Pojedynek warszawsko-poznański, czyli kto mniej interesuje się przeciwnikiem

Już wkrótce piłkarze Legii Warszawa oraz Lecha Poznań wybiegną na murawę, aby pokazać która z drużyn jest silniejsza piłkarsko. Jednak nie jest to jedyny obszar rywalizacji najsilniejszych ostatnio krajowych drużyn. Gdzieś w tle, praktycznie przez cały rok, toczy się batalia pomiędzy kibicami o to, którzy mniej interesują się swoim rywalem.

Pojedynki Kolejorza z Wojskowymi od dawna niosą ze sobą sporą dawkę emocji, a trybuny przy Bułgarskiej, Łazienkowskiej czy też na neutralnym stadionie zapełniają się zazwyczaj znacznie ciaśniej niż w przypadku konfrontacji z innymi zespołami. Chociaż Derby Polski, jak niektórzy nazywają te mecze, nie zawsze rozpieszczają fanów pod względem sportowym, to nigdy nie można im odmówić dramaturgii oraz poruszenia wśród rzeszy kibiców zgromadzonych na stadionach czy przed telewizorami. Nie dziwi więc, że sympatycy obydwóch klubów w czasie dyskusji, głównie internetowych, lubią chwalić się swoimi sukcesami oraz wbijać szpilki w przeciwników. Jedno z pól tej walki jest niecodziennego i patrząc z boku może wydawać się nieco zabawne, czy wręcz absurdalne. Mowa o zarzucaniu sobie kompleksów i zbytniego zainteresowania poczynaniami rywala.

Bardzo często wypowiedź kibica Lecha o Legii i vice versa spotyka się ze zdecydowaną reakcją przeciwnych fanów, aby skupił się na swoim zespole. Oczywiście zdarzają się takie osoby dla których nienawiść do konkurenta jest silniejsza niż miłość do własnego klubu i chętnie zobaczyliby własną drużynę w III lidze, gdyby tylko przy okazji rywal mógł spaść do IV. Jest to sytuacja podobna do polityki, gdzie niektóre jednostki z lubością spaliłyby Polskę, jeśli przy okazji spłonęłyby Rosja/Niemcy/USA/Izrael/Watykan (wybrać największego wroga danej frakcji). Nie można jednak brać takich zachowań za standard, ponieważ zwyczajnie w świecie są to postawy marginalne.

Zależy sobie zadać pytanie, dlaczego tak naprawdę ktoś miałby się nie interesować tym co piszczy u ligowego sąsiada? Trzymając się analogii politycznej, przecież kraje również żywo próbują zdobyć informacje o swoich przeciwnikach, a czasem także sojusznikach. Szpiegują się nawzajem i żyją wydarzeniami zza granicy. Nie jest to bynajmniej efekt „kompleksów”, a zwykłej konkurencji. Zarówno Lech jak i Legia prawie co rok rywalizują między sobą o mistrzostwo jak i mają obszary w których zdecydowanie przewodzą w krajowej piłce. Trudności jednych zawsze są dobrą informacją da drugich i wręcz powinny budzić zainteresowanie po drugiej stronie barykady. Byłoby to wręcz dziwne, gdyby obydwa kluby funkcjonowały obok siebie, bez jakiegokolwiek zainteresowania poczynaniami drugich. Czy można by wtedy w ogóle mówić o jakiejś rywalizacji i emocjach? Nie jest to zresztą jedynie domena polskiego klasyka. Doniesienia z obozów rywali śledzą też przecież fani prawdziwych tuz światowego futbolu: Realu i Barcelony, United i City, Interu i Milanu, itd.

Nie ma co się oburzać, że kibice przeciwnika próbują się dowiedzieć co dzieje się u ich rywala. Nie życzmy za to konkurentom wszystkiego co najgorsze, bankructwa czy kontuzji piłkarzy. Po prostu cieszmy się, że to wszystko wywołuje takie emocje. Bo przecież tak naprawdę to przede wszystkim o nie ludzie oglądają sport.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi