Trudne wznowienie – Sympatyczny Żabol

Ciężko jest mieć dobry humor, kiedy nastawialiśmy się na wejście w wielkim stylu, a sprawdza się pesymistyczny scenariusz, ale nie wolno popadać z kolei w zupełnie skrajne humory.

Porażka z Wisłą Płock nie jest oczywiście wynikiem, który należy lekceważyć, ale z wystawianiem cenzurek za przepracowanie okresu przygotowawczego należy się wstrzymać co najmniej do początku kalendarzowej wiosny. Zawsze w takich momentach kryzysu, poprawia mi humor czytanie komentarzy ludzi, dla których w meczu najważniejszym momentem jest 43 minuta, bo wtedy kupi się wuszta i piwo bez kolejki. Tym razem zaczyna się wytykanie tego, że Brosz oduczył piłkarzy grania w piłkę na Cyprze.

„Ten Bochniewicz to nie ma pojęcia o grze w obronie i nie wiadomo co on w tym Udinese robił” i „gdzie są prawdziwe wzmocnienia?”. Oczywiście dla takich ludzi realia finansowe w jakich pracuje Brosz są nieistotne, a to, że kilku zawodników było lepszych w takich kategoriach jak: siła i walka bark w bark przechodzi zupełnie bez echa. Być może się wymądrzam i plotę totalne androny, ale uważam, że Żabole nie potrafią grać przy niskich temperaturach. Może opieram się na własnym A-klasowym doświadczeniu, które tutaj wśród czytelników niewiele znaczy, ale sam miałem zawsze problem z piłką, która podczas mrozu inaczej się zachowuje, dodatkowo zawsze źle się czułem w przypadku zimowej rozgrzewki, która jest o wiele intensywniejsza niż podczas 10°C. W Płocku załatwili nas kompaktowi Merebashvili oraz Michalak i mnie to wcale nie dziwi. Mamy wysokich bocznych obrońców, którzy nie są najbardziej mobilnymi piłkarzami w lidze i w dodatku byli częścią bardzo eksperymentalnej układanki, gdzie zauważalny był brak automatyzmu i zrozumienia między zawodnikami.

Optymizm jednak mnie nie opuszcza i liczę na dobre punktowanie w okresie kalendarzowej zimy, i że apogeum formy przyjdzie w odpowiednim momencie. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż wiele drużyn, które osiągają na koniec rozgrywek znakomite wyniki zaraz po dłuższym okresie przygotowawczym grają poniżej oczekiwań. Nie da się tak przygotować drużyny, aby przez całą długą rundę grała na 100% i biła swoje rekordy w szybkości, wytrzymałości i koncentracji. Trener ma możliwość na podstawie terminarza mniej więcej dobrać strategię i szacować, kiedy można sobie pozwolić na kryzys formy, a kiedy ma być ona najwyższa. Jak w każdym modelu biznesowym szacuje się ryzyko, prawdopodobieństwo osiągnięcia celu i dobiera rozwiązania. Oczywiście można się pomylić i wszelkie założenia wtedy legną w gruzach, bo taka jest cecha pracy na żywym organizmie, którym jest przecież drużyna piłkarska.

Systemy gry

Ze stylami grania jest trochę jak z geopolityką i dobiera je się nie tylko pod to jakim drużyna dysponuje kapitałem ludzkim, ale istotny jest klimat w jakim najczęściej się gra w danych rozgrywkach. Anglicy grali kick and rush nie tylko dlatego, że osiłków mieli na pęczki, ale trzeba wziąć pod uwagę, że murawy w latach świetności wyspiarskiej piłki może i wyglądały ładnie oraz cieszyły żywymi barwami, jednak nie były wyposażone w drenaże, które znamy z dzisiejszej Premier League. Ulewa to był stały element gry, a wtedy laga na byczka świetnie się sprawdzała.

Południowcy zaś są lepsi technicznie z bardzo prostego powodu. Mają zwyczajnie więcej godzin spędzonych z piłką przy nodze niż ich rówieśnicy z północy i dlatego drybling czy szybka gra z klepki nie stanowi problemu dla Carlitosa wyciągniętego z trzecioligowych rezerw Villarealu. Oczywiście to są tylko przemyślenia laika, który z zawodową piłką nie miał za wiele do czynienia, ale wyciągam wnioski ze swojej branży i przekładam pewne mechanizmy i tak staram się rozumieć futbol.

Wiele też się mówi o systemach gry i trwają dyskusje na temat wyższości 3-5-2 nad 4-1-2-1 itd. jednak wielu zapomina, że każda formacja posiada wady, które wynikają z samej jej istoty i czasami trzeba dobierać je pod przeciwnika, często może nawet o tym decydować jeden piłkarz rywala, który np. cechuje się wyjątkową szybkością: vide Michalak z Wisły Płock. Praca trenera to nie jest tylko wybieranie zawodników na podstawie aktualnej formy. Każdy mecz ligowy to taka bitwa, gdzie szczegół może decydować o tym, że Dawid pokona Goliata. Wielu kibiców podchodzi do piłki czysto emocjonalnie i chciałoby, żeby ich klub grał modnym ustawieniem z trójką obrońców „bo tak grajo zagranico i majo sukcesy”. To, że stoper Juventusu lepiej panuje nad piłką niż rozgrywający z Ekstraklasy „Janusz”, zdążyło wyparować ze świadomości kibica bardzo szybko.

Trochę o Lechu

Lubię poczytać twitter.lp, bo raz, że wiele Pyr z tego serwisu darzę sporą sympatią, a i pośmiać się można z tego środowiska bardzo mocno. Lecha lubię, bo w dzieciństwie często bywałem w tym mieście, lubiłem zawsze efektowne stare oświetlenie stadionu przy Bułgarskiej, a sami Poznaniacy potrafili się z Hanysem zawsze dogadać.

Moim skromnym zdaniem ekipa Klimczaka i Rutków zabija romantyzm futbolu w Lechu, a wszystko sprowadza się do korporacyjnego ładu i do tego że sytuacja „chujowo, ale stabilnie” nie jest wcale przez włodarzy klubu uważana za tragiczny rezultat. Rozumiałbym takie podejście, gdyby głównym rywalem Lecha do mistrzostwa był klub, który ma kilkukrotnie wyższy budżet, lepszą bazę i stadion, ale tak nie jest, a są jeszcze kategorie w jakich Kolejorz przewyższa Legię o parę półek i jako przykład można tutaj przytoczyć akademię przynoszącą niezłe kokosy. Problem tkwi w tym co z tymi kokosami się później robi.

Jak Legii nie lubię, tak trzeba przyznać, że tam potrafią postawić na gracza opatrzonego sporym ryzykiem niewypału, ale taki piłkarz daje zarazem szanse zrobienia różnicy, co w konsekwencji przekłada się na zawartość gabloty. Najlepszym przykładem jest tutaj Nikolić…
Pozwolę sobie tutaj na grafomańską, ale chyba dobrze oddającą realia tej batalii historyjkę.

Lech wszedł do lokalu o nazwie Videoton i przyglądał się lasce o nazwisku Nikolić. Wielcy teoretycy podrywu z Poznania podglądali jej przyzwyczajenia, liczyli czy się uda czy nie, sondowali po jej mowie ciała czy jest dobra w łóżku. Po 2 latach takiego analizowania wpadł pod bar obwieszony złotem cygan BL, zagadał tanim tekstem, zapytał się ile chce i wyrwał ją do swojego pokoju. Laska odwdzięczyła się usługami full serwis, dając majstra, króla strzelców i hajs z transferu do MLS. Z tego niedługiego związku wszyscy byli zadowoleni. Najważniejsze trofea Boguś miał w gablocie, a Nikolić spełnia teraz swój American Dream. Lech porażkę tłumaczył sobie tym, że to nie była kobieta dla niego, gdyż nie pasowała do wizerunku białego płotu, labradora i kuchni z Ikei.

Drugą sprawą jest problem z określeniem stylu Lecha i charakteru drużyny. Sorry, ale ten Trałka to jest dla mnie kompletne nieporozumienie. O ile nieźle spisuje się w defensywie i bardzo dobrze gra głową to i tak za mało przy grze bez kreatywnego środkowego pomocnika. W meczu z Arką odniosłem wrażenie, że jedyna nadzieja dla Lechitów tkwiła w Gumnym i w tym że chłopak narobi wiatru na skrzydle i coś się uda strzelić. Nie miałbym pretensji o takie granie do drużyny ze środka tabeli, ale jeśli Kolejorz stawia się w roli kandydata do gry o najwyższe cele w Polsce, no to coś jest tutaj nie halo.

Jak zareagują kibice?

Kilku się oburzy, ale prezes znów zaprosi kibiców z Twittera do siebie, opowie im anegdotkę ze świata, którego oni nie znają, poczęstuje ich tortillą i ma z nimi na jakiś czas spokój. Potem ci smakosze potraw ze szwedzkiego stołu pouczają mnie, że przyda mi się trochę pokory. To ja wam teraz odbijam piłeczkę, że was ta pokora pogrąża. Niby są drugą siłą w lidze, ale co lepsze ze stołu podwędza im Legia, a gdy się spojrzy w tabelę to między Lecha, a Legię wskakiwała już Jagiellonia czy Piast!

Jakbym był kibicem Lecha to bym się wk… zdenerwował.
I moi koledzy z Wielkopolski… mniej pokory.

Obserwuj mnie na Twitterze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi