Pięć grzechów Realu Madryt

Real Madryt w obecnym sezonie dopuścił się kilku błędów, które bardzo skomplikowały sytuację Zinédine’a Zidane’a. Jeszcze parę miesięcy temu francuski szkoleniowiec był prawdziwym bohaterem Realu Madryt. Obecnie wśród kibiców Królewskich pojawiają się nawet głosy, które chcą zwolnienia bohatera finału Ligi Mistrzów z 2002 roku. 

3 stycznia 2016 roku, Real Madryt prowadzony przez Beníteza kolejny raz w tym sezonie traci punkty. Tym razem Królewskim nie udało się zwyciężyć Valencii na Mestalla. Dla byłego piłkarza stołecznego klubu były to ostatniego godziny na stanowisku trenera. Następnego dnia Florentino Pérez publicznie ogłosił zwolnienie Hiszpana, a jego miejsce zajął Zinédine Zidane, który do tej pory trenował jedynie rezerwy Realu Madryt, a nawet z tego zadania nie wywiązywał się zbyt dobrze. 

16 sierpnia 2017 roku, Sergio Ramos podnosi Superpuchar Hiszpanii po pokonaniu Barcelony w dwumeczu. Real Madryt pod wodzą Zizou odżył. Królewscy po raz pierwszy od kilku lat zwyciężyli w lidze. Także w poprzednim sezonie niewiele brakowało do odniesienia sukcesu. Do tego Los Blancos dołożyli dwa triumfy w Lidze Mistrzów. Jaki pierwsi w historii obronili najbardziej prestiżowy tytuł w klubowej piłce. Do kilku innych trofeów dołączyło parę rekordów. Real Madryt grał efektownie i co najważniejsze efektywnie. Wszystko wskazywało na to, że to będzie okres Królewskich, gdy będą najlepszą drużyną na świecie, wygrywającą zawsze i wszędzie. 

3 marca 2018 roku, Real Madryt ma piętnaście punktów straty do Barcelony, przegrał Copa del Rey z Leganés (według serwisu Transfermakt wszyscy zawodnicy tego klubu razem wzięci są mniej warci niż Ronaldo, Kroos, Bale, Isco, Asensio i Karim Benzema). Na dodatek drugie miejsce w grupie w Lidze Mistrzów spowodowało, że już na tym etapie Królewscy muszą się mierzyć z PSG, które do słabych zdecydowanie nie należy. 

Między pierwszym, a trzecim wydarzeniem minęły nieco ponad dwa lata, a zmieniło się bardzo dużo. Z dołka Królewscy osiągnęli piłkarski Mount Everest. Zidane z początkującego stał się najlepszym trenerem globu. Kilka miesięcy później Real Madryt znowu wrócił na poziom osiągalny dla zwykłych śmiertelników. Wygranie ostatniego trofeum, którego legenda francuskiej piłki nigdy nie zdobyła jest już w tym sezonie niemożliwe, obrona tytułu Mistrza Hiszpanii mało prawdopodobna. Jedynie Liga Mistrzów wciąż jest w zasięgu Los Blancos. 

Słaba i nieefektywna gra Realu Madryt spotkała się z krytyką. Niemal każda osoba związana z mistrzem Hiszpanii musiała spotkać się z negatywnymi opiniami. Wszystko przez kilka „grzechów”, których Los Blancos dopuścili się w ostatnich miesiącach. 

Grzech pierwszy: słabe okienka transferowe 

Florentino Pérez zawsze słynął ze swojego zamiłowania do galaktycznych transferów. Prezes Realu Madryt zarówno w pierwszej, jak i w drugiej kadencji wydał setki milionów, żeby uczynić z Królewskich potęgę. Dopiero w ostatnich latach nastawienie stołecznego klubu do transferów nieco się zmieniło. Było mniej „Bale’ów”, a więcej „Asensiów”. Początkowo wszystko wskazywało na to, że jest to bardzo dobre posunięcie. Dopiero teraz widać, że Los Blancos przespali okienko i stracili bardzo dużo jakości względem poprzedniego sezonu. 

Real Madryt jako jedyny klub wciąż grający w Lidze Mistrzów w okienku zimowym nie wykonał żadnych ruchów transferowych. Również poprzedni okres przeznaczony na zmiany kadrowe nie był wykorzystany odpowiednio. Prawdopodobnie jedynym świetnym ruchem Królewskich była sprzedaż Moraty. Hiszpan odszedł za znaczną sumę, o wele większą niż jest warty. Problem z tym transferem jest jednak taki, że sprzedany również został Mariano Díaz i nie sprowadzono żadnego napastnika grającego na najwyższym poziomie. Borję Mayorala trudno uznać za wzmocnienie w przypadku Realu Madryt. Sporym błędem było też niezakupienie lepszego bramkarza. Keylor ma swoje momenty, ale popełnia też zdecydowanie zbyt dużo błędów. Do tego jego gra nogami wydaje się być tak słaba, że w porównaniu do niej nawet skuteczność Benzemy nie jest aż tak tragiczna. 

Odejścia Jamesa i Danilo również nie okazały się najlepszym rozwiązaniem. Kolumbijczyk ponownie gra na swoim poziomie i przy obecnych cenach, które pojawiają się na rynku kwota, którą musi zapłacić Bayern wydaje się strasznie niekorzystna dla hiszpańskiej strony. Danilo nigdy nie był wybitnym piłkarzem, zwłaszcza podczas gry w Madrycie, ale potrafił zagrać dobry mecz i być może nie byłby słabszy od obecnego Carvajala. 

Poza powrotami z wypożyczeń do Realu Madryt przyszli Theo Hernández i Dani Ceballos. Obaj potrafią grać świetnie, co udowadniali w poprzednim sezonie. W obecnej kampanii jednak nie dostają praktycznie żadnych szans. Hiszpan zagrał do tej pory zaledwie 714 minut (około 18% możliwych). Francuz z kolei zazwyczaj musi grać razem z Marcelo. Dochodzi wtedy do podwajania pozycji i obaj prezentują się bardzo słabo. 

Grzech drugi: osłabienie filarów 

W każdym klubie jest przynajmniej jeden lider, który stanowi o sile drużyny. Nie inaczej jest w przypadku Realu Madryt. Gra mistrza Hiszpanii opiera się przede wszystkim na Ronaldo, Modriciu, Kroosie, Marcelo i Ramosie. Oczywiście inni piłkarze też są bardzo ważnym elementem układanki Zizou, ale wydaje się, że ta piątka jest najważniejsza. Szczególną rolę odgrywa tu oczywiście Cristiano Ronaldo. Przed jego przybyciem Real Madryt w XXI wieku ani razu nie miał powyżej stu bramek w sezonie ligowym. Po jego transferze do stolicy Hiszpanii Los Blancos ani razu nie mieli poniżej stu bramek w sezonie ligowym. Wybranie drugiego najważniejszego piłkarza w tej drużynie do łatwych nie należy. Jednym z tych, którzy na takie miano zasługują jest z pewnością Toni Kroos. Niemiec zdaniem wielu nie jest wcale takim wybitnym pomocnikiem. Wynika to z jego stylu, który nie jest może zbyt efektowny, ale daje drużynie ogromną przewagę. 

Królewscy składają się z kilku piłkarzy, którzy potrafią samodzielnie wygrywać mecze. Jednak pech sprawił, że niemal każdy z nich był najwyżej w przeciętnej dyspozycji. Zdecydowanie największy regres względem poprzedniego sezonu zaliczył Dani Carvajal. Hiszpan w obecnej kampanii bardzo rzadko miewa dobre spotkania. Najczęściej zawodził zarówno w ataku, jak i w obronie. W niektórych meczach przeciwnik mógł używać lewej flanki niczym autostrady. Obecnie prawy defensor Królewskich prezentuje się coraz lepiej, ale wciąż jest to poziom zadowalający w takim stopniu jak Morata zadowala kibiców Chelsea. 

Również forma Ramosa nie przypomina tej z zeszłego sezonu. Kapitan Realu do końca 2017 roku miał na koncie dwie czerwone kartki i ani jednej bramki w spotkaniu ligowym. Rok wcześniej na tym etapie rozgrywek miał cztery gole i ani razu nie musiał opuścić boiska z polecenia arbitra. Teoretycznie środkowy obrońca nie jest piłkarzem odpowiedzialnym za umieszczanie piłki w siatce przeciwnika. Ramos jednak potrafi zdobywać bardzo ważne bramki. Ich brak z pewnością doskwierał Królewskim. Czasami brakowało tej magicznej główki kapitana Realu Madryt. 

Kroos został już wspomniany jako najważniejszy po Ronaldo piłkarz Królewskich. Dla niektórych te słowa mogą się wydawać mocno przesadzone, ale to właśnie Niemiec jest piłkarzem, który odpowiada za panowanie nad środkiem boiska. Były gracz Bayernu Monachium doskonale kontroluje grę. Czasami jednak robi to zbyt asekuracyjnie. Toni Kroos gdy tylko straci formę praktycznie nie podejmuje ryzyka i spowalnia grę. Tak właśnie było w pierwszej połowie sezonu. 

Sporo krytyki spadło też na wicekapitana Królewskich – Marcelo. Brazylijczyk poprzedni sezon miał znakomity, tak jak reszta drużyny. W tym niestety dopadł go syndrom „jeszcze jednej wrzutki”. Lewy obrońca zaraz po Kroosie jest najczęściej dośrodkowującym piłkarzem Realu Madryt w tym sezonie. Jego koledzy jednak nie potrafią ich wykorzystać, co sprawia, że zagrania te są bardzo irytujące i wyglądają bardziej na efekt braku taktyki niż przemyślany pomysł. Do tego sporym minusem Marcelo w obecnej kampanii jest jego bardzo słaba gra w defensywie. Brazylijczyk nie zawsze ma chęci, żeby wracać się w okolice swojego pola karnego. Zachowaniem i umiejętnościami przypomina często skrzydłowych. Ze swoją przebojowością z pewnością byłby jednym z lepszych bocznych pomocników na świecie. Jego problem jest jednak taki, że jest on obrońcą, a powinie się wracać do defensywy. Za to Marcelo, jak to Marcelo, nie zawsze chce to robić. 

I teraz dotarliśmy do tego miejsca, gdy trzeba napisać, że słaby sezon ma Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w bieżącej kampanii jest przypadkiem dość ciekawym. W Lidze Mistrzów grał na swoim normalnym poziomie. Piłka go szukała i zdobywał bramki jak zawsze. W każdym meczu fazy grupowej jego imiona znajdowały się na liście strzelców. W LaLiga wyglądało to zgoła inaczej. Portugalczyk znajdował się w sytuacjach strzeleckich, ale nie potrafił wykończyć sytuacji, w których zazwyczaj pokonywał bramkarza. Wyglądało to na jakąś klątwę, która dopiero w 2018 roku została zażegnana. W ostatnich meczach w końcu mogliśmy zobaczyć starego Cristiano, który w styczniu i lutym zdobył już razem z Griezmannem i Suárezem po dziesięć bramek. Cała trójka zajmuje pierwsze miejsce na liście najskuteczniejszych piłkarzy 2018 roku spośród najlepszych lig europejskich. 

Grzech trzeci: regres BB 

Jedna z mądrości życiowych mówi, że człowiek uczy się całe życie. Z kolejnymi miesiącami i przypływem doświadczenia rozumiemy coraz więcej rzeczy. Przynajmniej w reguły tak jest. Jednak od przynajmniej kilku miesięcy jest coś, co wielu fanów piłki nożnej przyprawia o prawdziwy ból głowy. Praktycznie nikt nie jest w stanie zrozumieć co się dzieje z Karimem Benzemą. 

Gdy przechodził do Realu Madryt zapowiadał się naprawdę dobrze. Mimo wciąż dość młodego wieku miał już za sobą pięć sezonów w Ligue 1 i w jednym z nich zdobył nawet koronę króla strzelców. W Realu również miał swoje miesiące. W kampanii 2016/2016 w samej lidze w 27 spotkaniach zdobył 24 gole. Wśród zawodników, którzy na boisku przebywali przynajmniej sto minut Francuz miał drugą najlepszą średnią minut potrzebnych do strzelenia bramki. Piłkarz Królewskich zdobywał gola średnio co 83 minuty, a Luis Suárez średnio co 79 minut. 

Ostatnimi czasy z Karimem dzieje się coś, co trudno racjonalnie wytłumaczyć. Francuz regularnie występuje w pierwszej jedenastce, jest bardzo często chwalony przez piłkarzy Realu Madryt. Jednak jego gra prezentuje się zazwyczaj bardzo słabo. Widząc próby strzeleckie można odnieść wrażenie, że Karim naraził się osobie, która była winna kontuzji Cristiano Ronaldo z początku jego kariery w Hiszpanii. Francuz pod wieloma względami jest jednym z najlepszych napastników na świecie. Jednak piłkarze na tej pozycji są odpowiedzialni głównie za zdobywanie bramek, a w tym Benzema jest w ostatnim czasie bardzo słaby.  

Dobrym wyjście mogłoby być przekwalifikowanie Karima Benzema. Z jego zaletami mógłby być dobrym pomocnikiem ofensywnym. Jako napastnik niestety się nie sprawdza i blokuje miejsce, które mógłby zająć inny, skuteczniejszy atakujący. Obecność tak bramkostrzelnych piłkarzy jak Icardi lub Kane powinno zapewnić Królewskich zdecydowanie lepsze wyniki. 

Kolejnym członkiem tercetu BBC, który zaliczył regres jest Gareth Bale. Książę Walii jest zaraz po Cristiano Ronaldo najlepszym piłkarzem, który grał w stolic Hiszpanii w ostatnich latach. Były zawodnik Tottenhamu będąc w formie potrafi zrobić w ataku niemalże wszystko. Posiada świetne strzały, podania, drybling i szybkość. Niestety jego forma nigdy nie trwa zbyt długo, ponieważ jest bardzo podatny na kontuzje. Brytyjczyk zagrał w Hiszpanii zaledwie dwa świetne sezony. W obecnym ma już tylko przebłyski. Tak samo jak Karim raczej zawodzi, a jego obecność może blokować transfer zawodników, którzy być może daliby Królewskim znacznie więcej. 

Grzech czwarty: brak motywacji i pomysłu 

Real Madryt jako jeden z największych klubów na świecie od lat próbuje zbierać najlepszych piłkarzy, którzy będą w stanie wygrywać wszystko. Obecnie Królewscy składają się niemal z samych gwiazd, które jednak wydają się nie być zbyt zmotywowane, żeby umierać za każde zwycięstwo. Dotyczy to zarówno pierwszego składu, jak i bardziej rezerwowych zawodników. W zeszłym sezonie piłkarze, którzy nie byli pierwszym wyborem Zizou potrafili zagrać na bardzo wysokim poziomie, porównywalnym z tym, który prezentowali najlepsi gracze Los Blancos. W bieżącej kampanii rezerwowy Real Madryt miał problemy nawet z drużynami z niższych lig. 

Oglądając niektóre mecz ma się wrażenie, że Los Blancos nie mają już tyle chęci co w zeszłym sezonie. Królewskim często zdarza się grać na stojąco. Do tego ich taktyka wydaje się nie istnieć. Nie ma już co prawda sytuacji jak za poprzedniego szkoleniowca, w których pomoc praktycznie nie funkcjonowała, ale jednak jest to dość monotonna gra. Bardzo często zawodnicy kreatywni i genialni technicznie wrzucają piłkę w pole karne zamiast spróbować bardziej pomysłowych zagrań. 

Wydaje się, że problemem Królewskich jest nastawienie zawodników. Każdy z nich już sporo wygrał i zapewne czują się oni spełnieni. Nawet sami piłkarze podkreślali, że w Lidze Mistrzów grają lepiej, bo po prostu są wtedy bardziej zmotywowani. LaLiga, już nie mówiąc o Copa del Rey, nie daje im takiego motywacyjnego kopa co Champions League. 

Grzech piąty: niewykorzystywanie potencjału kadry 

Zinédine Zidane obejmując posadę trenera Realu Madryt dostał do dyspozycji jedną z najlepszych drużyn na świecie. Na niemal każdej pozycji miał przynajmniej dwóch zawodników na co najmniej bardzo wysokim poziomie. W jego pierwszym pełnym sezonie kadra Królewskich była być może najlepsza na świecie. W każdej formacji był gwiazdy. W bieżącej kampanii Los Blancos wciąż mają skład, który budzi strach u każdego. Nie jest może tak silny jak w zeszłym roku, ale wciąż nie można narzekać. Zizou jednak nie do końca wykorzystuje jego potencjał. 

W poprzednim sezonie aż dwudziestu zawodników Realu Madryt rozegrało przynajmniej jedną trzecią dostępnym minut. Zizou konsekwentnie stawiał na rezerwowych, którzy również mogli pokazywać swoje umiejętności. W obecnej kampanii już tylko czternastu zawodników zagrało minimum 33% dostępnym minut. Francuz regularnie pomija więcej graczy niż w zeszłym sezonie. 

Sporym problemem Los Blancos są także kontuzje. W zeszłym sezonie czterech graczy miało przeszło 70% rozegranym minut spośród wszystkich możliwych. W obecnym żaden nie osiągnął takiego wyniku. Porównanie to jednak może być nieco niewiarygodne, ponieważ Copa del Rey, w których grają zazwyczaj rezerwowi piłkarze to aż 14% wszystkich meczów. W poprzedniej kampanii było to 10% i wtedy Królewscy już w 1/8 finału trafili na mocną Sevillą. Następnie ekipa Zizou musiała się mierzyć z Celtą Vigo. Obie drużyny zmusiły trenera Królewskich do wystawienia silniejszej jedenastki. Pomimo faktu, że Real miał procentowo więcej meczów, w których mogli zagrać rezerwowi, to właśnie wtedy mieli szersze możliwości do gry. 

Real wyjdzie z kryzysu? 

Królewscy od niemal początku sezonu męczą się z bardzo nieregularną grą. Potrafią zagrać świetny mecz i kilka dni później zawieść swoich kibiców. Można tutaj szukać wielu czynników. Od XIX-wiecznego systemu rozgrywek do „grzechów”, które pojawiły się w tekście. Na szczęście nie są to problemy, z którymi Real nie mógłby sobie poradzić. Najtrudniej będzie zmotywować wszystkich zawodników do gry na swoim najwyższym poziomie, ale również to nie powinno być niemożliwe. 

Jednak najlepszą formę Królewskich pewnie zobaczymy dopiero w następnym sezonie. Oczywiście również w bieżącej kampanii Los Blancos mogą się wspiąć na wyżyny swoich możliwości, ale jest to być trudne z powodów braków kadrowych, które zostaną załatane najprędzej w następnym okienku transferowym. Tak czy inaczej na odpowiedź na pytanie czy Królewscy wyjdą z kryzysu będziemy musieli jeszcze poczekać. 

Wiktor Zając

Fan Królewskich i sympatyk Manchesteru United działający w halamadrid.pl. Największy fan Mateo Kovačicia w tych stronach Europy. Poza piłką uwielbiam światy fantasy. Interesuję się także projektowaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi