Nenad Bjelica – jeździec bez głowy

Na temat postawy Lecha w obecnym sezonie, a zwłaszcza kilku ostatnich spotkaniach napisano i powiedziano już wiele. Podobnie ma się sprawa Nenada Bjelicy. Konferencja prasowa przed spotkaniem ze Śląskiem Wrocław przelało jednak czarę goryczy. Od sympatycznego, lecz zagubionego Chorwata zaczęli odwracać się nawet jego najzagorzalsi zwolennicy. Sam przebieg wczorajszego meczu nie wpłynął znacząco na poprawę wizerunku szkoleniowca. Trener Kolejorza przypomina momentami jeźdźca bez głowy. Czy jest sens ciągnąć tę chorą relację dłużej?

Nie jest tak, że przeciwnicy Nenada Bjelicy pojawili się nagle, jak grzyby po deszcze kilku słabszych występów. Głosy sprzeciwu wobec Chorwata przewijały się już pod koniec poprzedniego sezonu, szczególnie po przegranym finale Pucharu Polski z Arką Gdynia. I pomińmy już nawet jego słabe tłumaczenia, które początkowo odbierane były jako próba odwrócenia uwagi od drużyny. Wraz z upływem czasu chętnych do wywiezienia go na taczce poza teren Poznania zaczęło przybywać.

Osób wierzących w pozostanie Bjelicy za sterami Kolejorza, choćby do końca sezonu jest coraz mniej. Lech co prawda ma przebłyski, jednak wygląda na to, że jest to przyjaźń, która i tak trzyma się już na ostatnim włosku. Skoro trener grzmi, że nie wie co jest przyczyną kryzysu… pal licho to! Jeśli trener mówi, że w Lechu oczekiwania są większe niż możliwości jest to już poważny sygnał, że nie dość, że parasol ochronny zniknął to jeszcze grunt pod nogami zaczyna się osuwać. Gdzie się podział Nenad, który jeszcze tak niedawno żartował, że on chce pierwszego miejsca, a Piotr Rutkowski zadowoli się drugim? Skoro w to nie wierzy, jak chciał wtedy o to walczyć? Jeszcze więcej: skoro trener tak sądzi, jak w sukces mają uwierzyć piłkarze?

Skład na pojedynek z Śląskiem nieco zaskoczył. Nenad Bjelica wiedział, że już nic nie ryzykuje, więc postanowił wypróbować wariant z dwoma napastnikami. Początkowo nie wyglądało to obiecująco. W pierwszej połowie Lech nie wyglądał jak gospodarz, a junior, który to dopiero otrzymał powołanie do seniorskiego zespołu. Druga część spotkania, a szczególnie jej końcówka wyglądały jednak zupełnie inaczej. W grze Lecha coś drgnęło, co nie będę ukrywać, nieco pokrzepiło moje serce. Złość kumulowana w zawodnikach przejawiła się w postaci agresji i ambicji, której dawno nie widzieliśmy. Najpierw debiutancka bramka Khoblenki. Później oczekiwanie na decyzję w sprawie trafienia Gytkjæra i ten ogromny wybuch radości snajpera po jej uznaniu. Lech ostatniego kwadransa to taki Lech jakiego kibice chcą oglądać. Walczący. Po końcowym gwizdku sędziego na twarzach zawodników i pracowników było widać ogromną ulgę. Jednak nie u Nenada. Chorwat spokojnie spojrzał na swoją drużynę i pogratulował współpracownikom. Pogodzenie z własnym losem czy niezadowolenie z postawy w pierwszej połowie? Sugerując się wypowiedzią na pomeczowym spotkaniu z dziennikarzami raczej to pierwsze.

Gdyby ten mecz skończył się inaczej byłabym skłonna przychylić się do zwolenników zastąpienia szkoleniowca kimś innym jeszcze przed meczem z Legią. Skoro nie zna przyczyny kryzysu i myślami może krąży już gdzie indziej, jak wielka byłaby to różnica, gdyby zespół poprowadził trener tymczasowy. Lech ostatecznie jednak wygrał. Nie powiem, że wczorajsza gra w pełni mnie satysfakcjonuje. Nie powiem tego również o słowach trenera. Jestem jednak ciekawa, jak zareagują obie strony. Jeżeli piłkarze potrafili się przełamać w końcówce drugiej połowy, to dlaczego i nie teraz? Lepszego momentu na pokonanie kryzysu nie będzie.

Zwolnienie Bjelicy zostało odroczone. Coraz bardziej wydaje się wiarygodny scenariusz, że w wypadku niepowodzeń możemy pożegnać się z Chorwatem po rundzie zasadniczej. Nie wierzę, że władze Lecha przy braku wyników będą się bardziej narażać i ciągnąć to na siłę byle tylko obyło się bez kar za przedwczesne zerwanie kontraktu. A co jeśli coś jeszcze zatrybi? Może szkoleniowiec zdoła wypełnić swój kontrakt z większym sukcesem niż na razie gra na to wskazuje? Aby tak się stało nasz drogi Nenad musi zrobić tylko jedno – zejść na ziemię i odszukać głowę, która wydaje się, gdzieś się zagubiła.

Zaczynając pisać ten tekst w pierwszej połowie wczorajszego spotkania byłam niezwykle rozgoryczona. Końcówka drugiej, jak już wspominałam, nieco mnie ugłaskała. Głupie i porywcze jest serce kibica, jednak wciąż wierzy, że na tym ostatnim włosku coś uda się jeszcze ugrać, a jeśli nie – nie będzie żalu się go pozbyć.

 

Wiktoria ŁABĘDZKA


foto.: commons.wikimedia.org

Wiktoria Łabędzka

Entuzjastka sportu i polskiego rocka. Grafik 2D amator. Kibol. Studentka UAM.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi