Lech pod ścianą i w sytuacji bez wyjścia

Niewdzięczna jest rola kibica. Często patrzy on na swój klub przez różowe okulary. Nie ukrywam, że często też mam do tego skłonności. Jednak wczoraj coś we mnie pękło i zauważyłem, że tak naprawdę ten stan rzeczy trwa już od jakiegoś czasu. W Lechu marazm i nieporadność ciągnie się już jakiś czas, a sytuacja w tabeli po rundzie jesiennej tylko zakłamywała rzeczywistość jaka panuje obecnie w Kolejorzu.

Winę widzę u wszystkich, ale zacznę od trenera. Jak większość, bardzo w niego wierzyłem i dałem się nabrać. Już nie będę przytaczał tej mitycznej bury dla zespołu po odłożeniu nogi z gazu przy 3:0 z Ruchem. Kupiłem nawet tłumaczenie, że trener woli 5-6 sytuacji dla nas przy żadnej dla rywala. Kupiłem też typową grę na wynik w meczach domowych pod koniec rundy. Ale trzeba sprawę postawić jasno. Lecha ogląda się koszmarnie. Nie stwarza on żadnych sytuacji. Nawet w meczach domowych. Wystarczy spojrzeć na ostatni mecz z Pogonią. Kolejorz tak naprawdę nie miał stuprocentowej okazji. Bjelica na początku swojej pracy w Lechu potrafił wydobyć z zawodników to co najlepsze. Odbudował między innymi Wilusza czy Kownackiego. Jednak teraz tego kompletnie nie widać. Zespół sportowo cofa się. Nie można powiedzieć, że ci zawodnicy nie mają potencjału i umiejętności, jednak Bjelica nie potrafi tego z nich wydobyć, a to jest jego głównym zadaniem. Prawdę mówiąc, dobre mecze Lecha w tym sezonie można policzyć na palcach jednej ręki. Rewanż z Haugesund, rewanż z Utrechtem, Piast, druga połowa z Wisłą i Legia. Ten nieszczęsny mecz z Legią. Piszę nieszczęsny, gdyż zamydlił on wtedy oczy wszystkim. Przez pryzmat tego meczu inaczej oceniałem jesień Kolejorza i szukałem usprawiedliwień. Mecz w Gdyni z Arką tłumaczyłem sobie twardą i dobrą obroną gospodarzy. Prawdę mówiąc, oglądając Lecha czuję się jakbym miał jakieś pieprzone deja vu. Każdy mecz wygląda identycznie. Algorytm domowy jest taki, że udaje się strzelić bramkę i rozegrać niezłą pierwszą połówkę, by w drugiej oddać kompletnie pole rywalom i modlić się o utrzymanie wyniku. Z Pogonią to się udało tylko dzięki Jasminowi Burićowi. Każdy wyjazd również wygląda tak samo. Zespół nie stwarza zupełnie, ale to zupełnie żadnego zagrożenia, a potem trener wychodzi na konferencję i jak zwykle nawija makaron na uszy, że kontrolowaliśmy mecz i zespół był NIESKUTECZNY.

– Gratulacje dla Korony, która wygrała zasłużenie. W pierwszej połowie absolutnie dominowała. Miała bardzo dobre szanse. Byliśmy zaskoczeni nowym systemem Korony. Mieliśmy problemy z ich długimi piłkami. W drugiej połowie mieliśmy kontrolę nad meczem, poza sytuacją w której padła bramka. Drużyna grała po przerwie lepiej, ale była nieskuteczna w ofensywie. Bardzo trudno nam strzelić bramkę na wyjeździe. Zasłużenie przegraliśmy.

Jak miał być skuteczny skoro nie stworzył żadnej okazji. Pytanie jednak, jak miał to zrobić skoro „ataki” skrzydłami i mityczne wrzutki lądowały na głowach rosłych stoperów. Nie sądziłem, że dojdzie do takiego momentu, że Arka Gdynia będzie grała ładniej dla oka od Lecha. Nie ujmując nic arkowcom oczywiście. Kolejorz nie ma żadnego planu B. I nie, planem B nie jest wprowadzenia drugiego napastnika w momencie, gdy drużynie nie idzie, bo to kompletnie nic nie daje. Tabela po rundzie jesiennej strasznie zakłamywała rzeczywistość. Niebiesko-biali zajmowali drugą pozycję tuż za Legią, lecz wynikało to tylko ze słabości pozostałych drużyn.

Postawę Lecha na boisku utożsamiam z poczynaniami władz klubu na rynku transferowym. W jednym i drugim przypadku króluje zachowawczość i za wszelką cenę brak jakiegokolwiek ryzyka. W piłce tak się nie da. Piłka to nie jest biznes, żeby kalkulować. Wszystko zaczęło się tak naprawdę latem od słynnego zaciągu obcokrajowców. Zgraja przeciętniaków, gdzie wydaje się, że najlepszych ściągnął sam trener, a nie dział scoutingu. Z perspektywy czasu ewidentnie widać, że Kolejorz poszedł w ilość, a nie jakość. Nie uwierzę i nie twierdzę, że klubem zarządzają głupi ludzie, którzy skąpią i nie chcą płacić. Płacą i wydają, lecz fatalnie. Suma sumarum, poznaniacy latem wydali sporo na transfery, lecz postawili na złego konia. O transferach zimowych można powiedzieć to samo. Drużyna nie jest dobrze zbalansowana. Moim zdaniem, nie wszyscy zawodnicy, którzy ubierają niebiesko-biały trykot rozumieją o co tu chodzi. Nie będę wskazywał palcem, lecz i tak każdy wie o kogo chodzi. Prezesi przekonywali, że ściągają zawodników, którzy coś, gdzieś wygrali i poradzą sobie z presją. Najwidoczniej coś poszło nie tak. Dobrze ktoś skwitował to na Twitterze (przepraszam, że nie pamiętam kto), taktyka Lecha na rynku transferowym to typowe „udo się, albo się nie udo”. Stąd masa wypożyczonym zawodników, którzy przeważnie i tak są odpalani. Który taki transfer się powiódł i zawodnik został? Piłkarze nie chcą umierać za Lecha. Boli to okrutnie, ale taka jest prawda. Brakuję kogoś, żeby pokazał, że ma jaja, stanął przed kamerą i wygłosić parę „mocnych słów”. Na przykład tak jak zrobił to Arkadiusz Malarz po meczu z Górnikiem Łęczna. Mam wrażenie, że w Poznaniu presję i oczekiwania mistrzowskie mają tylko kibice. To samo tyczy się zarządu. Nie ma wielkiego parcia na mistrzostwo. Nikt nie mówi „Mamy być mistrzem i kropka”, tylko jest „Chcemy walczyć do końca o majstra”. Zachowawczość. Ciągła, irytująca zachowawczość.

Nie zaprzeczę, że klub się rozwija. Ale rozwijają się tylko poszczególne szczeble. Bardzo doceniam, że klub stoi stabilnie finansowo, rozwija akademię i poprawia infrastrukturę. Musimy jednak pamiętać, że to wszystko powinno być w tle, na drugim planie. Najważniejsza jest pierwsza drużyna i jej poziom sportowy, a on się obniżył. Pierwsza drużyna i jej wynik zawsze jest wizytówką klubu. Niestety nie widzę dobrego wyjścia z tej sytuacji. Lech popadł w straszny marazm i stoi pod ścianą.

Zwolnić Bjelicę? Dalej będzie to myślenie krótkoterminowe i za parę miesięcy wrócimy do tego samego punktu. Zapewne wtedy wybór padłby na Stokowca. Nie wiem, czy to odpowiedni trener w obecnej sytuacji. Jeśli Chorwat zachowa posadę i trzeba będzie przemęczyć się do maja może spowodować to jeszcze większe rozgoryczenie wśród kibiców, ale także w samym Lechu. Wtedy jednak jest czas na dokładne poszukanie następcy, pewnie za granicą. Nie wiem, które rozwiązanie jest lepsze. Oba tak naprawdę są złe. Lech jest jednak dalej w grze o mistrzostwo Polski. Owszem, strata jest, ale nieprzewidywalność ligi i najbliższy terminarz prowadzącej trójki, powoduje, że nadzieja ciągle jest i można liczyć na cud. Nie chcę jednak siać defetyzmu, ale wydaję mi się, że znowu szybko zostaniemy sprowadzeni na ziemię i w przyszłym tygodniu pożegnamy się z Nenadem Bjelicą. Oczywiście są to tylko moje przypuszczenia i wróżenie z fusów. Będzie to dla mnie ogromne rozczarowanie, gdyż jak większość wiązałem z tym trenerem duże nadzieję i nawet jeśli to będzie zakończenie naszej wspólnej przygody, będę wspominał go z sentymentem.

foto: www.przegladsportowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi