Sympatyczny Żabol: Polska piłka jest chora na AIDS

Ostatnie wydarzenia na krajowych boiskach i w gabinetach władz pokazują, że nasza piłka jest chora nie tylko na zaszrocenie kadr klubów, ale przede wszystkim na kolesiostwo, gdzie karier nie robią osoby z największymi kompetencjami, a te które lubią bywać w odpowiednim towarzystwie.

Warszawskie media zrobiły wielką aferę, gdy Huberta Siejewicza złapano u bukmachera i chłop miał po karierze… nie przeszkadzało nikomu, że w tym samym czasie głośno mówiło się o innych dwóch arbitrach, którzy lubili posyłać kupony u bukmachera, ale że bywali z odpowiednimi ludźmi to problemu nie było. Za to członkowie Komisji Ligi mogą dzierżyć równolegle stanowiska w KL jak i Legii Kosz i jakoś w stołecznych redakcjach nikogo to w oczy nie szczypie. Przecież na kolegów z rautów i grilli psioczyć nie będą. Dzieje się dokładnie to samo co w polityce, gdzie dziennikarze żyją na pasku polityków, bo ci selekcjonują im newsy. Rozsiada się tylko taki pan redaktor i przerzuca na papier to co dany działacz czy piłkarz chce. Czasy Janusza Atlasa chyba bezpowrotnie minęły, kiedy ten pił z piłkarzami, ci mu opowiadali jak handlowali meczami, a ten na drugi dzień to opisywał… Teraz taki michałek siedzi cicho, bo wie, że to byłby jego koniec. Dlatego tego syfu dziennikarze nie posprzątają, gdyż są częścią ekosystemu.

Cała nadzieja w tym, że istnieją social media i mamy możliwość pewne rzeczy nagłaśniać i może w końcu ten beton coś rozkruszy. Choć szanse na to są niewielkie, chyba każdy zdaje sobie sprawę, że za takim stanem rzeczy stoją też pieniądze, których my kibice mamy znacząco mniej.

Przepisy są jak dziurawa dętka

Niestety piłka nożna zeszła na drugi plan po 26 kolejce ekstraklasy. Zawdzięczamy to głupocie ludzkiej i zapisom prawnym z gumy, które są dziurawe jak szwajcarski ser i często nijak się mają do boiskowych realiów.

Moim skromnym zdaniem słaby sędzia Marciniak się obroni, bo zapisy w przepisach są jakie są. Oczywiście kibice Lecha się oburzają i ja ich rozumiem, znam te uczucie i wiem jak ciężko o obiektywizm, gdy chodzi o mecz z największym wrogiem.
Najlepsi są kibice Legii, którzy zarzucają Lechitom ból dupy, a sami zachorowali na czerwonkę od meczu z Koroną. Tam sytuacja jest dużo bardziej klarowna, bo nie ma w ogóle mowy o kontrowersji.

Umyślność zagrania ręki

Uważam, że aby udowodnić umyślność zagrania każdy zespół sędziowski powinien być wyposażony w wykrywacz kłamstw. To jednoznacznie odpowiadałoby na tak często zadawane pytanie w takich sytuacjach. Zapis o intencji zagrania jest najgłupszym z możliwych. Rozegrałem kilkadziesiąt meczów na szczeblu juniorskim, podyktowano w nich kilkanaście rzutów karnych za rękę i intencja zaszła raz, kiedy zawodnik na słupku zablokował piłkę dłonią. W reszcie przypadków obrońcy byli wkurwieni na to, że po prostu tak się ręka ułożyła. To jest moi drodzy błąd techniczny. Nie ma tu zamiaru zagrania ręką, ale według mnie powinno to podlegać karze. Mój pomysł na przepisy polega na gwizdaniu każdej ręki, oprócz sytuacji, gdy kończyna doklejona jest do ciała. Całe zło polega na dużych możliwościach interpretacyjnych, a to prowadzi do ogromnych kontrowersji.
Padnie na pewno zarzut, że wtedy powstanie pozycja „nabijacza”. I niech powstanie, to też jest umiejętność, przecież bardzo często wpuszcza się na boisko zawodników obdarzonych dobrym dryblingiem po to by kartkować przeciwnika i szukać stałych fragmentów gry.

Po decyzji Komisji Ligi zanotowałem + 10 do kumatości…

Mecz w Gliwicach, który odbił się szerokim echem w mediach. Na boisku była popularna w tym okresie bryndza z której wyłamała się Jagiellonia Białystok i jako jedyna potrafiła grać w tych warunkach w piłkę nożną. Czy Piast był o wiele lepszy to nie wiem, ale strzelił nam bramkę i niewiele wskazywało na to żebyśmy wyrównali. Jednak wystarczy wrócić do meczu Zagłębie Lubin – Legia Warszawa, gdzie stołeczna drużyna zdobyła karnego po wielbłądzie obrońcy w końcówce i skończyć z wyrokowaniem wyniku, kiedy do końca zostało ponad 10 minut meczu.

Byłem, widziałem co się dzieje z perspektywy sektora Torcidy i jedyne co mogę powiedzieć to że rechotałem jak stara żaba, gdy widziałem poczynania nabuzowanych kuraków, a później wąsów poprzebieranych w karykaturalne stroje żółwi Ninja.

Czy mecz można było dokończyć? Pewnie tak, przecież argument z płotem to jest bzdura, gdyż na wielu stadionach przy młynie jest tylko niska balustrada i nie widzę powodu aby trzymać ludzi
w klatkach jak w ZOO. ZOO jednak wyszło później na boisko, gdzie niczym w Janowie Podlaskim nastąpił pokaz jazdy konno, a okrasiła to wszystko wystawa psów rasowych. Wszystko to w otoczce latających sedesów z sektora Piasta i porządkowych zbierających guano z murawy.
Cyrk.

Według miłościwie nam panującej Komisji Ligi Górnikowi należał się walkower, ale 3 punkty mu zabrano za prowokacje, a sprawiedliwości miało stać się za dość, gdyż postanowiono zastosować odpowiedzialność zbiorową i wydano zakazy na trzy mecze w Zabrzu dla zasiadających na sektorze gości na stadionie przy Okrzei. Argumentowano taką decyzję „prowokacją” urządzoną przez Torcidę, po czym Zbigniew Mrowiec w Magazynie Ekstraklasy mówi, że nie zbadano zachowania grupy kibiców z Zabrza. Na pytania Krzysztofa Stanowskiego i Macieja Szczęsnego szef komisji odpowiadał na około i cały jego występ można określić jako miałki kabaret.
Ogólnie robi się kpiny z ludzi stosując odpowiedzialność zbiorową i wąsaty pan, szef komisji, jest zadowolony ze swoich wielkich osiągnięć.

Wisienką na torcie był występ naszych sędziów eksportowych w meczu Tottenhamu z Juventusem.
I znów beneficjenci choroby toczącej polską piłkę mówili, że cała zadyma po słabym występie Marciniaka w Warszawie zniknie i w meczu na Wembley udowodni swoją klasę. I ja uważam, że swoja klasę to on jak najbardziej udowodnił.

Aha, najlepszym sędzią w Polsce jest Mariusz Złotek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi