Paryż wart jest mszy?

Rok tysiąc pięćset dziewięćdziesiąty czwarty, marzec, król Nawarry Henryk Burbon przechodzi na katolicyzm i zostaje królem Francji. Na pytanie o motywację, podobno odpowiedział cynicznie Paryż wart jest mszy. Rok dwa tysiące osiemnasty książę Barcelony Neymar Jr, niestety będąc uczestnikiem jedynie połowy batalii, odpada z walki o miano króla Paryża i całej piłkarskiej Europy. Wielu fanatyków futbolu natychmiast wyłapuje analogię. Jeżeli Barcelona (wpisz wybrany wielki klub, sam/a zdefiniuj wielki) wybrała cię, spośród wielu, nie masz prawa do Konwersji.

Henryk wprowadził na tron dynastię, która przetrwała z drobnymi choć znaczącymi przerwami do roku tysiąc osiemset czterdziestego ósmego, sztos. Neymar swoją próbę zostania królem Paryża dopiero zaczyna. Są tacy którzy dalej pozostają jego wyznawcami, ze względu na kozacki styl z piłką przy nodze, na ogromne umiejętności, są i tacy którzy jarają się brazylijskim zawodnikiem jako nowoczesnym produktem, piłkarskiej globalizacji, konkwistadorem, odkrywcą. Większość fanów Barcelony traktuje go jako zwykłego zdrajcę. Ja natomiast rozumiem jego wybór, ale takiego wyboru nie szanuję.

Lekka letnia telenowela pod roboczym tytułem Neymar i stary Neymara w drodze do Paryża, pokazała w mojej opinii cynizm Neymara. Brazylijczyk często motywował swoją decyzję krytykując zarząd katalońskiego klubu, skądinąd krytyka była słuszna, choć wyśmienity sezon podopiecznych Ernesto Valverde zamyka usta Brazylijczykowi. Dla fanatyka, fana czy sympatyka wielkiego klubu, taka krytyka nic nie znaczy, to mowa-trawa. Zaczynałem smakować piłkę, kiedy kariera spędzona od deski do deski w wielkim klubie znaczyła wiele, a tacy piłkarze byli uwielbiani, szanowani, zostawali legendami. Dziś piłkarze strajkują gdy chcą wymusić transfer, nawet w wielkich klubach, dacie wiarę?

Neymar był wcześniej graczem Santosu, ale gdyby nie zmienił klubu do końca kariery, każdy uznawałby go za legendę Barcelony. Można było udzielić mu dyspensy i wielu by nie protestowało. Można uznać za słuszne motywowanie transferu do Paris Saint Germain swoim rozbuchanym ego i chęcią pisania własnej historii. Ale czy ostatnie sukcesy Blaugrany to nie są sukcesy syna starego Neymara? Grasz z piłkarzem uważanym przez wielu za najwybitniejszego w historii, wbijasz razem z nim do trójki najlepszych na świecie. Prawdopodobieństwo jest spore, że przejmiesz po nim koronę. Dla jednego największe marzenie, dla innego zbyt mało. Nie warto publicznie oceniać, ale większość wyciągnie wnioski.

Kiedy przeczytałem słowa Xaviego w sprawie frajerskiego zachowania Neymara wobec zawodnika Rennes, zwyczajnie mnie zmroziło. Wyobraziłem sobie, że jestem na jego miejscu (głupie, wiem) i usłyszałem od wielkiej legendy i jednego z moich piłkarskich ojców słowa Bardzo mnie rozczarował. Nie tego uczyliśmy go w Barcelonie. Jak dla mnie słabo, za moment wyobraziłem sobie minę Carlesa Puyola, który zobaczył niemiecką akcje byłego kolegi z zespołu i wcielanie się w Brazylijczyka przestało być zabawne. Przyznam się, że piszę to wszystko z gorzką satysfakcją. Przed dwumeczem z Realem, chociaż obie drużyny są mi jeśli chodzi o uczucia obojętne, trzymałem kciuki za odpadniecie Neymara. Zwyczajnie jak przystało na kraj kwitnącej cebuli, zaciskałem warę i jak doktor nauk życzyłem Neymarowi upadku na ten głupi ryj, pozdrawiam Jana Rodzienia, dyrektora klubu księgarza.

Zdjęcie: Wikipedia Commons.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi