotkaniu i trudno się im dziwić.

Nastały nastroje optymistyczne. Zwoliński po raz pierwszy w tym sezonie dostał owację na stojąco, po tym jak zagorzali fani zarzucali mu uzależnienie od Instagrama, a nie wydawało się to jeszcze możliwe chociażby tydzień temu. Wyniki innych drużyn z okolic spadku ułożyły się dla Pogoni korzystnie. Przed meczem z Lechem, tradycyjnym rywalem, szczeciński zespół nie stoi na straconej pozycji. Oprócz tego klub sporo zyskał dzięki zaproszeniu kibiców z Danii na mecz i debiutu nowego zawodnika, Mortena Rasmussena. – komentuje Sebastian, zagorzały fan sportu, kibic „Portowców”.

Cisza przy Kałuży

Niemal przy pustych trybunach rozegrano czwarty mecz kolejki Cracovia Kraków – Śląsk Wrocław. W barwach gospodarzy ponownie mogliśmy ujrzeć Denisa Rakelsa, który po niezbyt udanym wypożyczeniu do Lecha postanowił poszukać formy pod Wawelem. Okazję na debiut otrzymał także obrońca Niko Datkovic. Goście natomiast na lewej stronie obronie postawili na wypożyczonego z Lechii Gdańsk Mateusza Lewandowskiego.

Brak konsekwencji taktycznej i masa błędów w obronie. Ospali w ofensywnie, brak skrzydłowych. Jedyny którego mamy to Kosecki, który przy pierwszym lepszym kontakcie od razu kładzie się na murawie. – mówi dość krytycznie Jacek.

Początek meczu wcale nie wskazywał na to, że Śląsk jako pierwszy wyjdzie na prowadzenie. Cracovia miała kilka naprawdę dobrych akcji, jednak to Robert Pich zdołał pokonać bramkarza gospodarzy. Okazję na podwyższenie wyniku goście mieli jeszcze na moment przed zakończeniem pierwszej połowy jednak dobrze interweniował Michal Peškovič. Wszystko zmieniło się w drugiej połowie. Wyrównującą bramkę dla gospodarzy zdobył Miroslav Covilo, a wynik spotkania tuż przed końcowym gwizdkiem ustalił Denis Rakels. Świadkiem niemałej kontrowersji byliśmy w 70. minucie. Po dośrodkowaniu Chrapka w polu karnym Cracovii doszło do zamieszania. Niewiele brakowało, aby piłka wpadła do siatki. Na szczęście dla gospodarzy w ostatniej chwili została wybita z linii bramkowej. Sędzia gola nie uznał, czym bardzo rozwścieczył piłkarzy z Wrocławia.

Był gol, piłka minęła linię bramkową. VAR jest dobry, ale nie na takie sytuacje. Tutaj powinna być technologia Goal-line. – komentuje na gorąco Grzegorz, fan Śląska.

Jakub Słowik zaliczył kilka dobrych interwencji w tym meczu. W ostatecznym rozrachunku niewiele jednak dało to przyjezdnym.

Cracovia wyszła eksperymentalnym składem. Nie grali sprawdzeni już boczni obrońcy Pestka i Fink. Pierwsze piętnaście minut meczu należało do Cracovii. Wykonali akcje typowe dla Barcelony, czyli zagrali świetną tiki-taką, po której słaby strzał oddał Siplak. Później do końca pierwszej połowy już dominował Śląsk, strzelił bramkę. Obrona mogła zachować się lepiej. Sandomierski prawdopodobnie by to wyjął. Trener Probierz chyba dość mocno wstrząsnął piłkarzami w szatni. W drugiej połowie atakowali, utrzymywali się przy piłce, nie dawali pograć Śląskowi i to się opłaciło. Dla mnie najlepszymi graczami meczu byli Hernandez, Datković, Rakels i Čovilo. – Miłosz, kibic Cracovii.

Podział punktów w Gdańsku

Ostatnie sobotnie spotkanie Lechia Gdańsk – Wisła Kraków zakończyło się pierwszym w tym roku remisem. W zespole gości debiutował środkowy pomocnik Nikola Mitrović. Gospodarze natomiast po raz pierwszy do boju wystawili Gersona oraz Filipa Mladenovica.

Goście wysunęli się na prowadzenie po tym jak Dušan Kuciak niepotrzebnie wyszedł z bramki. Precyzyjnym przerzutem nad Słowiakiem popisał się Carlitosa. Hiszpańska maszyna się nie zatrzymuje i na swoim koncie ma już 16 goli w tym sezonie. Bramka wyrównująca padła jeszcze w pierwszej połowie a zdobył ją Sławomir Peszko. Był to zresztą bardzo dobry występ skrzydłowego Lechii Gdańsk. Oddał kilka celnych strzałów i był realnym zagrożeniem dla obrony Wisły. Co się działo po meczu? To nie miejsce i czas, aby to oceniać.

Do końca spotkania byliśmy świadkami wyrównanej gry. Obie strony miały lepsze i gorsze sytuacje, aby przychylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Remis w tym przypadku jest sprawiedliwy.

Nie mam jakoś wiele zastrzeżeń. Poza błędem Kuciaka grali całkiem nieźle. Chociaż to czego zawsze się czepiam to więcej dokładności w rozgrywaniu. Akcja bramkowa Lechii to był przebłysk tego co oni potrafią grać a jakoś ostatnio jest mało widoczne. Oczekiwałbym więcej zmienności gry, tak by przeciwnik nigdy nie wiedział jak to rozegrają, jak się teraz mają ustawić. Gra Lechii jest zbyt czytelna. – mówi Andrzej.

Korona nie dla Słoni

Dwóch nowych zawodników nie pomogło gospodarzom przeciwstawić się Koronie. Goście z Kielc od samego początku narzucili swoje tempo meczu. Już w 13. minucie mieli okazję wyjść na prowadzenie, jednak Kacharava próbując lobować bramkarza nieco się pomylił i piłka minęła bramkę obok słupka. Bruk-Bet miał ogromne szczęście w tej sytuacji. Mimo to ich bramkarz Dariusz Trela nie zapamięta dobrze tego spotkania. Właśnie po jego błędzie gospodarze stracili pierwszą bramkę w tym spotkaniu, a na listę strzelców wpisał się ten, który chwilę wcześniej się mylił. Termalica miała swoje szansę, jednak zabrakło skuteczności. Worek z bramkami rozsypał się w ostatnich dwudziestu minutach spotkania. Najpierw do siatki gospodarzy trafił Kiełb, chwilę później Mateusz Możdżeń, który zaledwie kilka minut wcześniej pojawił się na murawie.

Kielczanie przeciwko Termalice rozegrali dobry mecz. Wyróżniającą się postacią był Gruzin Nika Kaczarawa. Gra gospodarzy nie wyglądała dobrze. Piłkarze z Niecieczy muszą popracować nad obroną, a klub powinien znaleźć jakiegoś napastnika. – mówi nam kibic Korony, Wiktor.

Antybohater spotkania? Wspominany wcześniej Trela. O ile przy trzeciej bramce faktycznie mógł mieć problem z obroną, tyle przy pierwszej i drugiej mógł zachować się zdecydowanie lepiej. Korona była świadoma swego celu i konsekwentnie do niego kroczyła. Rezultat – 3 punkt wyjechały do Kielc.

Niestety z Niecieczy nie dotarły do nas żadne komentarze. Ta reakcja oddaje jednak wszystko.

Ruszyła maszyna po szynach… ospale

Obiecujące transfery, stara jedenastka. Nenad Bjelica bez większych zmian w składzie wysłał swoich piłkarzy do boju z Arką Gdynią. W składzie gospodarzy mogliśmy ujrzeć jednego z dwóch ściągniętego w tym okienku transferowym, pomocnika Adrija Bohdanowa.

Jak w najkrótszy sposób opisać mecz przyjaźni w Gdyni? Dwoma zdaniami. Dobra postawa Arkowców. Niemoc Kolejorza. Przez dziewięćdziesiąt minut fani zgromadzeni na stadionie byli świadkami walenia głową w mur przez graczy przyjezdnych. Lechici byli w stanie poważnie zagrozić bramce gospodarzy tylko raz! Tak, Lech Poznań oddał zaledwie jeden celny strzał. Jego autorem był Emir Dilaver, wyróżniający się graczy gości. Co innego Arka. Pomimo, że przy piłce znajdowali się rzadziej, zwłaszcza w drugiej połowie, byli bardziej konkretni. Na drodze do trzech punktów stanął im jednak Jasmin Burić, który dał jasny sygnał trenerowi, że warto na niego stawiać. Po drugiej stronie, przed utratą bramki uchronił Arkę Steinbors. Z pewnością można rzec, że był to mecz bramkarzy.

Po obiecującym okresie przygotowawczym Lecha Poznań można było spodziewać się o wiele więcej niż widzieliśmy w niedzielnym meczu z Arką Gdynia. Gospodarze byli bardzo zmobilizowani i próbowali pokazać na co ich stać. Lech natomiast miał swoje przebłyski, lecz nie tego spodziewali się jego kibice. Ostatecznie na plus Burić, Gumny, Dilaver, Łukasiewicz i Zarandia. – Oliwia, kibicka „Kolejorza”.

Tragiczną postawę zaprezentował skrzydłowy Niklas Bärkroth. Najwyraźniej jego dobra forma z sparingów nie przełożyła się na rozgrywki ligowe. Irytującą wielu kibiców postacią był też Darko Jevtić, który nie sprostał stawianym oczekiwaniom. Drobną zmianę w grze Lechitów można było zaobserwować po zastąpieniu Christiana Gytkjær przez Oleksiya Khoblenko. Rotacja ta była wymuszona po tym jak napastnik Kolejorza został kopnięty w nos przez Marciniaka.

Sumując: bardzo dobra postawa Arki. W przeciwieństwie do Lecha na pochwałę zasłużył cały zespół gospodarzy.

Widać było, że Arka dobrze przepracowała okres przygotowawczy. Progres Kuna – zawodnik wyróżniał się w przerwie zimowej, jednak w meczu nie miał wielu okazji, żeby pokazać się ze swojej najlepszej strony. Luka Zarandia brał na siebie ciężar gry. Jego szybkość sprawiała problemy defensorom Lecha. Arka cały czas szuka skutecznego napastnika. Obrona solidna, pomimo nielicznych błędów. W bramce Steinbors  znowu uratował Arkę. Jest to wartościowy punkt zespołu. – mówi kibic na emigracji, Bartek.

Pewna wygrana Jagiellonii

Wypożyczeni z Legii Jakub Czerwiński i Tomasz Jodłowiec oraz pomocnik Tom Hateley, czyli nowe nabytki Piasta Gliwice nie pomogły im powstrzymać Jagiellonii Białystok. Ostatni mecz 22. kolejki Lotto Ekstraklasy przyniósł dwie bramki. Początek spotkania nie wskazywał na zwycięstwo gości. W 17. minucie od straty gola uchronił ich słupek. Bardzo dobry strzał oddał wtedy Martin Konczkowski, pewny punkt w zespole Waldemara Fornalika. Pierwsza bramka padła krótko przed gwizdkiem kończącym połowę. Cudownym uderzeniem zza pola karego bramkarza gospodarzy pokonał Przemysław Frankowski. Bardzo dobry, mierzony strzał wprost w okienko. Nic tylko wstać i klaskać. Prowadzenie gości podwyższył Martin Pospísil. Jagiellonia miała jeszcze kilka okazji, aby ich zwycięstwo było bardziej spektakularne, jednak zabrakło skuteczności. W jej barwach dobrze zaprezentował się debiutant Dejan Lazarević.

Uważam, te mecz za bardzo jałowy. Oprócz wybitnej bramki Przemka nie było nic co miało smak. Wicemistrz Polski dał się wypalić Piastowi przez pierwszą połowę. Próbowali ataku pozycyjnego, aczkolwiek bardzo groźne były kontry prawą stroną, których autorem był Novikovas. Bardzo podoba mi się forma Runje i Mitrovica. Solidny środek obrony, jeden z najlepszych w naszej lidze. Cieszą mnie także zimowe wzmocnienia. Przez 30 minut było widać jakimi umiejętnościami wystaję Lazarevic poza naszą Ekstraklasę. Piast przegrał swój mecz, ponieważ skrzydłowi nie są związani z defensywą. Oni tylko biegają z przodu. To było jedno z tych spotkań, które oglądało się z sympatii do klubu, a nie do piłki nożnej. Poza piękną bramką, znikome widowisko. – Maciej, fan Jagiellonii.

Dogrywkowa jedenastka i anty-jedenastka 22. kolejki Lotto Ekstraklasy

Brak napastnika jest celowy. Mamy do Was pytanie – kto zasłużył na miano dołączenia do naszej anty-jedenastki kolejki?

Komentarz odautorski: zanim pojawią się jakiekolwiek kontrowersje związane z wyborem zawodników do anty-jedenastki 22. kolejki, chciałabym zaznaczyć, że część graczy znalazła się w niej z powodu nie sprostania stawianym oczekiwaniom. Takimi zawodnikami są choćby Igor Angulo czy Darko Jevtić. Do dyskusji lub wymiany komentarzy zachęcam pod tekstem.

Źródło zdjęcia: wikimedia.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *